Słyszyrok 2013: Single Zagraniczne

single2013zagrO ile w przypadku wyboru albumów zagranicznych i polskich, kwestie techniczne nie sprawiły nam zbyt wielu trudności, tak jeśli chodzi o listę Najlepszych Zagranicznych Singli 2013 roku, okazało się, że cały proces klasyfikowania utworów jest nieco bardziej skomplikowany. Wybierane przez nas kawałki musiały przejść przez szereg skrupulatnych weryfikacji: po pierwsze musieliśmy mieć pewność, że dana piosenka była oficjalnym singlem (na tym etapie z żalem musieliśmy pożegnać choćby If I Had A Tail QOTSA), a po drugie singiel ten musiał ukazać się światu w 2013 roku (wobec wytłumaczenia Inhalera Foalsów, że przecież album „Holy Fire” ukazał się w tym roku, musieliśmy zatem również pozostać niewzruszeni). Ostatnim kryterium było naturalnie nasze własne słyszymisię. Przez cały ów przesiew dało radę przebrnąć 10 utworów, które z ogromną przyjemnością mamy zaszczyt Wam zaprezentować.

10. Sacrilege- Yeah Yeah Yeahs

W nawiązaniu do powyższych słów wstępu, od razu zaznaczam: nawet 10. miejsce w naszym zestawieniu to ogromne wyróżnienie. Tym bardziej, że przypada ono zespołowi Yeah Yeah Yeahs. To miał być wielki powrót genialnej Karen O i jej kolegów, to miał być rok z Yeah Yeah Yeahs w roli głównej, „Mosquito” miał być albumem zasługującym na walkę o tytuł albumu roku. Tymczasem co? A no skończyło się na wyróżnieniu od Gigwise w kategorii „najbrzydsze okładki albumów 2013” oraz na zaledwie jednym rewelacyjnym singlu. Sacrilege, można powiedzieć, ratuje honor Yeah Yeah Yeahs w tym roku. „Mosquito” jest albumem dobrym, ale w ogóle nie wyróżniającym się ani w gronie najlepszych tegorocznych płyt, ani na tle wcześniejszej twórczości Nowojorczyków. Singlowy Sacrilege lśni na tym krążku zdecydowanie najjaśniej i swoim rozpędzającym się tempem, zgrabnie plumkającą gitarą i zniewalającymi partiami wokalnymi Karen wraz z gospelowymi chórkami w pełni nas do siebie przekonał. PR

9. Stoned and Starving- Parquet Courts

Parquet Courts od razu zrobili na mnie wrażenie zawiadiackich, buńczucznych, intelig(i)entnych, ale wyluzowanych chłopaków. Po przesłuchaniu debiutanckiego Light Up Gold plus wydanej  6 miesięcy później! (no nie lenią się przesadnie) epki Tally All The Things That You Broke muszę również przyznać, że od czasu pierwszego singla Palma Violets oraz zachłysnięcia dziką siłą Savages do twórczości żadnego nowo poznanego gitarowego zespołu nie wracałem tak często i z taką przyjemnością. Kawałek Stoned and Starving  budzi we mnie podobne emocje co Best of Friends – czuć powiew świeżości, choć już bez tej denerwującej myśli, że za wizerunkiem zespołu czai się jakiś marketingowy przekręt typu „niech oni będą tacy punkowi, rozmarzeni, niedojrzali, niech przypominają na scenie Libertinesów, bo przecież masa ludzi właśnie na to czeka, no i niech bas dudni jak u Pistolsów – wtedy hype nadmucha sie sam”. Odsłuch kawałka, który znalazł się w naszym zestawieniu na pozycji 9. powinien przekonać do siebie zarówno tych, którzy lubią rockowych outsiderów i czilerów a’la Pavement czy Yo La Tengo i tych co są głodni nowych, raczej sztywno zrytmizowanych, prostych, ale nie miałkich garażowych/post-punkowych brzmień w stylu The Wire czy The Fall. No i tych, którzy lubiejo się zjarać pewnie też. MM

