Random Access Memories | Daft Punk

RAM

Nie mam cienia wątpliwości – Random Access Memories, czyli nowy album francuskich mistrzów elektroniki z Daft Punk, to jak dotychczas najgłośniejsza premiera muzyczna tego roku. Żadne jak na razie wydawnictwo nie doczekało się takiego szumu medialnego oraz takiej promocji. W końcu nieczęsto warszawskie metro nawiedzane jest przez roboty, a bolidy formuły 1 przyozdabiane są motywami z okładek płyt. Nowe lśniące kaski na głowach zwiastują Daft Punk w całkowicie nowym wydaniu.

Osiem lat minęło od ostatniego studyjnego krążka Francuzów. W międzyczasie panowie przypomnieli o sobie fanom między innymi nagrywając ścieżkę do filmu Tron: Dziedzictwo z kosmicznym Derezzed na czele. Od tamtej pory sporo się jednak zmieniło. Daft Punk sięgnął głęboko do korzeni muzyki łącząc na nowym albumie funk z tym co lubimy w ich brzmieniach najbardziej, a więc skocznym house`m, w nieco mniejszych jednak niż wcześniej dawkach. Okazuje się zatem, że na Random Access Memories trudno będzie doszukać się następców przebojowych Around The World, One More Time, Crescendolls czy Technologic. Ten czwarty w karierze album duetu nie dostarcza tylu pozytywnych doznań dla ciała co poprzednicy, za to gwarantuje smakowitą ucztę dla (d)ucha. Guy-Manuel de Homem-Christo oraz Thomas Bangalter to jednak nie jedyni sprawcy całego zamieszania, bowiem w nagranie płyty zaangażowanych było mnóstwo osób z najróżniejszych muzycznych środowisk.  Zapinajcie pasy i wkładajcie kaski na głowy. Tym razem nie będzie niebezpiecznie, ale momentami może trząść. Czas start!

Na dobry początek mamy do czynienia z kawałkiem Give Life Back To Music. To rytmiczna, choć raczej spokojna kompozycja przy której nagrywaniu Daft Punk wspierali przedstawiciele jazzu, R&B i funku – Paul Jackson Jr. oraz Nile Rodgers. Kto zna Get Lucky (a zakładam, że każdemu obiła się ta piosenka już o uszy), nie powinien być zaskoczony brzmieniem tego otwierającego RAM utworu. Skoro Francuzi przywrócili już życie swojej muzyce, czas na moment zwolnić tempo i przeskoczyć w miłosne klimaty, bo w końcu czym byłby album bez tego właśnie motywu. The Game Of Love to jeden z dwóch kawałków na całej płycie (sic!), który został stworzony bez jakiejkolwiek kolaboracji. Jego stonowane brzmienie potwierdza, że na tym trwającym prawie godzinę i 15 minut albumie znajdziemy pełną gamę nastrojów. Jakby na potwierdzenie tych słów, pod numerem trzy pojawia się Giovanni Giorgio, a w zasadzie Giorgio Moroder albo po prostu Giorgio – włoski pionier muzyki elektronicznej, producent oraz współpracownik m.in. Bonnie Tyler, David`a Bowiego oraz, uwaga – Freddiego Mercury`ego! We współpracy z Włochem, jak się okazuje człowiekiem instytucją, Daft Punk nagrał utwór Giorgio By Moroder. O swojej karierze Giorgio zresztą opowiada sam. Kawałek rozpoczyna się monologiem któremu towarzyszy przyjemny daftpunkowy bit. Gdy Włoch kończy swój wywód, na pierwszy plan wchodzą Francuzi i czynią to w najlepszym swoim stylu. Można przez kilka minut potańczyć. Daft Punk w czystej postaci, no może z lekką domieszką ciepłego klawiszowego pykania. Giorgio odzywa się ponownie, tym razem na krócej, lecz gdy tylko kończy następuje wielki trzyminutowy finał. Nad tym kawałkiem, jak nad mało którym jaki miałem okazję w ostatnich miesiącach usłyszeć, warto przysiąść na dłużej.

