Hellada | Rebeka

hellada_rebekaPierwsze moje zetknięcie z duetem tworzonym przez Iwonę Skwarek i Bartosza Szczęsnego w czasie 3uro1500day2 nie sprawiło, żebym zachwycił się ich twórczością. Napisałem w relacji z tego wydarzenia o tym, że Rebeka ma jednak potencjał, który mam nadzieje że uda się im rozwinąć. Od tego czasu minęło 8 miesięcy w czasie których ukazał się debiutancki album Iwony i Bartosza. Po jego przesłuchaniu stwierdzam, że potencjał został rozwinięty. Jak cholera.

Pierwszym przejawem tego rozwoju był wydany w kwietniu singiel „Melancholia”. Stanowił on dość duży krok naprzód dla tego poznańskiego duetu. Ich poprzednie single (min. wydane nakładem portugalskiej wytwórni Discotexas „Stars”) pojawiające się od 2011 roku sprawiły, że Rebeka uznana została za rewelacje i objawienie polskiej sceny electro-popowej. Mnie jednak nie powaliły. Aż do wspomnianej „Melancholii”. Nie wiem czy był to efekt przedłużającej się zimy powodującej ów nostalgiczny nastrój, czy zasługa bardzo udanego teledysku, czy po prostu wysokiego poziomu zaprezentowanego przez Iwonę i Bartosza, ale ich singiel został mi w głowie na długi czas i zacząłem z niecierpliwością wyczekiwać debiutanckiego longplaya Poznaniaków. Ten pojawił się w połowie maja nakładem wytwórni Brennnessel i przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Dotychczas uważałem, że szczytem możliwości polskiego electro-popu/synth-popu jest debiutancka płyta Kamp! To oni dotychczas nadawali ton temu gatunkom muzyki w naszym kraju. Wytyczali ścieżki, którymi zaczęli podążać inni (vide We Draw A i Wolfgang in a Truck) i mozolnie przebijali się z muzyką graną na syntezatorach do świadomości polskich słuchaczy udowadniając, że taką muzykę można grać też nad Wisłą. Myślę, że to dzięki nim electro-pop/synth-pop ma się u nas tak dobrze i scena ta jest najdynamiczniej rozwijającą się na naszym podwórku. Rebeka wydaniem „Hellady” sprawiła, że muszę nieco zrewidować ten pogląd. „Kamp!” to nie był szczyt możliwości, to był tylko początek. Bo „Hellada” ma wszystko to, czego mogłoby brakować na „Kamp!”. Niektórzy zarzucali „Kamp!” brak świeżości- „Hellada” stanowi nie powiew, a huragan świeżości. Inni mówili, że Kamp! poszedł na łatwiznę i brak na debiucie wybitnych z punktu widzenia kompozycji i aranżacji piosenek- „Hellada” to zbiór 12 perełek aranżacyjno-kompozycyjnych. Obie płyty łączy jedno (oprócz labela)- obydwie są moim zdaniem fenomenalne.

Ten efekt w przypadku Rebeki to przede wszystkim zasługa doskonałego wykorzystania potencjału, jaki tkwił w zetknięciu się dwóch wyrazistych osobowości, jakimi niewątpliwie są Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny. Zacznę od Iwony. „Hellada” to jej popis. Ekspresja i możliwości jakimi dysponuje sprawiają, że swobodnie bawi się modulacją i barwą swojego głosu. Momentami są to rejony ekspresji Karen O z Yeah Yeah Yeahs, by za chwilę przenieść się w charakterystyczne dla Karin Andersson (The Knife, Fever Ray) partie silnie naładowane emocjami. W innym miejscu znów dorzuca trochę brudu Amy Winehouse, rozmachu Austry i niepokoju Björk. Do tego dodać trzeba świetne teksty jej autorstwa. Roi się w nich od smutku i nostalgii, bardzo dobrze pasujących do synth-popu. Co również warto podkreślić, Iwonie bardzo dobrze w angielskim. Na naszej scenie taka wokalistka to prawdziwy skarb.

Bartosz Szczęsny dorzuca do siebie świetne zmiksowanie i mastering. Efektem wspólnej pracy Iwony i Bartosza są natomiast kompozycje i produkcja. Bogactwo inspiracji i odwołań jakie się w nich zawiera jest tak olbrzymie, że każdy pewnie odnajdzie tutaj wpływy innych zespołów. Przypuszczam, że wśród nazw najczęściej przychodzących do głowy pojawiać się będą Eurythmics, Ultravox, IAMX, New Order i The Knife. Nie oznacza to oczywiście, że warstwa muzyczna piosenek zawartych na „Helladzie” to tylko połączone ze sobą zlepki utworów wielkich tuzów grania na syntezatorach i klawiszach sprzed lat. Bartosz i Iwona potrafią to wszystko opowiedzieć własnymi słowami. Brzmienie jest bardziej synth- i electro- niż pop, ale efekt jest wspaniały. O poziomie produkcji pisać nie muszę, bo nazwisko Szczęsnego to w tej kwestii na naszej scenie swoisty certyfikat jakości. Po „Helladzie” nazwisko Skwarek też ma szanse się takim certyfikatem stać.

Wśród 12 utworów każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy dynamiczne kompozycje skłaniające do tańca, takie jak „Stars”, „Unconscious”, „Fail” (fenomenalne intro), różnorodne „Knife in Heart” czy kapitalnie rozwijające się i eksplodujące „Nothing to Give”. Mamy przejmujące „Sisters”, wywołujące ciarki na plecach „555” i spokojne, balladowe „556”, „War” i „Hellada”. Mamy też nieco swingowy i miarowy utwór „With Tears We Cry”. No i singlową „Melancholię”, która swoimi magicznie brzmiącymi syntezatorami i świetnie utrzymaną rytmiką naprawdę potrafi zachwycić.

Gorąco zachęcam do kupienia tego albumu. Jestem pewien, że „Hellada” znajdzie się w pierwszej trójce każdego sensownego podsumowania albumów wydanych w 2013 roku. Jednak nie tylko o rankingi tu chodzi. Rebeka to kolejny po Kampie! zespół, który znacznie przerasta potencjałem i możliwościami to co polski rynek muzyczny ma mu do zaoferowania. Ich perspektywa i ambicje powinny sięgać daleko poza Odrę, Łabę, Ren, Kanał La Manche i Missisipi. Pierwszym przystankiem na trasie ich marszu w stronę zachodzącego słońca będzie tegoroczna edycja Openera i myślę, że będzie to jeden z tych występów polskich wykonawców na tym festiwalu po którym redaktorzy zagranicznych mediów wykrzykną z zachwytu. A ponoć wszystko zaczęło się od bunkra atomowego.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s