8. Don’t Forget Who You Are- Miles Kane

Miles Kane ma nagrywanie dobrych singli po prostu we krwi. Można nie znać dokładnie jego twórczości, można nawet nie wiedzieć kim dokładnie jest ten Angol. W podświadomości wielu nie do końca zaznajomionych z muzyką Milesa, prawdopodobnie mimo to siedzą głęboko zakorzenione kawałki, czy to Come Closer, czy First Of My Kind. Zarówno twórcy reklam telewizyjnych, jak i dziennikarze radiowi bardzo cenią sobie zdolność Kane’a do pisania przebojowych singli. Następni w kolejce okazali się być twórcy gier komputerowych. Singiel Brytyjczyka Don’t Forget Who You Are z jego tegorocznego albumu o takim samym tytule trafił na soundtrack gry Fifa 14. Producenci tej właśnie serii gier zawsze dbali o to, by wirtualni następcy Messiego czy Ronaldo nie zboczyli na złą muzyczną ścieżkę i tym razem, między innymi umieszczając w tle utwór Kane’a, przypomnieli o swoim dobrym guście. Kiedy zatem za jakiś czas, w przerwie między rozgrywaniem kolejnych meczów, zaczniecie nucić „lalala lalalalalala don’t forget who you are” i zastanowicie się, co to tak przyjemnie przygrywa w międzyczasie, miejcie na uwadze, że my już teraz umieszczamy ten utwór w dziesiątce najlepszych zagranicznych singli 2013. W stu procentach zasłużenie. PR

7. Follow Baby- Peace

Rok 2013 zapamiętamy z wielu powodów. Jednym z nich jest obfity wysyp dobrych, bardzo dobrych i znakomitych debiutów jakie miały w nim miejsce. Do tych ostatnich niewątpliwie należy płyta „In Love” kwartetu Peace z Birmingham. Ich krążek nie odbił się co prawda takim echem, jak dokonania chociażby Haim, Savages czy Palma Violets, niemniej nie brak na nim fantastycznych utworów. Jednym z nich jest singiel Follow Baby, który można by określić mianem całej ich płyty w pigułce. Nie brakuje w nim ani wyraźnego rytmu perkusji, ani dynamicznej gitary, ani rozmachu, ani zaraźliwej przebojowości i melodyki, ani przylepiającego się do myśli refrenu. Wszystko jest jak trzeba, wszystko na miejscu i funkcjonuje bardzo sprawnie skutkując naprawdę udaną piosenką. Po zapoznaniu się z nią, należy stwierdzić, że to Peace, spośród tegorocznych debiutantów, najpełniej zasługują na miano spadkobierców najlepszych tradycji britpopu (nieprzyzwoicie przebojowe songi). A jak wiadomo, wszyscy trochę za tym britpopem tęsknimy. WL

6. Get Lucky- Daft Punk

Mało znany kawałek, a wydaję mi się, że zasługuje jednak na większy rozgłos… Oprócz tego, że na spotifaju Get Lucky pobiło rekord odsłuchań w ciągu jednego dnia, starania Francuzów z Daft Punk doceniła również Przebojowa Lista w Radiu Ziemi Wieluńskiej, gdzie pierwszy od 8 lat singiel francuskiego duetu przez 5 tygodni utrzymywał się na 1. miejscu. Rozumiem, że niektórzy mogą być już zmęczeni tym kawałkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że ta funkowa gitara, jest uzależniająca jak zapach benzyny, którą wącham mimo, że boli głowa, że tekst jak na imprezowy anthem wyjątkowo całkiem znośny i, że to wszystko zostało tak wyprodukowane, że panoszy się w głowie przez tygodnie/miesiące – nawet tym, którzy Daft Punk wcześniej jedynie liznęli uchem. MM

