Sun Structures | Temples

temples-sun-structures

Już od jakiegoś czasu osoby interesujące się poczynaniami współczesnego rocka, gatunku, który w XXI wieku z dnia na dzień rozszerza się niczym tyłek Kim Kardashian, mogły spotkać się z określeniem psych revival, które miałoby ująć to co przez ostanich parę lat mości się w głowach młodych, jurnych gwiazd rocka in spe. Tak naprawdę, nawet bez większego wysiłku intelektualnego można było spodziewać się takiego obrotu sprawy. Niedawno mieliśmy przecież już do czynienia z podobnymi trend-owatymi odrodzeniami rockowych podgatunków. Ten, który najbardziej namieszał na światowej scenie to oczywiście post- punk revival z którego, gwoli przypomnienia, wyrosły takie tuzy rocka czasów najnowszych jak chociażby Arctic Monkeys, The Strokes czy The Libertines. Po okresie odkurzania podrapanych voxów, refascynacji brudnym, dzikim brzmieniem gitar i ubierania się jak Joey Ramone czy Joe Strummer musiał przyjść również czas na rewitalizację odużonej do granic możliwości ery Wodnika lat 60-tych i psychodelii stanowiącej przecież jej nieodłączną ścieżkę dźwiękową.

Modny znowu stał się solowy Syd Barrett, no i barrettowy, psychodeliczny okres Pink Floydów z czasów The Piper at the Gates of Dawn (vide The Sufis). W sklepach z używanymi płytami coraz większym zainteresowaniem zaczęły cieszyć się Sierżant Pieprz i Revolver, a na rozsyłanych do recenzentów i wytwórni demówkach i debiutanckich płytach coraz więcej utworów zawierała muzyczną odpowiedź na pytanie (zadawane najpewniej na próbach między jointem a kwasem) „ej, (muzyk wypuszcza z ust dym, mija 10 sekund) a jak by to zabrzmiało gdybyśmy puścili ten fragment od tyłu, pobawili się trochę organami Hammonda, dodali echa, a potem jeszcze echo echa i chórki… i jeszcze echo chórków?”. Do łask wróciły fioletowe bądź burgundowe marynarki, dziwaczne kapelusze z wetkniętymi piórami, koszule w kwiaty i oczojebne, padaczkogenne teledyski hipnotyzujące fraktalami i mutującymi figurami geometrycznymi. W zasięgu wzroku redaktorów Pitchforka, NME i różnych prominentnych blogów muzycznych pojawiły się grupy takie jak Tame Impala czy Pond (obie z Australii). Brakowało jednak jakiegoś donośniejszego głosu rockowego „psychodelicznego odrodzenia” z Wysp Brytyjskich. Aż do 10 lutego 2014.

Pochodzące z Kettering Temples już przed wydaniem swojego debiutanckiego Sun Structures (nakładem Heavenly Recordings), nie było zespołem anonimowym. Za sprawą wydanych czterech singli zapowiadających debiut, zdążyli zostać już nazwani najlepszym nowym brytyjskim zespołem przez Johnny’ego Marra i Noela Gallaghera. Rekomendacje zdecydowanie z wyższej półki. Ich pierwszy singiel, po którym zrobiło się o nich głośno, pojawił się w sieci niecałe dwa lata temu, w roku 2012. Shelter Song, znajdujące się również na debiutanckim albumie (otwiera krążek), mogło narobić apetytu tym, którym do gustu przypadł Lonerism Tame Impali i tym, którzy wciąż lubią posłuchać sobie schyłkowych, psychodelicznych Beatlesów. Kolejne single – Colours to Life, Keep In The Dark oraz Mesmerise również dały mi mnóstwo powodów, by pierwszą rzeczą jaką zrobić 10 lutego rano (nie licząc zapalenia papierosa) było przesłuchanie albumu, nad którym Temples pracowali ponad 1,5 roku. I to 1,5 roku potu, łez, znoju i pieczałowitego dłubania w kompozycjach słychać. Słychać jak diabli.

Już po pierwszym odsłuchu Sun Structures może zachwycić niesamowitą precyzją, zarówno producencką, jak i (a może przede wszystkim) songwriterską. James Bagshaw, lider i mózg całej operacji pod tytułem Temples, wykonał naprawdę kawał dobrej roboty. Nie dość, że wespół z Thomasem Warmsleyem (drugim liderem zespołu) napisał i skomponował wszystkie znajdujące się na płycie kawałki, to jeszcze zajął się produkcją całego albumu. Efekt? Sun Structures to album duchem i wrażliwością z lat 60-tych, natomiast jakością i wykorzystanymi technikami nagrywania i produkcji – w pełni z XXI wieku. Estetyka psychodelii w wypadku Temples wywołuje jednak trochę mieszane uczucia. Tak jak Lonerism wywoływał natychmiastowe skojarzenia z psychodelicznymi Beatlesami wymieszanymi w garnku z ledzeppelinowską smykałką do mocarnych riffów, tak psychodelia w wydaniu Temples, której co prawda, miejscami do Kevina Parkera i spółki bardzo blisko (najlepszy przykład to Mesmerise) przybiera o wiele bardziej popową formę. Sun Structures to twór, który umiejscowić można by gdzieś między dokonaniami The Byrds a, zawartymi na płycie The Age of Understatement supergrupy Last Shadow Puppets, fascynacjami do muzyki filmowej z lat 60-tych. Jak na album teoretycznie psychodeliczny, debiutancki album Temples jest wyjątkowo grzeczny, uporządkowany. Tej płycie brakuje szaleństwa, zrezygnowania z refrenu, nonszalancji i eksperymentu (Sand Dance to chyba jedyna kompozycja, w której poczułem, że muzycy naprawdę odlecieli). To jednak nie zmienia faktu, że Sun Structures jest dziełem nadzwyczaj równym, przemyślanym w każdym szczególe, przepełnionym kawałkami, które dzięki niewątpliwemu talentowi songwriterskiemu Bagshawa i Warmsleya zostają w głowie i każą się puszczać jeszcze raz, i jeszcze raz. Ta smykałka objawia się głównie poprzez mocno zapadające w pamięć melodie, ale również poprzez rozbuchane, wielowarstwowe kompozycje, które mimo dość sztampowego podejścia – zwrotka, bridge, refren – nie dają słuchaczowi się nudzić. Szczerze mówiąc od bardzo dawna nie słyszałem albumu tak przepełnionego potencjonalnymi singlami. Klimatyczna, łagodna, zabarwiona psychodelicznie, popowa ballada The Guesser, filmowe The Golden Throne, A Question Isn’t Answered czy tytułowe, energiczne i drapieżne Sun Structures – tak naprawdę każdy z tych kawałków mógłby być singlem, który osiągnąłby zapewne wysokie miejsce na listach w Wielkiej Brytanii.

Pojawia się pytanie czy album tak nafaszerowany singlami daje się przesłuchać za jednym razem? Czy Sun Structures broni się jako album, a nie jedynie jako zbiór bardzo dobrych, jeszcze raz podkreślę, odpicowanych, błyszczących piosenek o interesującym instrumentarium i nienagannym wokalu Bagshawa? Tu już nie był bym taki pewny, bo szczerze mówiąc ani razu nie przedarłem się przez całość bez robienia sobie przerw. Za duża przebojowość również nie jest dla mnie czymś pożądanym. Sun Structures z tego powodu nie jest niestety tak dobrym albumem na jaki wskazywać by mogła jego zawartość. Jest za to zbiorem 12-stu świetnych kompozycji, do których z chęcią się wraca. To i tak bardzo dużo.

Maciejewski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s