Najmniejsze Przeboje | Łagodna Pianka

najmniejsze-przeboje-b-iext21693142

W życiu jestem zwolennikiem wyrazistych smaków. Nie znoszę miałkości. Ostre i soczyste smaki to jest to, co lubię najbardziej. Człowiek nie może jednak całe życie obcować tylko z wypalającymi wnętrzności potrawami, gdyż jego układ pokarmowy, a zwłaszcza odbytnica, odmówiłyby w pewnym momencie współpracy. Stąd od czasu do czasu zdarzy mi się sięgnąć po łagodniejszą strawę. Zwłaszcza gdy mam ochotę na coś lekkiego, lub deser. Podobnie jest z muzyką. Szukam w niej wyrazistych brzmień i nienawidzę miałkości (vide Coldplay, Myslovitz, Oasis). Od czasu do czasu pewną przyjemność (muszę przyznać, że to takie moje guilty pleasure) sprawia mi jednak obcowanie z muzyką łagodniejszą dla ucha i mniej zobowiązującą niż zazwyczaj. Taki lekkostrawny muzyczny deser. Ostatnio znalazłem coś pasującego jak ulał.

Moje znalezisko to pochodzący z niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu (Sędziszów Małopolski) kwartet Łagodna Pianka. W skład zespołu wchodzą Marcin Dyło, Andrzej Jabłoński, Piotr Jabłoński i Arkadiusz Łyszczak. Panowie założyli zespół w 2009 roku i jak przyznają: „Pochodzimy z bardzo małego miasteczka, w którym nic się nie dzieje, więc wspólne granie było dla nas alternatywą dla nudy”. Przełomem w ich karierze była jesienna trasa koncertowa u boku zespołu Strachy na Lachy. Po jej odbyciu podpisali kontrakt z Wytwórnią Krajową której nakładem ukazała się ich debiutancka płyta. „Najmniejsze Przeboje” miały swoją premierę 22 kwietnia i od tego czasu zdążyły zdobyć nie takie znowu najmniejsze uznanie. Warto odnotować też, że za produkcję odpowiedzialni są Jacek Szabrański z zespołu The Car Is On Fire i Maciej Cieślak ze Ścianki.

Kwartet_Lagodna_Pianka_6118235

To sprawia, że brzmienie tej płyty nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut ucha i oka. Większość melodii jest obrzydliwie chwytliwa. Instrumenty brzmią w sposób jednoznacznie indie-popowy. Banalne teksty z nagromadzeniem infantylnych zdrobnień  i nieco zmanierowany wokal dopełniałyby wizerunku stereotypowej miałkiej kapeli. Producencka ręka potrafi jednak czynić cuda i tak stało się w tym wypadku. Bo pomiędzy tymi obrzydliwie chwytliwymi melodiami i resztą inwentarza pojawiają się takie smaczki jak akordeon nagrywany lo-fi w korytarzu piwnicznym, przesterowane gitary, bębny utrwalone na taśmach analogowych i świetne (choć momentami kiczowate) motywy elektroniczne. To sprawia, że na wszystkie potencjalne wady tej płyty o których wspominałem na początku trzeba patrzeć w nowym kontekście. Efekt jest taki, że to, co mogłoby brzmieć miałko i płasko, brzmi naprawdę przebojowo, momentami uzależniająco i większość spośród 11 „Najmniejszych Przebojów” wpada w ucho. Niektóre za chwilę z niego wypadają, ale to nawet nie szkodzi.

Do najmocniejszych punktów tej płyty należą: otwierający utwór „O Kobietach”, „Chłopczyk i Ulubiona Piłeczka”, „30 Minut Wieczorynki”, „Pogromcy Smoków”, „Superbohater” i „O Latarce”. Pierwszy z nich to oparty na miarowym, aż do bólu bicie perkusji i krzyku wokalisty dynamiczny kawałek, który naprawdę dobrze brzmi. Zwłaszcza w rozbudowanej końcówce. Uwagę zwraca też tekst, który jak się można domyślić jest o kobietach i o tym, że w ogóle ich nie rozumiemy. „Chłopczyk i Ulubiona Piłeczka” to z pozoru błaha historia o tym jak mały chłopiec wygrywa kauczukową piłeczkę w automacie i ją gubi. Któż z nas tego nie przeżył w swoim okresie pacholęctwa? Ta opowiastka przedstawiona jest w taki sposób, że autentycznie jesteśmy przejęci tym małym personalnym dramatem głównego bohatera i przez chwilę możemy wraz z nim odczuć ogromną stratę. „30 Minut Wieczorynki” to z kolei mój faworyt z całego albumu. Otwierany jest przez intrygujące i kosmicznie brzmiące intro klawiszowe. Później główną rolę przejmuje gitara i to ona wiedzie prym w tej kompozycji. Wisienką na torcie jest wspaniała eksplozja następująca w refrenie. Tekst to kolejna świetnie znana wszystkim z autopsji historia z czasów dzieciństwa. Nie inaczej jest w piosence „Pogromcy Smoków”. Jej bezpretensjonalny tekst bardzo dobrze uzupełniany jest przez nieco naiwne brzmienie klawiszy i perkusji. Jej uzupełnieniem jest kolejna piosenka, czyli „Superbohater”. Tutaj tempo jest jednak sporo żywsze i piosenka ma większą dynamikę. Ostatni utwór „O Latarce” jest natomiast znakomitym zamknięciem tego albumu przez  nawoływanie zespołu „chodźmy spać”. Na tle tych powyższych utworów pozostałe niczym szczególnym się nie wyróżniają. Zdarzają się momenty: całkiem przyzwoicie brzmi oparty na pulsującej linii basowej i rytmicznej gitarze singiel „Łagodną Pianką”, jednak zbytnio mnie drażni tutaj maniera w głosie wokalisty. „Słoń”, „Akwarium”, „Oka w Rosole” i „Lody Huśtawkowe” wpadają jednym uchem, a wypadają drugim. Nie zmienia to faktu, że nie wyrządzają one im wielkiej krzywdy i ich przelot okazuje się być nieszkodliwy.

Łagodna Pianka ma z pewnością jeszcze nad czym pracować. Póki co „Najmniejsze Przeboje” to płyta po prostu bardzo przyjemna. Nie ma co oczekiwać, że przyprawi nas ona o jakieś nieznane wcześniej doznania duchowe, poszerzy nasze horyzonty myślowe, czy sprawi, że poważnie zastanowimy się nad swoim życiem. Nie. Te utwory sprawią, że przez moment przypomnimy sobie jak fajnie było być dzieckiem, poruszamy trochę nogą pod stołem i niezobowiązująco spędzimy 45 minut. Bardzo cieszy mnie to, że powstał wreszcie u nas w Polsce zespół potrafiący grać indie-pop tak jak powinno się to robić. Czyli na luzie, z lekkim przymrużeniem oka, bez zadęcia, pozerstwa, gwiazdorzenia i przede wszystkim bez miałkości.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s