5. Smooth Sailing- Queens of The Stone Age

Gdyby If I Had a Tail było singlem to na pewno znalazłoby się tu zamiast Smooth Sailing. Podejrzewam, że gdyby nie znalazło się nawet gdzieś na podium, to znajdującą się poniżej Francę Ferdynanda by pobiło. Nie ma jednak po co drążyć, nie ma po co spekulować. Jest jak jest. A jest tak, że Smooth Sailing, czyli kawałek z najnowszego albumu Queens of The Stone Age – „…Like Clockwork (który znalazł się również na podium w naszym podsumowaniu albumów zagranicznych) to precyzyjnie wyegzekwowana, rytmiczna, mroczna, rockowa jatka, w której słychać echa obsesji na punkcie akcentowania rytmu – nieludzko dokładnego, niemalże automatycznego, sztywnego jak pal azji, obsesji, która przywodzi na myśl dokonania Gang of Four czy Franz Ferdinand. MM

4. Evil Eye-Franz Ferdinand

Franz Ferdinand zawsze miał lepsze single niż płyty. Tak było z Take Me Out i ich eponimicznym debiutem. Tak było z The Fallen i „You Could Have It So Much Better”. Tak było z No You Girls i „Tonight”. Tak było i w tym roku. Na ich albumie „Right Thoughts, Right Words, Right Action” nie wszystko poszło w prawidłowym kierunku i nie był on tak dobry, jak single z niego pochodzące. Pierwsze dwa utwory promujące tę płytę, czyli zadziorne Love Illumination i przebojowe Right Action narobiły sporego apetytu, który początkowo pozostawał niezaspokojony. Nie zaspokoiła go niestety premiera płyty. Zaspokoiło go dopiero wydanie trzeciego singla i, przede wszystkim, teledysku do niego. Tym trzecim utworem promującym „Right Thoughts, Right Words, Right Action” okazało się bowiem wyśmienite Evil Eye. Niespełna trzyminutowa utrzymana w pastiszowo-mrocznym klimacie rodem z kiczowatych horrorów energetyczna pigułka skutecznie porywała nogi do tańca i ręce do miarowego uderzania w cokolwiek w rytm perkusji. Teledysk z kolei wywoływał różne odruchy. Z przewagą tych wymiotnych. W chwilach, kiedy jednak udawało się powstrzymać mdłości, nie sposób było nie docenić tego, jak świetnie muzycy z Glasgow potrafią operować ironią i wspominanym kiczem. WL

3. Shut Up- Savages

„Jeśli świat zamknąłby się chociaż na chwilę, być może zaczęlibyśmy słyszeć ustawiczny rytm młodego, gniewnego głosu.”  Ten fragment, wyjęty z manifestu Savages zatytułowanego bliźniaczo do ich debiutanckiego albumu „Silence Yourself”, świetnie opisuje rolę, jaką dziewczyny pełniły w tym roku na scenie muzycznej. Są one bowiem wspominanym „angry young tune”, który w 2013 roku bardzo wyraźnie usłyszeliśmy. Ich debiutancki album był na tyle donośną deklaracją oburzenia, gniewnym okrzykiem wzniesionym w kierunku skomercjalizowanego, rozproszonego i pogrążonego w chaosie informacyjnym świata, że nie mógł pozostać niezauważonym. Był to również okrzyk wzniesiony w formie zasługującej na najwyższe słowa uznania. Emanacją tej formy był singiel zatytułowany Shut Up. Rzężąca gitara, potężne bębny, dudniący bas i wkurwiony głos Jehnny Betty (vel Janiny Curtis) waliły po głowie z mocą młota pneumatycznego. Kolejne cechy tego utworu sprawiające, że wywiera on na słuchaczu olbrzymie wrażenie to niespożyte pokłady energii, niezaprzeczalny autentyzm, naturalna prostota i nieposkromiona dzikość dziewczyn. Dzięki temu zamknęliśmy się i podziwialiśmy je w zachwycie, co i wam radzimy zrobić. WL

