Nielot | Król

1526185_754344894592942_1506509296_n

Chciałbym napisać tę recenzję w ten sam sposób, co Błażej Król pisze swoje teksty. Ograniczyć ją do trzech-czterech słów, wywołać przyjemnie nieswoje przebieganie ciarek po plecach i zawrzeć w nich całą prawdę o jego najnowszej solowej płycie „Nielot”. Chciałbym, ale nie potrafię. Bo Król jest tylko jeden i na tyle niepodzielnie panuje w krainie melancholijnie introwertycznych opowieści, że innym pozostaje nieudolne tłumaczenie rozbudowanymi i pustymi zdaniami tego, co im w głowie siedzi. Każdemu, kto o tym zwątpił lub po zamrożeniu UL/KR ogłosił bezkrólewie, jak przystało na dobrego władcę, skutecznie i zdecydowanie pokazał kto tu rządzi.

Błażej Król lubi zaskakiwać. Chociaż w sumie nie wiadomo czy lubi. Po prostu zaskakuje. Najpierw zaskoczył zamrożeniem kultowego (?) projektu UL/KR tworzonego z Maurycym Kiebzakiem-Górskim, co u wielu osób wywołało żal, żałobę i smutek. Potem zaskoczył niemalże równoczesnym wydaniem pierwszego singla Szczenię promującego jego solową płytę. Gdzie nie spojrzałem, niemalże wszyscy komentowali go starą maksymą „Umarł król, niech żyje Król”. Poczucie osierocenia po UL/KR nie trwało więc długo. O tym zespole napisano i powiedziano już tak dużo, że nie będę się rozpisywał o tym jakim ewenementem na naszej scenie była popularność zespołu grającego taką muzykę. Frekwencja na koncertach w ramach pożegnalnej trasy dobitnie o tym świadczyła. Istotne natomiast jest to, że Błażej postanowił się wyemancypować na samodzielnego twórcę i z współbożyszcza undergroundu stał się bożyszczem samodzielnym (chociaż wszyscy chyba podskórnie czuli, że Błażej był większą połową gorzowskiego duetu). Pozwoliło mu to w imponujący sposób rozwinąć skrzydła i ukazać pełnię (chyba) drzemiącego w nim potencjału. Trzymając się nomenklatury monarszej wydanie „Nielota” było uroczystą koronacją, a sam krążek stał się koroną nowego-starego władcy.

Władztwo Króla rozciąga się wszędzie tam gdzie występują uczucia intymne, skrywane i czasem wstydliwe. Ilość deklaracji lojalności i wierności składanych przez arystokratów polskiego świata kultury (min. Agnieszka Szydłowska czy Jakub Żulczyk) mogłaby sugerować, że są to tylko puste gesty. W przypadku Błażeja jest inaczej. Tak samo jak z nim i jego sposobem opisywania uczuć utożsamiają się czołowe postaci, tak samo identyfikować się z nimi mogą zwykli zjadacze dźwięków. Sam zainteresowany twierdzi, że działa na zasadzie nagłych impulsów i kierując się intuicją. To wyraźnie słychać i dzięki temu jego twórczość tak „bierze”. Jak przystało na prawdziwego króla, Król ma jeszcze dwa atrybuty swej władzy: berło i jabłko. Berłem nazwałbym teksty zawarte na „Nielocie”. Nie wiem jak to możliwe, ale mają one jeszcze większą siłę rażenia niż te obecne na dwóch krążkach UL/KR. Człowiek po wysłuchaniu ich w skupieniu czuje się rozbity na małe kawałeczki, niczym zdzielony po głowie berłem właśnie. Mało berłem, buzdyganem. „Nielot” jest pełen enigmatycznych opowieści o zwykłym życiu, które Król jest jednak w stanie przedstawić jako niezwykłe. Narkotyki, alkohol, długie noce, samotność, niepokój, miłość, niemy skowyt to wszystko jawi się nam dzięki magicznemu głosowi Błażeja jak elementy świata nierealnego. Do tego Król operuje nie dającymi się wymazać z pamięci frazami, wzmacniającymi efekt. „a więc teraz jestem częścią twoich przygód”, „ten stan chwyta za kark jak szczenię/odbiera senność/zabija pożądanie”, „dotkliwy żar wściekłego słońca”, „trzymaj się ciepło/nim zacznie cię parzyć/bo parzyć może zacząć niebawem” to te moje ulubione. Każdy pewnie będzie mieć własne.

Skoro berłem są teksty, to jabłkiem musi być muzyka. Jak na jabłko królewskie przystało, jest błyszcząca, nęcąca i wspaniała. Moim zdaniem stanowi nawet większy atut „Nielota” niż opisywane uprzednio teksty. Król postanowił nadać swoim dźwiękom zdecydowany popowy odcień. Katarynkowa gitara, połyskliwie brzmiące klawisze, nienachalna perkusja, fascynująca elektronika i będący tu bardzo ważnym instrumentem wokal składają się na dźwięki i melodie, które brzmią intrygująco, romantycznie, przyjemnie. Nie brakuje tu również zaskoczeń w postaci nagłych zmian tempa, niespodziewanego zatrzymania czy nieoczekiwanego przyspieszenia. Bywa też ponuro, mrocznie, przejmująco ale zawsze jest wspaniale. Kompozycje takie jak Ciepło, Żar, A więc teraz, Ćmy, Godzina, Szczenię to absolutne majstersztyki i przejawy geniuszu. „Nielot” jest (oczywiście) albumem krótkim. Zaostrza to apetyt i zostawia nienasyconym. Pozwala natomiast na kilkukrotne odsłuchiwanie z rzędu bez znużenia. I tak powinno się z „Nielotem” zapoznawać.

Ja ze swojej strony oddaję Królowi co królewskie. Biję pokłony do ziemi.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s