Mosquito | Yeah Yeah Yeahs

Yeah-Yeah-Yeahs-Mosquito

4 lata, które właśnie upłynęły od wydania ostatniego rewelacyjnego krążka It`s Blitz zespołu Yeah Yeah Yeahs, ciągnęły się fanom Amerykanów niczym mucha w smole. W zasadzie komar, nie mucha. Komar ten w końcu doleciał i tak oto natrafia się wyśmienita okazja by na moment pochylić się nad Mosquito, czyli nowym albumem mającej polskie korzenie Karen O i jej kolegów.

Po wydaniu swojego ostatniego albumu w 2009 roku zespół Yeah Yeah Yeahs przepadł. Od czasu do czasu pojawiali się czy to na koncertach, czy to choćby na oddającej hołd Ramonesom składance. Nowej muzyki jednak nie było i fani YYY musieli ciągle zadowalać się robiącymi furorę singlami Zero i Heads Will Roll oraz pozostałymi smaczkami jakie ukazały się na It`s Blitz. W końcu zespół zapowiedział wydanie albumu Mosquito i zapowiadającym go kawałkiem Sacrilege pobudził apetyty amatorów tego jednego z najważniejszych współczesnych zespołów alternatywnych zza Atlantyku. Album ukazał się wczoraj (16 kwietnia 2013) i nie pozostaje nam nic innego jak wsłuchać się w to, co tym razem przygotowali Yeah Yeah Yeahs. Na wrażenia wizualne nie ma co liczyć, bo okładka albumu jest jedną z brzydszych z jakimi miałem ostatnio do czynienia. Niech nikogo to jednak nie zniechęca, bowiem jak się okazuje – i w tym przypadku ocena książki po okładce jest nadzwyczaj niestosowna.

Pierwsze wątpliwie pozytywne wrażenie wywołane artworkiem albumu, zespół postanawia zmyć już otwierającym krążek kawałkiem. Znany już od kilkunastu tygodni singiel Sacrilege łączy w sobie to co w muzyce YYY najlepsze. Lekkość gitary i hipnotyzujący głos Karen z trudem umożliwiają przejście do numeru dwa, bowiem sam prosi się on o zapętlenie w odtwarzaczu. Jak już jednak dobrniemy do drugiego na płycie utworu Subway, okazuje się, że to bardzo dobre posunięcie. Choć energią Subway znacznie odstaje od Sacrilege, to pod względem nastrojowości bije on resztę tracklisty na głowę. Całkowitą przeciwwagę dla poprzednika stanowi kolejny utwór Mosquito. Karen pokazuje się tym razem z nieco bardziej buntowniczej strony, ukazując w swoim głosie charyzmę. Jej żywiołowe mosquito will suck your blood może jednak nieco irytować. W okraszonym surowszymi brzmieniami Under The Earth na pierwszy plan wchodzi rytmicznie nadająca tempo perkusja, a w następującym po nim Slave zespół odpowiednio bawi się syntezatorami tworząc na przemian psychodeliczną i znaczniej bardziej skoczną atmosferę. Niepokojące brzmienia w szóstym kawałku These Paths brzmią przyzwoicie, wręcz intrygująco, jednak utrzymana w równym tempie piosenka po minucie staje się nieco monotonna. O wiele lepiej jest w kolejnym utworze. Już po pierwszych akordach słychać, że Area 52 to jeden z najbardziej naładowanych werwą kawałków na całym wydawnictwie. Optymalna dawka elektroniki, wyłaniająca się co jakiś czas linia basu i magnetyzm w wokalu Karen gwarantują mocne, mieszczące się w niespełna trzech minutach uderzenie. Undergroundowe brzmienie następnego w kolejce Buried Alive to głównie sprawka wspomagającego YYY w jego nagraniu pana ukrywającego się pod pseudonimem Dr. Octagon. W takiej niecodziennej odsłonie Amerykanie wypadają jednak równie dobrze co w ich codziennej konwencji. Niczym pozytywnym nie zaskakuje jednak oparty na jednolitej linii melodycznej kawałek Always. Tuż po nim pojawia się kolejny tajemniczy, brzmiący tym razem jak żywcem wyrwany z repertuaru któregoś z pionierów trip-hopu, utwór. Despair trzyma w napięciu aż do samego końca, by w ostatnich sekundach z impetem zaatakować nasze, przyzwyczajone do kojących dźwięków uszy. Wedding Song takich niespodzianek już nie przewiduje, jednak daje możliwość przez te ostatnie minuty albumu napawać się magią tworzoną przez Karen, Nicka i Briana.

Czy warto pozwolić Mosquito wessać się w swoją krew? Mimo paru mniej zadowalających momentów zapewniam, że warto, bo w tym przypadku czeka nas sporo fajnych muzycznych doznań. Nie jest to najlepszy album w karierze YYY ale na pewno godny uwagi i niezasługujący na pominięcie go w rocznym muzycznym podsumowaniu.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s