2. Reflektor– Arcade Fire

Zaczęło się od enigmatycznego 9/9/9. Trochę znienacka, bez jakichś głośnych zapowiedzi, bez zbędnego szumu i rozgłosu. Na kilka godzin przed premierą, jak się później okazało, nowego singla Arcade Fire, wśród fanów Kanadyjczyków wzrosło ciśnienie. Trzy dziewiątki, co sprawny umysł prędko wydedukował, symbolizowały swojego rodzaju przełom na muzycznym rynku w tym roku. 9 września, punktualnie o 9 PM Arcade Fire zaprezentowali światu swój świeży singiel Reflektor. Świat „przed Reflektorem” nagle przeistoczył się w świat „po Reflektorze„. Chyba nawet najwięksi fani multiinstrumentalnych geniuszów z Montrealu nie spodziewali się, że 9/9/9 wywoła taki wstrząs. Pojawienie się Reflektora podzieliło ludzi na tych zachwyconych nowym Arcade Fire oraz tych, którzy dobrą muzykę mają głęboko w poważaniu. O ile bowiem o gustach się nie dyskutuje, o tyle technicznego kunsztu Reflektorowi zwyczajnie nie należy odmawiać. Niemal ośmiominutowa, muzycznie nienaganna kompozycja, w której wszystkie pojedyncze dźwięki tworzą perfekcyjnie zgrany ciąg przyczynowo-skutkowy, w której głosy wokalistów Arcade Fire współgrają z barytonem Davida Bowiego. Słuchając koncertu Kanadyjczyków kilka lat temu w Warszawie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to oni są najzdolniejszymi muzykami dzisiejszych czasów. Dzisiaj, znając Reflektora, wydaje mi się, że moja podświadomość zakodowała archetyp kawałka perfekcyjnego. PR

1. Do I Wanna Know?- Arctic Monkeys

Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, który od momentu ukazania się aż do dziś zostałby przeze mnie odsłuchany tyle razy co ten singiel autorstwa Arctic Monkeys. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, którego tekst trafiłby tak w sedno. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, który byłby dla mnie równie ważny co ten. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, którego tekst znałem na pamięć po tygodniu. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, który powodowałby u  mnie takie ciarki. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, w którym byłby podobnie wibrujący riff, zniewalająca linia basu i tak dobitnie wybijająca miarowy rytm perkusja. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, który w podobnej mierze zasługiwałby na miano eargasmu. Nie było drugiego takiego utworu w tym roku, który byłby tak kompletny i ważny dla mnie jak Do I Wanna Know? Howgh. WL

Możecie rzecz jasna nie zgodzić się z naszym wyborem. Jeśli jednak jest ktoś, kto w tym roku choć raz nie zanucił „crawling back to you…„, ktoś kto choć raz nie udawał, że pięścią wybija perkusyjne intro Do I Wanna Know na swoich wyimaginowanych bębnach, ktoś kto podświadomie słysząc ten utwór nie zdał sobie sprawy, że zna jego tekst już lepiej niż numery telefonu do rodziny, ktoś kto choć raz nie próbował przełożyć genialnego riffu na prostą transkrypcję postaci „turururu tururururuuuuu…” albo nie daj boże ktoś, kto ani razu Do I Wanna Know nie słyszał, to proszę taką osobę o kontakt z naszą redakcją. Z chęcią osobiście zapytam takiego człowieka gdzie podziewał się w 2013 roku i ze smutkiem uświadomię, że zlekceważył prawdopodobnie jeden z najbardziej kultowych utworów wszech czasów. PR

Czy chcę wiedzieć? Nie, chyba nie chcę wiedzieć czemu ten kawałek podoba mi się aż tak nieprzyzwoicie i czemu każdorazowe wzięcie w ręce gitary od jakichś 2-3 miesięcy wciąż mimowolnie rozpoczynam od zagrania tego diabelskiego riffu. A myślałem, że tak świetne, genialne w swojej prostocie riffy dwa razy z rzędu jednemu zespołowi zdarzyć się nie mogą. Na szczęście się myliłem, a Arctic Monkeys dostarczyli mi kawałek, który dzwoni mi w uszach dopóki nie zasnę i nie rozleję przy tym na swoją kanapę „korzystnych oprocentowań”. MM

