Wilderness | Uniqplan

Są potomkami protoplastów muzyki elektronicznej, popowej i rockowej. W końcu ich twórczość nie nadaje się do wrzucenia do którejś z trzech powyższych szufladek. Warszawiacy z Uniqplan postanowili zatem sami przyporządkować swoje brzmienia do gatunku space music i zapoczątkować nową jakość w muzyce na polskiej młodej scenie. Zainteresowanie zespołem wzrastało z każdym kolejnym wydanym singlem, aż w końcu doczekaliśmy się całej długogrającej płyty. Wilderness zaprasza na wyprawę po muzycznej dziczy – jeszcze nieodkrytej i może z pozoru budzącej strach i niepokój. Koniec końców okazuje się jednak, że warto zapuścić się w nieznane, bo Uniqplan gwarantuje niezwykłe, nowe doznania muzyczne.

Początek przygody z Uniqplan można datować na połowę ubiegłego roku, kiedy to ukazał się pierwszy oficjalny singiel This Makes Sense. Wówczas było już wiadomo, że polska scena muzyczna będzie musiała pogodzić się z innowacyjnością i niebanalnym pomysłem na tworzenie piosenek. Nikt nie spodziewał się jednak, że rozgłos o zespole nabierze takiego przyspieszenia. Wokół Uniqplan zaczynali się gromadzić kolejni przedstawiciele najróżniejszych środowisk muzycznych. Zaczęły pojawiać się komentarze w stylu gdzieś to słyszałem, fajne to. Nic dziwnego, zwłaszcza, że poza stacjami radiowymi, które w dużym stopniu wylansowały Uniqplan szerszej publice, sam zespół supportował przecież Gossip, Hurts, Turboweekend i występował na kilku większych muzycznych imprezach w naszym kraju. Kluczem był jednak specjalny promocyjny koncert w Hydrozagadce, na którym ekipa zaprezentowała cały nagrany na album materiał, a także (mimo rozchwytywania przez liczne ekipy dziennikarskie) znalazła czas by udzielić nam wywiadu. Michał Wojtas, Konrad Zieliński, Bartek Lewczuk i Piotrek Pawęska to świetni muzycy, ale przede wszystkim przesympatyczna grupa znajomych, o czym miałem okazję przekonać się osobiście. Panowie z Uniqplan odkryli ostatecznie wszystkie karty. Jedyne czego brakowało do szczęścia, to album z charakterystycznym qp na okładce na mojej półce z płytami.

Apetyt na tę płytę był kolosalny. W tym przypadku jednak można być w pełni spokojnym, bowiem ryzyko zawiedzenia się jest niskie. Komu znane single przypadły do gustu, a już tym bardziej tym, którzy mieli okazję widzieć zespół na żywo, przyswojenie studyjnego materiału z Wilderness nie powinno przysporzyć żadnych kłopotów. Tym samym rozpoczynamy eksplorowanie dziczy kawałkiem Halfway. Jest raczej spokojnie, ale nadzwyczaj melodyjnie. Utwór powoli rozpędza się i daje pełne uzasadnienie dla tego, że krążek trafił do sprzedaży nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach Europy. Rytmiczne połączenie elektroniki z gitarami wita nas również w piosence Not Synthetic. Jego skoczne brzmienie może wzbudzać u słuchacza pierwsze podrygi nogi. Słychać w nim nie tylko świeżość, ale przede wszystkim – nie pierwszy i nie ostatni raz na Wilderness – inspirację pięknymi latami w muzyce, jakimi były lata `80. Kawałki numer trzy i cztery to porcja doskonale znanych już brzmień. This Makes Sense to wpadająca w ucho zabawa syntezatorami, zaś Freeland to rockowy pierwiastek, w którym Warszawiacy prezentują swoje energiczne i żywiołowe oblicze. Na dłuższą chwilę uwagi zasługuje utwór Love Radiation. Rytmiczny synthpop idealnie nadający się na klubowe potańcówki wypływa z głośników w tym przypadku z ogromną lekkością. Szkoda tylko, że kawałek ten trwa ledwie dwie i pół minuty. Bajecznie robi się pod numerem sześć – zresztą tytuł mówi w tym przypadku sam za siebie. Baśniowe intro kawałka Fairy Tale ponownie przywołuje ducha lat osiemdziesiątych.

Dokładnie na półmetku, w singlowym Wilderness, trafiamy na największą na całym albumie dawkę elektroniki. Idealnie współgra ona z swobodnie wypływającymi riffami oraz charyzmatycznym wokalem. Kluczową rolę odgrywają to jednak bębny, które wychodząc w pewnym momencie na pierwszy plan tłumaczą tytuł nagrania oraz całego wydawnictwa. Stranger zawiera w sobie całą esencję Uniqplan. Pomiędzy kosmicznymi klawiszowymi przygrywkami, wybija się garażowe brzmienie gitar oraz nadająca szybkie tempo perkusja. Niepozornie zaczyna się WYSIWYG, czyli What You See Is What You Get, jednak w kulminacyjnym jego momencie następuje soczysta eksplozja dźwięków. Even If przywołuje z początku niepokój w stylu podobnym do Archive czy The xx, jednak i w tym przypadku panowie umiejętnie manipulują zmianami tempa, w efekcie czego mamy do czynienia z kolejnym electro-rockowym miszmaszem. Dość nieoczekiwanie, ale z bardzo dobrym skutkiem, w One Day wita nas akustyk. Elektronika jest tu raczej tłem, jednak stwarza niesłychanie przyjemny podkład dla tej najspokojniejszej na albumie, zaryzykuję określenie, ballady. W podobnym nastroju utrzymany jest ostatni na płycie Wanderlust. Tu z kolei mamy do czynienia z bardziej wyrazistym brzmieniem syntezatorów oraz surowszymi brzmieniami gitar. Niepokojąco wybijany przez perkusję rytm w połączeniu z nostalgicznie brzmiącym wokalem sprawiają, że to wyśmienite nagranie wprowadza intrygującą atmosferę mroku i melancholii.

Możemy być dumni, że te oryginalnie brzmiące dźwięki zostały zrodzone przez Polaków. Pośród wielu świetnych debiutów na naszym podwórku, Uniqplan zasługuje na szczególne wyróżnienie. Album ten stwarza zespołowi szansę na sukces w naszym kraju ale również otwiera przed nim furtkę do Europy, a kto wie – może i świata. Warszawiacy zebrali wszystkie swoje inspiracje i pomysły, przemnożyli je przez XXI wiek i tak powstał nietuzinkowy kawał naprawdę dobrej muzyki.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s