Don’t Forget Who You Are | Miles Kane

mileskaneW cieniu wszystkich głośnych wydarzeń oraz muzycznych premier, jakie miały miejsce w ostatnich tygodniach, niemal umknął medialnej uwadze album jednego z najważniejszych współcześnie brytyjskich wokalistów. Miles Kane, bo o nim mowa, dotychczas mógł być kojarzony głównie ze współpracą z Alexem Turnerem w ramach projektu The Last Shadow Puppets lub z przebojem Come Closer, który swojego czasu uświetniał dżingiel reklamowy którejś z telewizyjnych stacji. W mojej świadomości jednak ten nienagannie wystrojony Brytyjczyk funkcjonować będzie przede wszystkim jako autor jednego z najlepszych indie-rockowych  albumów bieżącego roku, bo co by nie przesadzić, to Don’t Forget Who You Are to album wybitnie dobry.

Miles Kane zaczynał jako członek nieistniejących już zespołów The Little Flames i The Rascals, z którymi raczej nie dał rady zapisać się na kartach historii brytyjskiego indie rocka. Inaczej było w przypadku zespołu The Last Shadow Puppets, który założył w międzyczasie z wokalistą Arctic Monkeys Alexem Turnerem. Ta supergrupa ma na swoim koncie wprawdzie tylko jeden longplay – The Age of the Understatement, ale dotarła wraz z nim na szczyt brytyjskich list najchętniej kupowanych albumów. Swoje solowe poczynania Miles rozpoczął w roku 2011 wydając krążek Colour of the Trap, z którego pochodzą największe przeboje wokalisty takie jak Rearrange, Inhaler, czy wspomniany już wyżej Come Closer. W 2012 roku Kane zaprezentował światu singiel First of my Kind, który ostatecznie nie znalazł się na secie rzekomo zbliżającego się nowego albumu. Na ostatnim przełomie lat ukazał się kolejny singiel – Give Up, który w odróżnieniu od poprzednika był już zwiastunem drugiego studyjnego wydawnictwa Anglika. Tak oto 3 czerwca 2013 roku na sklepowych półkach pojawił się album noszący tytuł Don’t Forget Who You Are, za którego promocję wówczas odpowiedzialny był singiel o tym samym tytule.

Można odnieść wrażenie, że album Milesa poniekąd przepadł w tłumie wydawnictw jakie ostatnio również miały swoją premierę (Daft Punk, QOTSA, Black Sabbath, Beady Eye – to na albumach tych artystów raczej skupiała się medialna uwaga). Bardzo niesłusznie. Don’t Forget Who You Are to album od którego trudno się oderwać i choć trwa on ledwie 33 minuty, a najdłuższa piosenka trwa 3 minuty i 40 sekund, to stanowi ona doskonały przekrój przez współczesne brzmienie dzisiejszej muzyki indie. I nic dziwnego, bowiem Miles Kane to obecnie jeden ze wzorcowych artystów w swoim gatunku. Chwytliwe riffy, piękna angielszczyzna, nienaganny brytyjski akcent i szyte na miarę garnitury stawiają Milesa w ścisłej czołówce brytyjskiej muzyki indie.

Na najnowszej płycie Kane’a naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. W utworach takich jak Tonight czy Give Up natrafiamy na potężne zderzenie basu z gitarą i charyzmatycznym, zadziornym wokalem Brytyjczyka. Równie głośne są choćby otwierający album Taking Over, rozpędzający się Bombshells czy momentami wręcz agresywny You’re Gonna Get It. Znajdzie się też coś dla entuzjastów spokojniejszych indie brzmień. Wspierany instrumentami klawiszowymi Out Of Control oraz niemal w całości akustyczny Fire In My Heart świetnie odnajdują się w tym nadzwyczaj hałaśliwym towarzystwie. Better Than That i What Condition Am I In? to rytmiczne, skoczne kawałki mające niemałe zadatki na przeboje. Najlepiej na całym albumie brzmią jednak singlowy Don’t Forget Who You Are oraz zamykająca krążek petarda Darkness In Our Hearts, które powinny być wizytówkami Milesa. Pierwszy z nich sam uzasadnia wybór go na singla, a to pewnie w dużej mierze za sprawą przebojowego lalala, zaś drugi to prawdopodobnie najlepsze zakończenie albumu z jakim miałem ostatnio do czynienia.

Na pytanie w jakiej jest kondycji, jakie Miles Kane sam zadaje w jednej z piosenek, odpowiadam krótko: w świetnej. Jego nowy album to kompleksowy przewodnik nie tylko po jego twórczości, ale także wzorzec tego jak powinna brzmieć porządna muzyka indie. Choć od premiery minął już ponad miesiąc, to nie warto przejść obok tego albumu obojętnie, bo Miles nie poddał się i co najważniejsze, nie zapomniał kim jest.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s