BONUS

Lewandowski: Late Night- Foals

To jest utwór, który podczas słuchania w 2013 roku wywoływał u mnie najczęściej silne emocje i ich namacalne świadectwo, czyli ciarki na całym ciele. Foals pokazują w Late Night najpełniej swój songwriterski kunszt. Wydany na „Holy Fire” utwór to bowiem pięciominutowy majstersztyk kompozycyjny w którym perfekcyjnie budowane jest napięcie, precyzyjnie określony punkt kulminacyjny i przynoszące ulgę odprężenie tuż po nim. Doskonale też po nim widać, słychać i czuć jak bardzo zespół się rozwinął. Ich pierwszy przebój Hummer, wygląda przy tym utworze jak bezbronny osesek. Dodatkowe gwiazdki za świetny riff gitarowy Yannisa i przejmujący teledysk. WL

Maciejewski: Wakin on a Pretty Day – Kurt Vile

Wyjątkowo przestrzenna, folkowa kompozycja, która mogłaby być soundtrackiem do snu, z którego nie chcesz się wybudzić, który mógłby trwać i trwać i trwać. Jest tu coś z kompozytorskiej wyobraźni Johna Frusciantego – Kurt ma bardzo podobny talent do nadawania swoim kompozycjom atmosfery luźnej improwizacji – wyrzucania z siebie muzycznych pomysłów, a nie skrzętnego ich dopracowywania i pucowania. Dzięki temu słucha się tego tak niesamowicie. Zresztą jak całej płyty. MM

Róg: Lose Control- The Courteeners

To ten moment naszych podsumowań, który sprawił mi zdecydowanie najwięcej trudności. Wybór tego jednego singla, który moim zdaniem zasługuje na bonusowe wyróżnienie przy okazji słyszymisiowych zestawień to jak konieczność zdecydowania który z najlepszych przyjaciół jest właśnie tym jednym najlepszym. Mogłem zdecydować się przecież na starego przyjaciela Paula McCartneya, który swoim nowym solowym albumem próbował, swoją drogą całkiem skutecznie, wkupić się z powrotem w moje łaski singlem Queenie Eye. Jednym z kandydatów podczas mojej selekcji byli inni starzy dobrzy znajomi z Muse, których świetny Panic Station swoim komediowym nastrojem zabawiał mnie od dobrych kilku miesięcy. Ja postawiłem jednak na przyjaciół, którzy pojawili się dopiero w tym roku i to zupełnie znienacka. Album „Anna” brytyjskiej kapeli The Courteeners jest co prawda trzecim studyjnym w ich dorobku, jednak dla mnie stanowił on wstęp do poznawania dalszej twórczości zespołu. Singiel z tej płyty, który był moją bezpośrednio pierwszą stycznością z The Courteeners, to właśnie Lose Control. Kawałek ten, choć oparty jest na dość prostej linii melodycznej i wcale nie zachwyca lirycznie, w odróżnieniu od pozostałych wcześniej przeze mnie wymienionych, ma w sobie to coś. To coś, co wbiło mnie w fotel gdy po raz pierwszy go usłyszałem, to coś co za każdym razem sprawia, że mam ochotę wokalnie włączyć się w refren i wrzasnąć „where did you looooooooose control?!” oraz przede wszystkim to coś, co otworzyło przede mną nowe, nieznane dotychczas muzyczne terytoria, jakimi była wcześniej twórczość The Courteeners. W końcu przyjaciół nie powinno się szanować za coś. Przyjaźń raczej powinna być bezinteresowna i tak chyba jest właśnie w przypadku moich nowych kumpli z Anglii.

One response to “Słyszyrok 2013: Single Zagraniczne

  1. Tak, ten rok zdecydowanie należał do Arctic Monkeys i w prawie równym stopniu do Arcade Fire. Nie było dnia żebym nie usłyszała Małp w radiu, albo żebym sama sobie nie puściła chociaż jednej piosenki, a Do I Wanna Know wryło się w moją czaszkę tak głęboko jak żaden utwór do tej pory, wryło się chyba już na wieki wieków. Nie wspomnę już o tym co działo się na Open’erze. Mam z nimi związane mnóstwo dobrych wspomnień. Zgadzam się z każdym Waszym słowem, lepiej tego nie można ująć. Wielki plus za wspomnienie o The Courteeners!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s