Pożegnalny koncert UL/KR w Powiększeniu

ulkr_koncert_powiekszenieSą różne zespoły i różne koncerty. Są zespoły dobre, słabe, pionierskie, wtórne, intrygujące, kultowe, legendarne, nicnieznaczące i epizodyczne. Koncerty bywają porywające, magiczne, nastrojowe, energiczne tudzież miałkie, nudne i senne. Na polskiej scenie muzycznej wciąż jeszcze funkcjonuje (chociaż trzeba się już coraz szybciej przestawiać na czas przeszły) zespół UL/KR, który wszystkim powyższym i wszystkimi innym kategoriom się wymyka i który dał wczoraj (23. stycznia) w warszawskim Powiększeniu koncert, którego również można obdarzyć żadnym z podanych przeze mnie epitetów.

Duet z Gorzowa Wielkopolskiego spłatał całemu środowisku związanemu w Polsce z muzyką alternatywną solidnego figla. Pojawili się znikąd w 2012 roku z krótką, nagraną na taśmie analogowej, eponimiczną płytą, która wywróciła do góry nogami polski underground. Olbrzymie poruszenie wywołały skąpe, zimne i niepokojące podkłady elektroniczne, którym towarzyszyły enigmatyczne i intrygujące teksty oraz natchniony i  zjawiskowy wokal. Błażej Król i Maurycy Kiebzak ukazali swoją muzyką również to, że najpiękniejsze w niej jest to co niedopowiedziane, niedookreślone. Mogliśmy bowiem obserwować nieporadność z jaką recenzenci muzyczni próbowali oddać słowami fenomen twórczości UL/KR, podczas gdy każdy, komu jego własna wrażliwość na to pozwalała i wpuszczał sobie ich muzykę do głowy, instynktownie czuł o co w niej chodzi. Bez konieczności nazywania i określania wszystkiego.

Panowie poszli za ciosem i wydali w 2013 drugi album „Ament”. Równie krótki co poprzednik krążek oferował nam tym razem atmosferę duszności w warstwie dźwiękowej, opartej z grubsza na tym samych rozwiązaniach, i podobną, aczkolwiek nieco bardziej pogodną wrażliwość obecną w tekstach. Teraz recenzenci mieli z górki bo mogli się do woli mścić na chłopakach za to, że nie potrafili poprzednio zwerbalizować pewnych rzeczy i skrytykować album za brak odkrywczości, wtórność i obniżenie poziomu w porównaniu z debiutem. Mogli i nie mogli, bo „Ament” był płytą równie udaną co „UL/KR” i całkowicie podbił serca i umysły fanów. Od tej pory pytanie „Wolisz debiut czy „Ament”?” stało się alternatywną wersją pytania „Stonesi czy Bitelsi?” i zastępowało w rozmowach fanów muzyki nad Wisłą pytania o poglądy polityczne, filozoficzne i ekonomiczne a odpowiedź na nie często była zastępczą deklaracją pewnych postaw życiowych. Pod koniec roku 2013 panowie zachowali się jednak okrutnie. Ich postawa przypomina postawę amanta, który do szaleństwa rozkochuje w sobie wybrankę (fanów), po czym bez słowa wyjaśnienia ją porzuca. Błażej i Maurycy postanowili zawiesić działalność, czym w żałobie pogrążyli wiele istnień ludzkich nad Wisłą. Mieli w sobie na szczęście tyle uczciwości i przyzwoitości, żeby dać fanom „tę jedną noc” i ruszyli w pożegnalną trasę koncertową po Polsce. Przedostatni z ich występów odbył się w Warszawie i miałem okazję na nim być.

W ten czwartkowy wieczór, kiedy na dworze niepodzielnie królowały niskie temperatury i wysokie mrozy podziemia Powiększenia okazały się być komfortowym i przytulnym schronieniem dla zaskakująco (dla mnie) wielu fanów twórczości Gorzowian. To pokazuje tylko, że przymiotnik „kultowy” ma bardzo solidne podstawy do bycia używanym w kontekście UL/KR. Błażej i Maurycy swoim występem tylko udowodnili słuszność stawiania takich tez. Od początku do końca panowie zbudowali atmosferę intymności i prywatności pomiędzy nimi a stojącą w pełnym skupieniu publicznością. Myślę, że wszyscy na publiczności mieli poczucie, że duet gra ten koncert tylko dla nich trafiając w sedno z ich aktualnymi przemyśleniami i uczuciami. To nie była nowość. Każdy z dotychczasowych trzech koncertów UL/KR na jakich byłem wyglądał w podobny sposób. Totalnym zaskoczeniem były dla mnie dźwięki wywołujące te emocje. Brawurowe i oszczędne aranżacje ich utworów z obu płyt zachwyciły mnie swoją różnorodnością, nieprzewidywalnością i siłą rażenia. Każdy utwór wydawał się być zagadką, na którą sam zespół nie zna finalnej odpowiedzi. Raz stanowiły ją hipnotyczne rytmy i miarowy beat na pograniczu brzmień stricte klubowych, innym razem panowie chowali się za pancerzem mglistych i transowych improwizacji gitarowo-elektronicznych, by za chwilę przywołać dyskotekowy klimat i ciepłe brzmienie lat 80. Oniemiałem. Myślę, że nie tylko ja.

Otrząśnięcie się z tego niemego zachwytu przyniosła mi dopiero niemiła refleksja, że ten świetny koncert to ostatni ich występ w bliżej nieokreślonej przyszłości. Spowodowało to u mnie z jednej strony olbrzymi żal, ukojony zaledwie w niewielkim stopniu przez pożegnanie Króla „do zobaczenia za kilka lat”. Z drugiej strony wywołało to we mnie poczucie wdzięczności, któremu pragnąłbym dać w tym miejscu wyraz. Dlatego dziękuję UL/KR za ostatnie dwa lata z ich muzyką. Dziękuję Błażejowi za jego głos i wąs, a Maurycemu za jego swetry. Dziękuję za zdjęcia promocyjne. Dziękuję za Anonima, Głupio, Piekło, Brodzę i Ruiny. Dziękuję za koncert na Festiwalu WUJek i śpieszenie się na pociąg. Dziękuję za przypomnienie mi o Brunonie Schulzu. Dziękuję za „dni ciepłe i bez słońca” i „wiatr zmian”. Dziękuję też za to, że dzięki Wam panowie „miałem tę swoją magię”. Na koniec dziękuję za czwartkowy koncert. Do zobaczenia za kilka lat.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s