Delta Machine | Depeche Mode

Depeche-Mode-Delta-Machine

Jak wielu jest na świecie fanów zespołu Depeche Mode, tak zapewne istnieje wiele różnych teorii na temat przebiegu kariery Brytyjczyków i ich muzycznego dojrzewania. Jedni powiedzą, że Depesze kończą się na płycie Violator, inni że na Ultra, kolejni zaś nazwą te albumy cezurą wyznaczającą początek dobrej muzyki w wykonaniu zespołu i jako szczyt jego formy wskażą Playing the Angel czy Sounds of the Universe. Niezależnie jednak od dotychczasowych preferencji odnośnie muzyki zespołu, który współtworzą Dave Gahan, Martin Lee Gore oraz Andrew Fletcher, przyszedł czas by każdy fan z uwagą przysłuchał się nowemu, trzynastemu już studyjnemu wydawnictwu Depeche Mode, które nosi tytuł Delta Machine. Warto, bowiem to płyta bardzo dobra o czym świadczy choćby fakt, że w zaledwie trzy dni pokryła się ona platyną.

Muzyka na Delta Machine prezentuje w pewnym stopniu nowe oblicze zespołu. Depesze nie nasycając kawałków intensywną warstwą muzyczną, a raczej kładą nacisk na melodyjność i wyróżnianie poszczególnych dźwięków, nadając im nieco melancholijnego, niekiedy nawet niepokojąco psychodelicznego charakteru. Są tu potencjalne przeboje, ale w większości materiał z tej płyty to – dość nieoczekiwanie – trudna do przyswojenia za pierwszym razem muzyka. Syntezator wygrywa z gitarami, w efekcie czego śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że to krążek bardziej elektroniczny niż popowy. Są też atrakcje. Niekiedy na Delta Machine można dosłyszeć się lekkiego dubstepu oraz bluesu i funku. Czeka nas zatem smakowita, lecz zarazem ciężkostrawna uczta.

Początek albumu z nóg nie zwala. Brytyjczycy witają nas w swoim świecie kawałkiem Welcome To My World. Już po pierwszych brzmieniach słychać, że nie będzie to płyta w stylu tych z ostatnich lat. Uderzająco wyróżniony bas wprowadza nieco mroczną atmosferę, co stanowi rzetelne otwarcie albumu, na którym głównie takich dźwięków będziemy mogli się dosłyszeć. Angel wprawia z kolei w niepokój. Dave stanowczym głosem podśpiewuje do momentami nieskładnej rytmicznie melodii, choć w utworze tym drzemie niemały potencjał. Po którymś z rzędu przesłuchaniu można stwierdzić, że to godny reprezentant muzyki jaką nagrali Brytyjczycy przy okazji wydania Delta Machine. Póki co jednak krążek ten, mimo przyzwoitego brzmienia, w zachwyt nie wprawia. Ciekawiej się robi pod numerem trzy, a więc wraz z pierwszymi akordami singlowego Heaven. Prawdę powiedziawszy, wybór właśnie tego utworu na singla pozostaje dla mnie nie do końca zrozumiały. Ten bardzo spokojny, może nawet najspokojniejszy na całej płycie, kawałek jest naprawdę przyzwoity, jednak swoją przebojowością nie dorównuje chyba żadnemu z dotychczasowo wydawanych przez Depesze singli. Nie zmienia to jednak faktu, że utworowi towarzyszy nienaganna harmonia, mogąc rzeczywiście wprawić słuchacza w niebiański nastrój.

Zbędnego chaosu pozbawiony jest także następny utwór, czyli Secret To The End. Przyjemna elektronika nie tylko rozpoczyna kompozycję, ale również akompaniuje jej przez całość jej trwania. Docieramy w końcu do piątego, najlepszego moim zdaniem kawałka na Delta Machine, który rozpoczyna sekwencję świetnych utworów. My Little Universe rozpoczyna się niepozornie. Nieco niepokojące brzmienie subtelnej elektroniki uświetnia ten cichy kawałek, który z każdą sekundą coraz bardziej wpada w ucho i wwierca się wgłąb czaszki. Gdyby nie typowo gahanowy wokal, można by pomyśleć, że o warstwę muzyczną dbali tutaj artyści zwykle tworzący ambient czy trip-hop. Nie lada niespodzianka czeka nas również pod numerem sześć. Bas w połączeniu z funkowo-bluesowym riffem sprawiają, że monotonny Slow staje się jednym z najsmakowitszych kąsków na całej płycie. Następujący po nim utwór Broken brzmi już troszkę normalniej. Po raz pierwszy można znaleźć w melodii z Delta Machine depeszowy pierwiastek. To bardzo przyzwoita piosenka, stanowiąca dobry przerywnik pomiędzy poprzednikami, a tym co będzie się działo w drugiej połowie albumu.

The Child Inside to kolejny przykład kompozycji, w której monotonne brzmienie całkiem nieźle sprawdza się w twórczości Depeche Mode. Ani melodia, ani słowa nie należą do tryskających optymizmem, jednak elektroniczne wstawki sprawiają, że słucha się tego wyśmienicie. Znacznie więcej energii dostarcza nam utwór numer dziewięć, czyli Soft Touch/Raw Nerve. Klawiszowe, hipnotyzujące tło brzmi tutaj wręcz świetnie, co w połączeniu z przebojowym wokalem wydaje się być kapitalnym materiałem na kolejnego singla. W kawałku Should Be Higher na wyżyny wspina się Dave, który swoim śpiewem bardzo dobrze wstrzela się w intensywną linię melodyjną kawałka. Utwór ten raczej nie zachwyca aż tak jak niektóre z jego poprzedników, jednak na pewno też nie przeszkadza w ciągłym odsłuchiwaniu Delta Machine. Podobnie jest w przypadku Alone. Tu jednak należy zwrócić uwagę na fajnie stosowane zmiany tempa i towarzyszące im klawiszowe partie.

Soothe My Soul może skojarzyć się jednoznacznie z jednym z największych hitów Depesz, czyli Personal Jesus. Melodyjnie i rytmicznie bliźniaczo podobny utwór – z jednolitą, budującą napięcie linią w zwrotkach i momentalnym przyspieszeniem w refrenie – jest niewątpliwie najbardziej przebojowo brzmiącym kawałkiem na całym albumie. Znużone już nadmiarem chaotycznej i niepokojącej elektroniki dusze z pewnością odetchną z ulgą słysząc ten właśnie kawałek. Brytyjczycy żegnają nas piosenką Goodbye. To takie podsumowanie całej kończącej się właśnie przygody z maszyną delta. Lekkie gitarowe brzdąkanie żywcem wzięte z bluesowych klasyków wplecione jest tutaj w hałaśliwe elektroniczne uderzenia. Do tego dochodzi momentami chóralny głos wokalisty przez co całość brzmi dość dziwnie i nieskładnie. W końcówce Dave a capella śpiewa goodbye, a to już jednoznaczny sygnał, że to by było na tyle.

Eksperymenty, niepokojące brzmienia, gatunkowa mieszanka i odstawienie popu na bok – to pierwsze skojarzenia jakie nasuwają mi się po przesłuchaniu Delta Machine. Ten bez wątpienia jeden z najbardziej oczekiwanych albumów bieżącego roku, pozytywnie mnie zaskoczył. Muzyka, nieoczekiwanie nie tak prosta w odbiorze jak dotychczas, poza rzeszą wiernych fanów może też narobić sobie wrogów. Depeche Mode poczynili krok w przód. Udowodnili że nie stoją w miejscu i pomimo upływu czasu wciąż mają świeże pomysły i za to należą im się oklaski.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s