Walk It Off | Eric Shoves Them In His Pockets

walk_it_off

Każdy z pewnością kiedyś się zastanawiał dokąd chciałby się przenieść, jeśli podróże w czasie byłyby możliwe. Być może odpowiedź na to pytanie jest równoznaczna z odpowiedzią na egzystencjalne pytania kim tak naprawdę jesteśmy i za czym tęsknimy. Istnieje niezaprzeczalna różnica pomiędzy chęcią przeniesienia się w czasie do XIX-wiecznych salonów, średniowiecznych zamków, czy starożytnych pałaców. Można tęsknić za elegancją dwudziestolecia międzywojennego, można tęsknić do wykwintnych i pełnych przepychu balów w Wersalu a można też komfortowo czuć się w naszym nowoczesnym XXI wieku i nie chcieć nigdzie się stąd ruszać. To dotyczy wszystkich sfer życia, także muzyki. Raz na jakiś czas mamy do czynienia z wydawnictwami na scenie muzycznej, które całymi sobą przejawiają nieprzepartą i nieskrywaną tęsknotę za latami i dźwiękami, które już jakiś czas temu odeszły w niebyt. Taki muzyczny wehikuł czasu zazwyczaj zabiera nas do hipisowskich lub bigbeatowych lat 60., rock’n’rollowych i szalonych lat 70. albo okresu punku lub disco, czyli lat 80. Na polskiej scenie muzycznej jest trio, które datę na swoim wehikule ustawia zupełnie inaczej.

eryki

Mówię o warszawskim trio grającym pod dziwaczną nazwą Eric Shoves Them In His Pockets (pozwolę sobie w skrócie pisać o nich Eryki). Tworzą go wokalista i gitarzysta Szymon Najder, basista Hubert Woźniakowski i perkusita Christoph Thun. Nad wydaniem płyty pracowali od 2008 roku. Udało się po pięciu latach w czasie których zaliczyli trasę koncertową po Niemczech u boku Pauli i Karola, zagrali w kilku innych miejscach w Polsce, załapali się na soundtrack do filmu „Wszystko Płynie” i wydali własnym nakładem EP-kę. Sami o sobie piszą, że ich zespół składa się z „dwóch kuzynów i typa, którego poznali w liceum. Jeden jest wysoki, drugi też jest wysoki, trzeci jest niski, ale za to śpiewa.” Pod koniec października wydali swój debiutancki album. Jak możemy przeczytać na stronie wydawcy zawiera on „materiał muzyczny, który długo się kumulował” i „zrzuca z członków zespołu ciężar niedokończonych kompozycji i próby ich zrozumienia”. Stąd jego tytuł „Walk It Off”.

Szczerze mówiąc po przeczytaniu powyżej przytoczonego opisu byłem pełen obaw. Długo wydawane debiutanckie albumy zawierające mniej lub bardziej przemyślane kompozycje, którymi sam zespół już jest zmęczony to często przepis na spektakularną katastrofę. Wychodzą często w takich okolicznościach płyty banalne, pretensjonalne i nużące. Z debiutanckim albumem Eryków jest jednak zupełnie na odwrót. „Walk It Off” ma w pewnym sensie formę szkicownika; poszczególne piosenki wydają się być czasem tylko pewnymi zasygnalizowanymi pomysłami nad którymi chłopaki mają zamiar potem jeszcze raz usiąść i popracować. Nie zmienia to jednak faktu, że te pomysły są błyskotliwe i intrygujące, a nad albumem unosi się aura spontaniczności i szczerości. Niemal fizycznie czuć, że drzemie w nich olbrzymi potencjał, który wcześniej czy później wybuchnie. Zresztą wystarczy spojrzeć na Szymona, Huberta i Christopha, żeby od razu móc powiedzieć, że są to zwyczajni, młodzi i sympatyczni faceci. Bez żadnej sztucznej pozy i silenia się na cokolwiek. I taką też grają muzykę.

Jeśli chodzi o zawartość piosenkową ich albumu, to stanowi ona 12 utworów. Nie ma co ukrywać, że w przeważającej większości są to podobne do siebie pogodne, chwytliwe i mało skomplikowane kompozycje. Czasem lepsze jak singlowe „Storm”, „Love Gum”, „Barbarians”, „Firemen” czy „Lights”, czasem gorsze. Pozostałe utwory są bardziej nostalgiczne, spokojne i momentami nawet smutne, jak świetne „Figure Out”. Moim ulubionym fragmentem jest piosenka „Expensive Shit”. Znacznie różni się ona od pozostałych utworów. Przestery i charakterystyczne jęczenie gitary, niepokojące bębny i ponure dudnienie basu sprawia, że utwór ten wypełniony po brzegi jest emocjami. Niekoniecznie przyjemnymi. Fenomenalnie brzmią także rozbudowane „Lip-like Mountains”  i ostatnie, zaskakujące „Old Constructions”. Poza tymi momentami, motywem przewodnim „Walk It Off”  są ciepłe riffy gitary, stonowana perksuja i oszczędny bas. Bardzo dobrze sprawdzające się w roli towarzyszy zarówno w ponure i krótkie dni, jak i pogodne i leniwe popołudnia. To sprawia, że debiut Eric Shoves Them In His Pockets może i nie jest najlepszą płytą wydaną w tym roku w Polsce, ale z pewnością jest jedną z najłatwiej wpadających w ucho.

We wstępie pisałem obszernie o wehikule czasu. Nie bez powodu. „Walk It Off” to płyta zanurzona po szyję w tak zwanej „amerykańskiej alternatywie późnych lat 90.” Skojarzenia z twórczością projektów takich jak Modest Mouse, Pavement, Yo La Tengo czy Mudhoney nasuwają się po pierwszym przesłuchaniu tego albumu same. Wokalista ma w głosie tą samą nienachalność i spokój co Stephen Malkmus. Ba! Nawet sposób pisania tekstów (jakby od niechcenia i z pewnymi niedopowiedzeniami pozwalającymi słuchaczowi samemu sobie je uzupełnić) i barwę głosu ma podobną. Melodie i brzmienie również przywołują skojarzenia z twórczością Isaaca Brocka i innych przedstawicieli tego nurtu. Powiedzenie jednak, że ta płyta to tylko pocztówka brzmieniowa z amerykańskich przedmieść przełomu tysiącleci byłoby dużym niedomówieniem i wielce krzywdzącą opinią. Szymon, Hubert i Christoph nie wychowywali się przecież w suburbsach Seattle, tylko (sądząc po zdjęciach we wkładce do płyty i po znajomych blokach uwiecznionych na okładce) na warszawskim Ursynowie. To słychać w ich twórczości. Mimo, że może i w jakiś tam sposób chcieliby być tam i wtedy, to grają tu i teraz. Nie wydaje mi się jednak, żeby im to jakoś niezmiernie przeszkadzało. Bo niezależnie od tego jak bardzo niepopolsku brzmią i jak dużo mają na ścianach sypialni plakatów z Brookiem, Malkmusem i Armem, to cała ta otoczka i kultura nineties, charakterystyczne stroje, zamiłowanie do dziwnych tytułów itd. stanowią dla nich tylko filtr przez który patrzą na otaczającą ich rzeczywistość szarych bloków z wielkiej płyty, a nie sposób na życie.  Nie oznacza to jednak, że to co się dzieje w ich cieniu i sąsiedztwie jest równie szare. „Walk It Off” jest tego świetnym przykładem.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s