Bloodsports | Suede

suedeBLOODSPRTS

Kiedy wszyscy myśleli już, że legendarny brytyjski zespół Suede, czy jak kto woli The London Suede, przeszedł już do historii, nagle ni stąd ni zowąd członkowie ekipy wypuścili w świat plotkę o powrocie Suede do muzycznej działalności. Pogłoski te krążyły od kilku lat, jednak dopiero teraz, w 2013 roku, zostały udokumentowane studyjnym krążkiem. Bloodsports to pierwszy album Londyńczyków od 9 lat.

Choć od premiery płyty minął już ponad miesiąc, nie wypadałoby przejść obok tak spektakularnego powrotu. Suede nagrywają od 1993 roku. Zawsze pozostawali w cieniu tego, co działo się na brytyjskiej scenie muzycznej, jednak mimo to bez wątpienia należy im się tytuł legendy wyspiarskiego gitarowego grania, a niektórzy zaryzykowaliby stwierdzenie, że to najlepszy zespół jaki zrodziła ziemia brytyjska. Podobno to oni zapoczątkowali britpop i potem wspólnie z grupą Blur sukcesywnie nadawali temu gatunkowi coraz to większego znaczenia. Trudno spodziewać się, by po 20 latach od debiutu Suede ich muzyka odznaczała się podobną zawartością britpopu w britpopie, ale to nie ma większego znaczenia. Brett Anderson i spółka, mimo upływu czasu i wielu mniej lub bardziej pozytywnych okoliczności w ostatnich latach ich działalności, potwierdzili, że rozdziału pt. Suede w książce zatytułowanej historia muzyki, nie należy jeszcze definitywnie uznawać za zamknięty.

Bloodsports otwierany jest wyłaniającą się z tła perkusją oraz riffem, które zwiastują pierwszy opublikowany przed wydaniem albumu jego zwiastun, a więc kawałek Barriers. Lekkość z jaką chwytliwy gitarowy motyw wspiera śpiewającego o pokonaniu barier wokalistę, sprawia, że słucha się tego z ogromną przyjemnością. Równie wielu pozytywnych wrażeń dostarcza kolejny utwór Snowblind. Utrzymany w bardzo podobnym rytmie co poprzednik, jednak okraszony nieco bardziej agresywnym brzmieniem kawałek perfekcyjnie wypada w zestawieniu z Barriers. Pod numerem trzy robi się znacznie bardziej żywiołowo. Rytmiczna perkusja błyskawicznie rozpoczyna singlowy kawałek It Starts And Ends With You. Nie bez powodu został on wybrany na piosenkę promującą całe wydawnictwo. Skoczna i zachęcająca do zabawy linia melodyczna oraz przebojowy wokal Andersona wspólnie tworzą istną petardę. Utworu można słuchać do znudzenia i za każdym razem imponuje on coraz bardziej. Chwytliwe melodie to jednak na tej płycie porządek codzienny. W kolejnym kawałku Sabotage, mimo że robi się nieco spokojniej, czeka nas fenomenalna muzyczna uczta. Muzycy Suede dają tu instrumentalny popis, począwszy od mrocznego perkusyjnego intro, aż po kapitalne gitarowe solówki w drugiej połowie utworu. Po wystrzałowym początku albumu zaczynamy powoli wchodzić w strefę piosenek powoli ostudzających naładowaną energicznymi brzmieniami atmosferę. Łatwo przyswajalny, melancholijny For The Strangers brzmi jednak momentami troszkę monotonnie. W Hit Me po raz pierwszy uwydatnione zostaje brzmienie basu, jednak zapada on w pamięci przede wszystkim ze względu na przebojowe la-la-la-la-la. Definitywne uspokojenie następuje pod numerem siedem, gdzie kryje się powolny, melodyjny Sometimes I Feel I`ll Float Away. Po szybszym tempie jakie nadawały poprzednie piosenki, brzmienie tego utworu działa kojąco na nasze uszy, a każdy kto zaryzykuje stwierdzenie, że na Bloodsports Suede grają na jedną nutę, powinien zanurzyć się w te cudowne dźwięki, jakimi okraszony jest ten kawałek. Kiedy wydawałoby się, że za moment nastąpi kolejne uderzenie, Londyńczycy serwują nam kolejną dawkę subtelnego grania. What Are You Not Telling Me?, w którym wokal wspierany jest przez chórki, to definitywnie najspokojniejsze nagranie na całej płycie. Zgrabnie, niemal niezauważalnie, przechodzi on w przedostatni na płycie, utrzymujący rytm nadany przez swojego poprzednika Always. Całość zamyka piosenka Faultlines, która zbiera wszystko z czym mieliśmy do czynienia na Bloodsports. Delikatne i nie rzucające się w uszy lekkie dźwięki przeplatają się z nieco bardziej surowymi brzmieniami.

Bloodsports udowadnia, że Suede to weterani muzyki. Album nagrany jest nadzwyczaj umiejętnie i słychać po nim, że ci prekursorzy britpopu mają na karku lata doświadczenia. Nie tylko pod względem muzycznym, ale też technicznym. Muzyka na Bloodsports początkowo podkręca narastające napięcie, uderza z niewiarygodną werwą, aż w końcu stopniowo uspokaja się i zwalnia tempo. To przede wszystkim album spójny, na którym każdy kawałek ma swoje nieprzypadkowo przypisane miejsce. Powrót Suede na pewno spowoduje ponowne rozruchy na britpopowej scenie, na której od czasu ich nieobecności i biernej działalności Blur nic spektakularnego się nie działo. Strzeżcie się młodzi britpopowcy, bo wasi guru wracają do gry!

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s