Tricky w Basenie

tricky_basen

Są czasem takie koncerty, które naprawdę zmieniają coś w naszym życiu. Nie zawsze muszą to być ikoniczne, gigantyczne występy wielkich gwiazd wszech czasów. Czasem wystarczy odrobina bardziej kameralnej atmosfery, nietuzinkowego i charyzmatycznego wykonawcy i tego nie dającego się zdefiniować „czegoś”. Jestem pewien, że każdy był kiedyś na takim właśnie koncercie, z którego wychodząc mógł powiedzieć, że jest odmieniony. Dla mnie jednym z takich koncertów był koncert Tricky’ego na Openerze w 2010 roku. Dlatego niezmiernie ucieszyła mnie wiadomość o tym, że Król Trip-hopu po raz drugi w tym roku wystąpi w Warszawie. Po majowym występie na FreeFormFestivalu wrócił 18. listopada do klubu Basen by promować swój najnowszy, świetny album „False Idols”.

Nie od dziś wiadomo, że muzyczny czarnoksiężnik, jakim na płytach jest Tricky, na koncertach zamienia się w sceniczną bestię. Jego występy na żywo zawsze znacznie różnią się brzmieniowo, aranżacyjnie i energetycznie od nagrań studyjnych. Do tego doliczyć trzeba nieprzewidywalność i dzikość jego zachowań na scenie, żeby uzyskać odpowiedź na pytanie czemu mówi się, że jeśli prawdziwa jest teoria, że człowiek pochodzi od małpy, to przodkiem Tricky’ego była pantera. Te wszystkie elementy sprawiły, że wspominany przeze mnie koncert na Openerze na długo i na trwałe zapisał się w mojej pamięci. Od tego czasu Bestia z Bristolu często odwiedzała nasz kraj, jednak z różnych względów, nie mogłem być na jego koncertach tak często jak bym chciał. Teraz nadarzyła się okazja i skwapliwie ją wykorzystałem. Z nieskrywanym podnieceniem zatopiłem się więc w tłumie wypełniającym tego poniedziałkowego wieczoru po brzegi Basen. Oczekiwanie nie trwało na szczęśćie długo, bo prawie punktualnie na scenie pojawił się On. Tricky.

To co potem miało miejsce można określić muzyczną mszą. Jakimś magicznym obrzędem nowej religii, której arcykapłanem jest Adrian Thaws, a jego Ewangelią są jego utwory. Wśród nich, obok piosenek z promowanej nowej płyty, nie zabrakło też starszych kompozycji autorstwa Tricky’ego. Sam występ oparty był w znacznej mierze na kontraście i dualizmie. Mam tu na myśli przede wszystkim ciągłe konfrontowanie delikatnego i czystego wokalu towarzyszącej Tricky’emu na scenie Francesci Belmonte z jego chrypiącym i mrocznym melorecytowaniem. Ta dwójka cały koncert prowadziła intymny dialog, który budował niezwykle gęstą od emocji atmosferę. Dwoistość przejawiała się jednak także w aranżacjach odgrywanych utworów. Nie zabrakło momentów szalonej zabawy z udziałem publiczności na scenie przy coverze „Ace of Spades” z repertuaru Motörhead czy energicznego „Black Steel”. Jednak zdecydowana większość utworów pojawiała się w niezwykle rozbudowanej instrumentalno-wokalnej formie, w której po długim, hipnotycznym budowaniu napięcia następowała eksplozja dźwięków, wywołująca nagły przypływ szalenie intensywnych emocji. W ten sposób niezwykle przejmująco wybrzmiały utwory „Past Mistake”, „Vent”, „Nothing’s Changed”, „Joseph” „Parenthesis” i magiczne „Overcome”. Ciarki były wszechobecne, a sam czułem się jakby Tricky za każdym razem wyrywał mi odrobinę serca i zaszczepiał tam swoją twórczość. Intensywności doznań sprzyjało jego legendarne, ekspresyjne zachowanie sceniczne. W nim też zauważalny był wyraźnie wspominany przeze mnie na początku dualizm. Momentami bowiem Tricky przyjmował postać Czarnego Diabła, kroczył w mroku z lśniącym hipnotycznie torsem i charczał swoim przerażającym, niskim głosem szatana do mikrofonu, dysząc z żądzy zniszczenia i zagłady. W innych momentach wydawał się znów być Czarnym Jezusem pragnącym zbawić ludzkość swoją muzyką, raz po raz składając ręce w geście modlitwy.

Cieszy mnie to, że Tricky lubi wracać do Polski. To powoduje, że na jego kolejny występ nie będzie trzeba czekać długo. A naprawdę każdemu polecam przejście się na jego występ. Bo najważniejsze w nich jest to, czego nie da się uchwycić słowami, mianowicie niedefiniowalny poziom relacji artysta-widz. Jestem pewien, że każdy trochę inaczej odbiera jego występy. Bo nigdy nie jest to „odegranie piosenek z płyt na żywo na scenie”. Zawsze jest to niepowtarzalny, nietuzinkowy, niestandardowy i przejmujący muzyczny spektakl. Tak było i tym razem.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s