Trouble Will Find Me | The National

Polscy fani amerykańskich mistrzów melodyjnego indie rocka prawdopodobnie w tym momencie nie posiadają się z radości. The National, bo o ten zespół chodzi, nie tylko zapowiedział występ w naszym kraju, ale również wydał po trzech latach przerwy nowy album noszący tytuł Trouble Will Find Me. Amerykanie przyzwyczaili nas do lekkich, niezobowiązujących brzmień i wydając na krążku swój nowy materiał nie zawiedli oczekiwań. Dawno jednak nie słuchałem płyty, która w tak stonowany sposób, nie robiąc zbędnego hałasu, emanuje pozytywną energią.

Po ogromnym sukcesie albumu High Violet z 2010 roku o The National zrobiło się naprawdę głośno. Okazało się, że zespół grający spokojną i harmonijną muzykę też jest w stanie poderwać do zabawy tysiące ludzi, jakie znienacka zaczęły pojawiać się na ich koncertach. Charyzma w głosie wokalisty Matt`a Berninger`a oraz wrażliwy, instrumentalny podkład muzyczny (poparte smakowitym singlowym Demons) sprawiły, że na szósty w karierze album The National oczekiwano z ogromną niecierpliwością. Potwierdza to fakt, że w ciągu najbliższych miesięcy zespół wystąpi jako headliner na wielu festiwalach na całym świecie. W naszym kraju Amerykanie zaprezentują nowy materiał w Gdyni na początku lipca, gdzie w ramach Heineken Open`er Festival wystąpią obok takich gigantów jak Blur, Arctic Monkeys, Editors, Queens Of The Stone Age czy Kings Of Leon. Przed tym niezapomnianym koncertem warto sumiennie zapoznać się z tymi trzynastoma nówkami od The National, jakie znalazły się na Trouble Will Find Me.

Inaugurujący wydawnictwo kawałek I Should Live In Salt to potwierdzenie zamiłowania zespołu do folkowej muzyki. Przewijające się przez cały czas trwania utworu gitarowe pykanie już na starcie wprowadza przyjemny, melodyjny klimat. Równie subtelny, lecz nieco bardziej mroczny wydaje się być pierwszy singiel, który jakiś czas temu zapowiadał cały album. Demons zachwyca swoim nastrojowym brzmieniem i wpadającym w ucho but I stay down with my demons. W Dont`t Swallow The Cap już na starcie daje się usłyszeć nieco szybsze, wybijane przez perkusistę tempo. Całość brzmi wyśmienicie w połączeniu z ciepłym plumkaniem gitarowych akordów. Nie inaczej jest w przypadku Fireproof.

Pod numerem pięć czeka drugi singiel z albumu, czyli Sea Of Love. Intensywniejszy i znacznie bardziej dynamiczny od poprzedników już po pierwszym przesłuchaniu sam tłumaczy, czemu może już wkrótce być jednym z największych hitów The National. Idealnie kontrastuje z nim następny w kolejce utwór Heavenfaced, który swoją delikatnością kojąco działa na nasze słuchowe doznania. Jeszcze spokojniej jest w przypadku This Is The Last Time, w którym wsłuchać się można w przeciąganie palcami po strunach. Graceless, czyli numer osiem, to chyba najlepszy kawałek na całym albumie. Perkusja rytmicznie przygrywa przez cały czas jego trwania, jednocześnie budując napięcie przed refrenową kulminacją.

Po kolejnym przyspieszeniu, czeka nas ponownie złagodzenie atmosfery. To za sprawą piosenek Slipped i I Need My Girl, które w całej swojej melancholii zachwycają niebagatelną lekkością i melodyjnością, którą trudno znaleźć dziś w repertuarze prekursorów indie rocka. Humiliation, a więc jedenasty już utwór na albumie, to kolejny po Graceless utwór od którego trudno jest mi się uwolnić. Ponad cudownymi gitarowymi solówkami, jakimi bawią się dzisiejsi młodzi muzycy, w tej właśnie piosence wisi wciąż duch amerykańskiego folku. Brzmi to naprawdę wybornie! Przedostatni na Trouble Will Find Me Pink Rabbits zaczyna stopniowo uspokajać klimat, a finałowy Hard To Find w zasadzie kompletnie go wycisza.

Ten długi jak na dzisiejsze muzyczne standardy, bo trwający niespełna godzinę, album na pewno nie nadwyręży Waszych bębenków słuchowych. Wręcz przeciwnie. To najbardziej wyważony album ostatnich miesięcy, stanowiący doskonałą odskocznie od szumu wywoływanego przez inne tegoroczne premiery. Nie liczcie jednak na to, że koncert The National będzie można potraktować jako przerwę w skocznej zabawie między innymi koncertami. Amerykanie tę delikatną i subtelną muzykę grają na żywo w sposób nieoczekiwanie energiczny, w co sam nie byłem w stanie uwierzyć aż do momentu w którym 2 lata temu przeżyłem to osobiście.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s