The View na podglądzie

the-view-laughingZastanawiałeś się może kiedyś co by się stało, gdyby na maksa hype’owany przez takie NME czy inne Mołdżoł zespół, po bardzo obiecującym debiucie, z którego kawałki prawie jak z automatu wstrzeliwały się do pierwszej dziesiątki list przebojów, wydał album miałki, niezaskakujący i po prostu, za bardzo podobny do debiutu i na dodatek od niego gorszy? Gdyby tacy Arctic Monkeys nie nagrali Favourite Worst Nightmare (przyciemniającego klimatycznie brzmienie zespołu) tylko Whatever People Say I’m That’s Exactly What I Am And I Will Be Like That Forever And Ever And I Don’t Care If It’s Boring As Hell Because I Have Absolutely No Idea What To Musically Do Next?

Nie zastanawiałeś się. Nie zrobiłeś tego, bo właśnie taki byłby los takiego zespołu – nikt by się nie zastanawiał co się z nim dzieje, czy grupa jeszcze istnieje, czy jej członkowie w ogóle jeszcze żyją i czy może właśnie nie minąłeś ich grających gdzieś w podziemnym przejściu opatulonych w koce, które w 1997 roku oddałeś na pomoc dla powodzian. Piszę o tym, tak chamsko generalizując podejście słuchaczy do tego typu kapel, bo przyznaję – sam noszę w sobie poczucie winy, a w ten haniebny sposób trochę je z siebie zrzucam. Mianowicie, parę lat temu w uszy wpadł mi naprawdę bardzo dobry, energetyczny, debiutancki album zespołu, o którym mogłeś usłyszeć jeżeli interesowałeś się indie-rockiem anno domini 2007 i przeglądałeś na początku wymienione muzyczne tiary przydziału. Jeżeli natomiast z jakiegoś powodu w 2007 odcięli Ci internet to musiałbyś mieć naprawdę niezłego farta, by w latach późniejszych natrafić na jakiś tekst, recenzję czy zapowiedź, które nakłoniłyby Cię do zapoznania się z twórczością tego szkockiego kwartetu (niegdyś kwintetu) z Dundee. Mowa o twórczości zespołu The View, który już 6 listopada po raz pierwszy odwiedzi nasz kraj i wystąpi w warszawskiej Hydrozagadce.

Wielka szkoda, bo nagrany przez tych wyglądających jakby urwali się z jakiegoś hobbiciego rock-festynu z Shire Szkotów (dokładniej: Kyle’a Falconera, Petera Reilly’ego, Stevena Morrisona, Kierena Webstera i Michael Annable, który już odszedł z zespołu) debiut, czyli wydane na początku 2007 roku Hats off to the Buskers miało wszystkie znamiona albumu, o którym, dzięki zawartej na nim świeżej, czystej energii, może być głośno nie tylko na Wyspach. Może materiał nie był innowatorski ani odkrywczy, może tym albumem Szkoci nie zredefiniowali na nowo rocka, ale grzebiąc w płytach przedstawicieli gitarowych brzmień lat 60. (The Beatles i The Who) i 90., (Oasis czy Supergrass), wsiąkając w kompozycje Libertinesów i Babyshamblesów oraz łącząc to wszystko ze szkockim zamiłowaniem do szantowych, luźnych kompozycji, znaleźli wiele ciekawych pomysłów, które na debiucie przez przeszło 40 minut naprawdę nie pozwalają się nudzić.

Album obfituje w dość szybkie kawałki. Poza kilkoma bardziej akustycznymi, balladowymi odstępstwami (Claudia czy Face For The Radio – swoją drogą całkiem zgrabny pojazd) płyta pulsuje raczej w żwawym tempie. Wielokrotnie pojawiające się w magazynach muzycznych porównywania twórczości The View z zespołami Libertines albo Babyshambles (a nawet nazywanie The View szkocką odpowiedzią na Libertinesów) są rzeczywiście na miejscu. Choć muzycznie, a już na pewno tekstowo nie jest to ten poziom, a wokalista i lider zespołu Kyle Falconer na pewno nie jest najbardziej charyzmatycznym liderem jakiego znam, to pisząc o kompozycjach takich jak Little Wasted DJs, Superstar Tradesman, Don’t Tell Me, a już szczególnie o cholernie babyshamblowskich Grans For Tea i Skag Trendy trudno nie wspomnieć o twórczości Doherty’ego czy Carla Barata. Miejscami to podobieństwo do twórczości wyżej wymienonych panów może nawet trochę drażnić. Tak czy siak, Hats Off to the Buskers urzekł mnie ekwilibrystyczną mieszanką czasami może nawet punkowej energii z kompozycyjną, balladową gracją, krzyku z szeptem, ostrych riffów z sielankowo brzmiącą harmonijką no i, co brzmi trochę banalnie, ale jest diabelnie ważne, szybko wpadającymi w ucho melodiami. Płyta zdobyła również uznanie słuchaczy i krytyków z całego świata. Od razu wskoczyła na 1 miejsce UK Charts oraz została nominowana do prestiżowej nagrody Mercury Prize, a hobbity wyruszyły w trasę po US & A.