Przebrnąwszy przez te 9 minut muzycznego uniesienia, czas na uspokojenie atmosfery. Within to jedna z najspokojniejszych kompozycji na albumie, w której pierwsze skrzypce odgrywa pianino, a za jego sterami artysta ukrywający się pod pseudonimem Chilly Gonzales, czyli Jason Beck. Piątka, a więc Instant Crush, to dzieło kolaboracji z artystą z kolejnego przeciwległego bieguna. Julian Casablancas wzbudził wśród wszystkich featuringów moją największą ciekawość. Kawałek najłatwiej opisać po prostu jako spokojną odsłonę Strokesów z subtelnym elektronicznym podkładem. Zarówno fani Amerykanów, jak i Daft Punku mogą być usatysfakcjonowani. W Lose Yourself To Dance po raz pierwszy na albumie pojawia się Pharrell Williams. To kolejna okazja by pobujać się w rytm funkowego brzmienia gitary (za struny szarpie ponownie Nile Rodgers) i subtelnych brzmień syntezatorów. Lekkość z jaką słucha się tego nagrania pozwala nabrać przekonania, że nowe hełmy służą brzmieniu Francuzów, którzy nota bene powinni wydać RAM pod szyldem Daft Funk. Siódmy kawałek to Touch. Mroczne i brudne intro może wprowadzić w błąd, bowiem ta nieco ponad 8-minutowa kompozycja rozpędza się z każdą sekundą. Momentami jest popowo, momentami podniośle, a gdy z tłumu wyłania się trąbka, robi się jazzowo. W to wszystko wplecione oczywiście elektroniczne wstawki, co by wciąż mieć na uwadze, że to Daft Punk jest autorem całego albumu. Dobra robota! Dodać należy, że Touch nagrany został z wokalistą Paulem Williamsem oraz Chrisem Caswellem. Tak oto dobrnęliśmy do numeru osiem. O Get Lucky wszędzie wszyscy napisali już wszystko. Od siebie dodam, że wkrótce (o ile już to nie nastąpiło) będzie to największy przebój naszej galaktyki. Zasłużenie.

Angie Jaree, dyrygent orkiestry otwiera ostatnią prostą na RAM. W Beyond poza robotami udzielają się ponownie Paul Williams oraz Chris Caswell. Znów jest melancholijnie, niezobowiązująco. Numer dziesięć to Motherboard – drugi z tych rodzynków na wydawnictwie, w którym Daft Punk nie jest wspierany przez innych muzyków, poza orkiestrą. I tu spore zaskoczenie. Nastrojem kawałek dorównuje poprzednikowi. Melodyjna elektronika wsparta smyczkami raz to podkręca tempo, a raz spowalnia. Ciepłe, letnie brzmienia przeplatane są z burzowymi grzmotami, dzięki czemu cała kompozycja brzmi niczym wyrwana z filmowego soundtracku. Kolejny na płycie kawałek Fragments Of Time powstał przy pomocy Todd`a Edwards`a. Ze zderzenia dwóch house`owych gigantów nie mogło powstać nic innego, jak przyjemny dla ucha, lekko pykający house`owy kawałek. W intrygująco brzmiącym Doin` It Right Daft Punk wraz z Panda Bear`em z Animal Collective zapewniają, że tego wieczoru wszyscy będą się świetnie bawić. Choć utwór sam w sobie do najbardziej imprezowych nie należy, to zwiastuje on wielkie końcowe uderzenie. Lista osób współodpowiedzialnych za ostatni na płycie Contact jest nadzwyczaj długa. Poza Daft Punk pojawiają się tu: Stéphane Quême aka DJ Falcon oraz australijscy folk-rockmani: klawiszowiec Garth Porter, basista Tony Mitchell oraz Daryl Braithwaite, którzy współtworzyli zespół Sherbet. O tym utworze można by pisać wiele: że to świetne zwieńczenie albumu, że to najbardziej żywiołowe 6 minut na całej płycie, że to stary dobry Daft Punk jak ten znany choćby z Derezzed, czy że napięcie jakie budują muzycy w tym kawałku rozsadza nasze wnętrza i zwyczajnie nie pozwala usiedzieć w miejscu. To wszystko prawda. Ja jednak ograniczę się do stwierdzenia, że to utwór fenomenalny.

Random Access Memories to album innowacyjny, wręcz radykalny. Muzycy Daft Punk wykazali się sporą odwagą, bowiem dla jednych jest to płyta rewelacyjna, ale dla innych badziewna. Nie zmienia to faktu, że Francuzi sprawili, że muzyka elektroniczna stała się jednym z najbardziej uniwersalnych gatunków w historii. Może określenie, że RAM jest symptomem nadejścia kolejnej przełomowej nowej fali w muzyce, jak ta z lat osiemdziesiątych, jest póki co na wyrost, ale wierzę, że ta płyta wpisze się na dobre w kanon kultowych płyt XXI wieku. Niskie ukłony dla panów w maskach.

Róg

One response to “Random Access Memories | Daft Punk

  1. Poza ‚Lose yourself to dance’ oraz (no nie ma co ukrywać) genialnym ‚Get lucky’ moim zdaniem brak tej płycie mocnych punktów.
    Cała płyta zlewa mi się raczej w całość – całość bardzo podobną do muzyki z Electromy. Jest o wiele gorzej niż się spodziewałem – ale nadal nieźle😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s