The Weight Of Your Love | Editors

Od momentu wydania czwartego studyjnego krążka Editors minęły już prawie 3 miesiące i gdyby nie fakt, że przed nami perspektywa kolejnych występów Anglików w naszym kraju oraz że ekipa ta należy do ścisłej czołówki moich ulubionych współcześnie grających zespołów, prawdopodobnie powstrzymałbym się od recenzowania płyty zatytułowanej The Weight Of Your Love. Wydawało mi się, że album, z którego muzyka nieco popsuła występ Editorsów na Openerze, zasługuje na kilka szans i że może powinno upłynąć trochę czasu, by przekonać się do wydawnictwa, które na pierwszy rzut ucha znacząco odstaje od poprzednich dokonań zespołu. Po wielu próbach oswojenia się z materiałem z nowej płyty z przykrością stwierdzam, że tak niestety nie jest. The Weight Of Your Love to po prostu słaby album.

Jeszcze parę miesięcy temu, gdy okazało się, że Editors będą jednymi z gwiazd największego muzycznego festiwalu w Polsce, nie kryłem swojej euforii wyliczając kolejne atuty zespołu (tutaj). Niestety od tamtej pory wiele się najwyraźniej zmieniło. Okazało się, że zmiany personalne w składzie Brytyjczyków (z zespołu odszedł Chris Urbanowicz, a w jego miejsce pojawili się Elliot Williams i Justin Lockey) wpłynęły diametralnie na brzmienie zespołu. Kojarzeni dotychczas z eksperymentalnego podejścia do indierockowej muzyki Editorsi wraz z wydaniem czwartego w swoim dorobku longplaya pokazali się momentalnie z całkiem innej – bezbarwnej strony. Po trzech różnorodnych płytach, na której nie brakowało zarówno dynamicznych petard jak i melodyjnych perełek, czwarta okazała się być najbardziej monotonną odsłoną Brytyjczyków. Tom Smith sam przyznał, że The Weight Of Your Love miał być ryzykowną odskocznią od dotychczasowych dokonań zespołu oraz że rozumie tak krytyczne podejście do ich nowej muzyki, gdyż sam nie był przekonany jak zostanie przyjęta nowa wersja Editors. Czyżby wydawnictwo było zatem pojedynczą wpadką, a nie – jak niektórzy podejrzewają – permanentną zmianą w stylu muzyki granej przez piątkę z Birmingham? Miejmy nadzieję.

Sceptycy prawdopodobnie skreślili już ten album na dobre i czekają na wydanie kolejnej płyty. Warto jednak postarać się znaleźć w tej zlewającej się w jedną całość klapie kilka pozytywów. Do nich niewątpliwie należą dotychczasowe single. A Ton Of Love wprawdzie nie dorasta do pięt odpowiednikom z poprzednich krążków, to jednak na TWOYL wyróżnia się na tle reszty wpadającymi w ucho gitarowymi partiami. Nieco gorszy, ale wciąż przyzwoity Formaldehyde brzmi mimo wszystko równie przebojowo. Na uznanie zasługują też mroczny, typowo editorsowy Sugar, soczyście gitarowy Hyena oraz przyjemnie melodyjna mruczanka The Phone Book. Pozostałe sześć kawałków to jednak niestety niczym nie wyróżniające się, smętne ballady, przez które naprawdę momentami trudno przebrnąć. Album całościowo nie jest beznadziejny, jednak bezapelacyjnie jest największym jak dotychczas tegorocznym muzycznym rozczarowaniem.

Mimo wszystko wierzę, że Brytyjczycy z Editors nie będą asertywnie brnąć w tworzenie kolejnych równie nudnych albumów co The Weight Of Your Love, lecz wyciągną wnioski i godnie przyjmą krytykę z jaką spotkał się ten krążek. Wierzę również, że ich nadchodzące koncerty w Polsce zatrą niesmak z jakim od ponad dwóch miesięcy borykają się oglądający ich na Openerze fani i że występy te będą jednymi z najważniejszych wydarzeń jesienią w naszym kraju. Z niecierpliwością czekam na przyjazd Editors do Stodoły, a TWOYL odkładam w niepamięć.

Róg

One response to “The Weight Of Your Love | Editors

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s