Można by rzec – wręcz wymarzony debiut. Pikanterii dodawały pojawiające się informacje o, eufemistycznie rzecz ujmując, raczej sprzecznym z filozofią straight edge zachowaniu członków zespołu. Szkoci mieli przez to trochę kłopotów. Musieli na przykład odwołać swój drugi tour po Ameryce, gdyż Kyle Falconer z powodu aresztu za posiadanie 3 gramów kokainy w 2006 roku miał problemy z uzyskaniem wizy. Z tego powodu zespół nie mógł również grać w Japonii. Zresztą nie oni pierwsi z przedstawicieli brytyjskiego rocka, swoją postawą konfundowali służby porządkowe innych państw i doprowadzali ich purytańskich mieszkańców do furii. Dajmy na to tacy Keith Richards i Ronnie Wood, przejeżdżając w 75′ przez amerykański Pas Biblijny zostali zatrzymani przez policję w samochodzie wypakowanym po brzegi narkotykami niczym cadillac Raoula Duke’a i Doktora Gonzo z książki Huntera S. Thompsona Lęk i odraza w Las Vegas. Takie już widocznie są uroki rokendrolowego stylu życia w trasie.

Po dwóch latach intensywnego koncertowania, Szkoci postanowili wydać swój drugi album. Which Bitch?, które trafiło na półki na początku 2009 roku nie odniosło już jednak tak dużego sukcesu jak debiut. Początkowo sprzedaż wyglądała obiecująco, ale niestety oprócz niezłego singla 5 Rebbeccas (który i tak nie radził sobie zbyt dobrze na listach) i może jeszcze dwóch czy trzech całkiem dobrych kompozycji (Temptation Dice, Glass Smash i Shock Horror), album nie dawał takiego kopa jak Hats of to the Buskers. Problemem było to, że The View nie ruszyło się za bardzo z miejsca, w którym stało dwa lata wcześniej, a ponadto zgubiło troszkę debiutanckiej energii. Wielu zagorzałych fanów, dla których 40-minutowy debiut był za krótki, oczywiście mogło być zadowolonych, ale większość wolałaby jednak usłyszeć coś nowego. Przynajmniej jakiś zwiastunik rozwoju i muzycznego dojrzewania. Dodanie kipiszu dęciaków wiosny jednak nie czyni.

Kolejne album w końcu przyniósł jakieś zmiany. Z tym, że oprócz tego, że członkowie trochę przystopowali z używkami, były to niestety zmiany na gorsze. Zespół przy okazji swojego trzeciego albumu w dorobku, czyli Bread and Circuses z 2010 roku zaczął zbaczać na miałką, popową stronę mocy. Singlowe Grace radziło sobie lepiej niż 5Rebbeccas, co nie zmienia faktu, że Szkoci coraz bardziej oddalali się od zgubionej chyba gdzieś na wyczerpujących trasach koncertowych smykałki do tworzenia energetycznych, buńczucznych kawałków z luźnym, fajnym punkowym pierwiastkiem. Niebezpiecznie zaczęli przybliżać się natomiast do grup pokroju McFly…

Rok 2012 przyniósł z kolei album Cheeky for a reason. Powód do bycia cheeky musiał być jednak słaby, bo ten album jest niegrzeczny tylko z nazwy. Nie przeczę że są na tym krążku kawałki przyjemne, wpadające w ucho – jak choćby delikatne, zagrane na elektrycznym pianinie Tacky Tatoo czy oasisowate The Clock, ani, że jest to płyta o wiele lepsza od swojej poprzedniczki, no ale umówmy się – nazwanie zgromadzonego na nim materiału niegrzecznym byłoby jak określenie Biebera królem undergroundu. To wydawnictwo The View jest zdecydowanie najbliżej twórczości Fleetwood Mac ze wszystkich nagranych do tej pory przez hobbitów albumów. No i w konfrontacji z Bread and CIrcuses nie wypada na pewno źle.

Rozwijając trońkę odpowiedź na pytanie postawione na początku – takie zespoły, czyli debiutanci, którzy zboczyli trochę z drogi na muzyczny parnas, zaczynają szukać nowych rynków. Przyjeżdżają zatem i do Warszawy, którą mogą bardzo pozytywnie zaskoczyć. Dlaczego? Panowie mają już mnóstwo koncertowych doświadczeń, wiedzą, które kawałki lepiej „wjeżdzają”, które mniej. Podejrzewam, że przygotowana do Warszawy setlista będzie w większości składała się z kawałków z debiutu i drugiego albumu. Wydany w czerwcu piąty album zespołu, który przyjeżdżając do Polski będą promować, jest bowiem albumem kompilacyjnym. Jest zatem ogromna szansa, że 6 listopada usłyszymy wszysytkie najlepsze kawałki tego zespołu.

Maciejewski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s