5 | Dick4Dick

5

Od początku muszę postawić jedną sprawę jasno. Dick4Dick to nigdy nie był normalny zespół. Dziwne dźwięki, dziwne ksywki, dziwne stroje, dziwne koncerty, dziwne teksty, dziwne teledyski: to zawsze był ich znak rozpoznawczy. W końcu nie bez powodu znaleźli się w zestawieniu najdziwniejszych zespołów świata. Na polskiej scenie muzycznej obecni są już 9 lat i od tego czasu zdążyli wydać cztery płyty, żonglując przy tym gatunkami niczym zręczny clown. W kwietniu, przy okazji premiery nowego singla ich rozwój muzyczny opisywałem jako podróż od „testodisco reprezentowanego na “Silver Ballads”, poprzez pornrock z “Grey Album”, do erotopopu wybrzmiewającego na “Summer Remains” i “Who’s Afraid Of?”Pozwoliłem sobie wtedy na tę grę słowną ponieważ teksty Dick4Dicków będące zwerbalizowanym testosteronem zawsze opakowane były w inną szatę muzyczną. Czasem przeważało dynamiczne gitarowe granie, czasem elektroniczne eksperymenty; rzadko kiedy starali się osiągnąć jakiś kompromis i równowagę. Teraz sprawa wygląda zgoła inaczej. Na swoim nowym albumie Dick4Dick w tekstach po raz pierwszy, zamiast penisów, pokazują nam swoją twarz, a muzyka na nim zawarta to przykład na to jak udanie i z umiarem pogodzić ze sobą syntezatory i gitary.

Losy tego albumu były dosyć zagmatwane. Miał ukazać się przed wakacjami, ale po wydaniu singla „Uśmiechnięty Pies” na początku kwietnia zespół stwierdził, że nie jest zadowolony z efektów dotychczasowej pracy i zaczął ją niemalże od nowa w studiu. Po jej ukończeniu zespół zapewniał, że szykuje się najbardziej różnorodna płyta w jego dotychczasowym dorobku, z kolei wydawca Mystic Production twierdził, że będzie to ich „najbardziej dojrzały album, dopracowany kompozycyjnie i brzmieniowo, zróżnicowany stylistycznie, ale zwarty w ramach poszczególnych utworów”, ale tak naprawdę niczego nie można było być pewnym. Wiadomo było jedynie, że zespół wrócił do pełnej nazwy („Who’s Afraid Of?” wydane zostało pod nazwą D4D), niemalże pierwotnego składu (do Michała Skroka, Krystiana Wołowskiego i Tomka Ziętka za bębny wrócił Adam Hryniewicki) i bardziej klasycznego instrumentarium, niż na ostatnim krążku. Wiadomo też było, że tym razem wszystkie piosenki zostaną zaśpiewane po polsku. Zweryfikować te zapowiedzi mogliśmy dopiero na początku listopada. Wtedy bowiem swoją premierę miał piąty album Dick4Dick zatytułowany „5”.

Efekt tej weryfikacji wypada ze wszech miar pozytywnie. Przestawienie się na polski wyszło zespołowi zdecydowanie na dobre. Poprzednie nieśmiałe próby na „Summer Remains” stanowiły często pozytywne zaskoczenie (vide „Hollywood”) ale były w przypadku Dick4Dick pewną egzotyką. Teraz panowie postanowili w pełni postawić na naszą mowę ojczystą i wynikiem tego jest świetna zawartość tekstowa albumu. Dicki w swoich utworach opisują bowiem współczesną rzeczywistość z właściwym dla nich dystansem i dużym przymrużeniem oka. Co istotne jednak, wyśmiewając uzależnienie człowieka od internetu („Uśmiechnięty pies”) czy nabijając się z bieżących wydarzeń politycznych i społecznych („Złamana brzoza”, najlepszy tekstowo na płycie „Rosołek”) przekazują prawdę o naszych czasach, stając się muzycznymi Stańczykami. W innych chwilach przyjmują z kolei pozę Muzycznej Loży Szyderców. Wtedy słychać jak komfortowo się w takiej sytuacji odnajdują. Wystarczy posłuchać utworów „Jak Żyć”, „Śmieszny Papierosek”, „Zapachy Nocy” czy „Nic Nie Wiem”. To zręczne operowanie ironią i abstrakcją niewątpliwie czyni teksty dużym atutem tego wydawnictwa. Kolejnym powodem dla którego warto sięgnąć po „5” jest naprawdę odkrywcze i świeże brzmienie prezentowane przez Dicków. Jak pisałem na początku, mariaż gitar i syntezatorów wyszedł Dick4Dick bardzo dobrze. Jak to trafnie opisał Krystian Wołowski w jednym z wywiadów, Dicki prezentują „rockowe uderzenie z elektronicznym najądrzem”. Szczególnie wyraźnie słychać to w takich utworach jak wspominane „Złamana Brzoza”, „Jak żyć”, „Uśmiechnięty pies” i „Rosołek”. W innych chwilach kompozycje zbliżają się w stronę rozbuchanych i patetycznych hymnów elektronicznych spod znaku M83 (vide „Tak czy Nie?”, „Nic Nie Wiem” i ostatnia „Szeroka Panorama”), za każdym razem ocierając się o przesadę, ale jej nie osiągając. Do perełek należą instrumentalne utwory „Początek” i tameimpalowskie „Jest Pięknie”, gdzie przesterowana gitara prowadzi piękny dialog z natchnionym syntezatorem. Niech tytuł drugiej z tych perełek będzie podsumowaniem całego albumu. Bo na „5” zaiste jest pięknie.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s