Ament | UL/KR

ament

Święty Piotr oprowadzany jest po piekle przez lucyfera. Razem mijają kolejne buchające parą kotły ze smołą w których po kolei siedzą Amerykanie, Rosjanie, Francuzi, Argentyńczycy, Ugandyjczycy i wszystkie inne narody świata. Przy każdym z kotłów stoi diabeł i jeśli tylko pokaże się czyjaś głowa to trójzębem wpycha niedoszłego uciekiniera z powrotem do bulgoczącej czarnej mazi. Po pewnym czasie dochodzą do kotła, w którym siedzą Polacy. Przy nim nie stoi jednak żaden diabeł. Zdziwiony tym święty Piotr pyta się lucyfera, czemu Polaków nikt nie pilnuje. Władca podziemia odpowiada, że nie ma takiej potrzeby, bo jeśli tylko któryś z Polaków wychyli głowę ponad smołę to go rodacy za nogi ściągają z powrotem w dół. Ten żart w brutalny sposób ukazuje smutną prawdę o naszym narodzie. Nie lubimy kiedyś komuś się coś udaje. Cudzy sukces powoduje nasz gniew. W przypadku drugiego albumu duetu UL/KR z Gorzowa Wielkopolskiego będziemy musieli przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Udało im się.

Eponimiczny debiut duetu Błażej Król-Maurycy Kiebzak szturmem podbił serca fanów muzyki alternatywnej nad Wisłą, a nawet części mainstreamu, o czym może świadczyć tytuł polskiej płyty roku 2012 przyznany przez redakcję Gazety Wyborczej. Zespół stał się jednym z największych odkryć polskiej sceny muzycznej i odwiedził duże festiwale muzyczne, takie jak Opener, czy OFF Festival. Wśród wielu okrzyków zachwytu prawie zawsze pojawiało się jedno zdanie narzekania: czemu tak krótko? „UL/KR” trwało zaledwie 22 minuty i pozostawiało duży niedosyt. Dlatego fanów Gorzowian ucieszyła wieść o tym, że ich drugi album zostanie wydany nakładem Thin Man Records już w tym roku. 12 kwietnia „Ament” pojawi się na półkach sklepowych i na całe szczęście trwa dłużej niż debiut. O całe 6 minut.

Szukając odpowiedzi na pytanie czego spodziewać się po tym dłuższym następcy „UL/KR” zebrałem kilka informacji. Król przyznał, że „chcieli grać ambient, ale wyszły im piosenki rodem z bulgoczących bagien”. Emocje w przypadku „Amentu” wokalista opisał jako „patrzenie na burzę, która przechodzi bokiem, bo rzeka jej nie przepuszcza”. W marcu miała miejsce premiera singla „Magia”, a od stycznia znamy „Anonima”. W ten sposób mieliśmy możliwość otrzymania pierwszego, dosyć mglistego, wyobrażenia o tym jaki ten album jest.

Zweryfikować zapowiedzi sympatycznego i wąsatego Błażeja miałem okazję dzięki uprzejmości Trójki, która na swojej stronie zamieściła streaming tego krążka. I teraz jestem w nieco trudnej sytuacji, ponieważ „Ament” chwilowo odebrał mi mowę. 10 utworów na nim zawarte to mieszanka środków odurzających, a nie piosenek. Nie chcę uprawiać jakiegoś ekshibicjonizmu emocjonalnego, ale całkiem pominąć tego, jak jest człowiek posiadający jakąkolwiek wrażliwość targany różnymi przeżyciami wewnętrznymi pod wpływem twórczości UL/KR nie sposób. Od pierwszych dźwięków tytułowego, minutowego utworu instrumentalnego „Ament” chwyta nas za serce i nie puszcza aż do ostatnich akordów końcowego utworu „Dzieci„. Mało tego, że nie puszcza. On je wyciska, wyżyma, ściska, międli i ugniata. Nie pozostawia w spokoju też naszej głowy, którą traktuje z subtelnością właściwą nosorożcowi. Efekt ten osiągany jest nieco innymi środkami, niż na debiucie, co mnie bardzo cieszy.

Panowie nie zrezygnowali z melancholii, a Błażej jest nadal Królem polskich wokalistów. Teksty również są bardzo lirycznie zabarwionymi myślami introwertycznego człowieka rozdygotanego. Wciąż też jest to muzyka na wieczory i noce. Jest natomiast na „Amencie” więcej melodii i piosenkowości niż na debiucie. Na „UL/KR” tło muzyczne do tekstów Błażeja stanowią oszczędne i stonowane klawisze i sample Kiebzaka. Dźwięki bardziej kapią, niż płyną. Inaczej jest w wypadku drugiego dzieła gorzowian. Tutaj mamy do czynienia z kompozycjami raczej falującymi i sączącymi się. Chyba słusznie też Król opisał proces powstawania tego albumu czasownikiem „wędzić” (podczas koncertu w czasie warszawskiego Festiwalu WUJek), ponieważ jego brzmienie jest duszne, parne i zadymione. Jest też tak jakby weselej. Najjaśniejsze (chociaż jasny to nie jest przymiotnik pasujący do UL/KR) punkty tego albumu to wspominane „Ament”, „Anonim”, „Magia”, a także „Menu”, „Stos”, „Piekło” (najlepszy utwór z tej płyty i w ogóle jak na razie piosenka tego roku w Polsce), „Głupio”, „Bagno”, „Linia” i „Dzieci”.

Katharsis murowane. Pozostaje jeszcze jedna kwestia do rozstrzygnięcia. Czy „Ament” jest płytą lepszą od „UL/KR”? Moja odpowiedź brzmi: nie wiem. Obydwie są wspaniałe. To jest tak samo, jak z płytami Joy Division. Ktoś bardziej lubi „Unknown Pleasures”, ktoś inny woli „Closer”, ale o obydwu wiadomo, że są genialne. Bardzo mnie cieszy też to, że zespół się rozwija i próbuje trochę zmieniać swoje granie. I że robi to udanie. Czy są jakieś minusy, które postawiłbym „Amentowi”? Panowie, czemu tak krótko?

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s