Shaking The Habitual | The Knife

theknife-big

W ostatni wtorek poznaliśmy trzy gwiazdy mające wystąpić na wrześniowym Selector Festivalu w Warszawie. James Blake, Jessie Ware i Archive dołączyły tym samym do pierwszej znanej nam wcześniej gwiazdy tej imprezy, czyli szwedzkiego duetu The Knife. Będzie to pierwsza wizyta tego zespołu w naszym kraju i jestem pewien, że jest u nas bardzo duża grupa fanów czekających z niecierpliwością na ten koncert. Tym większą, że zespół obecny jest na scenie od 1999 roku i jeszcze nie znalazł okazji by zagrać w Polsce. Wrześniowy koncert będzie częścią trasy, podczas której bliźniacy Karin i Olof Anderssonowie będą promować najnowszy album.

Ich dwie pierwsze płyty przeszły początkowo prawie bez echa. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni w 2005 roku, za sprawą pewnej reklamy telewizorów. Ich piosenka „Heartbeats” w adaptacji Jose Gonzaleza została wykorzystana w reklamie Sony BRAVIA (tej z kuleczkami). Mówiąc językiem Piotra Żyły, rodzeństwo Andersson powinno mu było sprezentować flaszkę. Dzięki Gonzalezowi światowa publiczność zwróciła uwagę na pochodzące gdzieś z ponurej północy Europy The Knife. Ogromną popularność zdobyły ich albumy „Deep Cuts” i wydany w 2006 roku „Silent Shout”. Utwory takie jak „Pass This On”, „Silent Shout”, czy „Marble House” stały się hitami, a zespół ruszył w pierwszą w swojej historii trasę koncertową (po 7 latach funkcjonowania!) The Knife w reakcji na nagły sukces zachowali się po skandynawsku. Zamknęli się w sobie i zamilkli na długie siedem lat. Po drodze zdarzyło im się nagrywanie muzyki do przedstawienia operowego o Teorii Darwina, a Karin rozwijała solowy projekt Fever Ray. Nie ukazywał się jednak żaden pełnoprawny album długogrający. W grudniu 2012 roku ogłosili jednak, że wracają z nową płytą. „Shaking The Habitual” zostało wydane 9 kwietnia i posiada najbardziej bolesną dla oczu okładkę jaką w życiu widziałem.

Bolące oczy to jednak najmniejszy z problemów na jakie napotykamy podczas zetknięcia z najnowszym wydawnictwem The Knife. Podstawową kwestią jest koszmarna przyswajalność (czytaj jej brak) materiału zawartego na „Shaking The Habitual”. Materiał ten trwa 98 minut i podzielony jest na 13 utworów. Te zatem są długie i dodatkowo niezbyt przyjemne dla ucha. Średnia długość trwania utworu to ok  7-8 minut, ale jest też jeden utwór trwający minut 19. Poza tym jest to album wymagający pełnego skupienia i poświęcenia mu pełni swojej uwagi. Inaczej staje się zbyt męczący i przeszkadzający. A warto, żeby nie został przez nas źle, tudzież opacznie zrozumiany, bo jest to jeden z najbardziej społecznie i politycznie zaangażowanych albumów jakie od dłuższego czasu zostały wydane. Już na singlu „Full of Fire” The Knife zachęcali nas „Let’s talk about gender”. Płyta natomiast jest w zamierzeniu muzycznym manifestem walki z „hyperkapitalistycznym i zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwem klasowym”. Muzyczni Marks i Engels? Patrząc na metodę szerzenia swoich idei, raczej Lenin z Trockim.

Metody działania Karin i Olofa są bowiem bezwzględne i brutalne. Większość utworów na tym albumie to idealne ścieżki dźwiękowe do koszmarów sennych. Oparte są najczęściej na zrytmizowanych w morderczy sposób partiach perkusji i zostawiających rysy w psychice klawiszach i syntezatorach. Wszystkiemu towarzyszy paranoiczny przez większość czasu wokal Karin. Jestem pewien, że kiedyś psychiatrzy zdefiniują nową chorobę nazywającą się „zaburzenia emocjonalne wywołane słuchaniem „Shaking The Habitual” w za dużej ilości”. Inna sprawa, że tylko naprawdę zdeterminowani poszukiwacze schorzeń psychicznych będą w stanie przesłuchać tę płytę dwa razy z rzędu. Pierwsza myśl po ostatnich dźwiękach końcowego utworu to „nigdy więcej”. Ale. Jest w nim coś powodującego, że chce się do niego wracać. Mimo tego, że może to okazać się dla nas zgubne w skutkach. Nawet wydaje mi się, że im bardziej dostajemy po głowie, tym chętniej wracamy do utworu który nam wyrządził szkody. A więc przede wszystkim do „A Tooth For An Eye”„Full of Fire”, „A Cherry On Top”, „Without You My Life Would Be Boring”, „Wrap Your Arms Around Me”, „Raging Lung” (mój prywatny faworyt), „Networking” i „Ready to Lose”. To one przede wszystkim sprawiają, że mimo, że nas boli, to chcemy więcej od szwedzkich mistrzów posępnych elektronicznych brzmień. W psychologii istnieje termin opisujący przywiązanie ofiary (nasze uszy i głowa) do swojego prześladowcy („Shaking The Habitual”). Jajogłowi nazwali to syndromem sztokholmskim. Przypadek? Nie sądzę.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s