Push the Sky Away | Nick Cave & The Bad Seeds

nickcave

Dla starożytnych Greków posłańcem przynoszącym im wieści od Zeusa i jego wesołej gromady był Hermes. My nad Wisłą też mamy kogoś takiego. Nazywa się Mikołaj Ziółkowski. W dniu w którym poznaliśmy nowego papieża, szef AlterArtu kolejny raz zstąpił z muzycznego Olimpu, by wszem i wobec obwieścić, że na tegorocznej edycji Heineken Opener Fesitvalu obok alt-j, Animal Collective, Arctic Monkeys, Blur, Devendry Banhart, Disclosure, Editors, Hey, Kendricka Lamara, Kings of Leon, Marii Peszek, Modest Mouse, Queens of The Stone Age, Skunk Anansie i Tame Impali wystąpi australijski projekt Nick Cave & The Bad Seeds. Ta fantastyczna wiadomość sprawiła, że wreszcie postanowiłem odrobić zaległości i przysłuchać się bliżej 15. albumowi muzyków z Antypodów, czyli wydanemu po pięciu latach przerwy „Push the Sky Away”. Następca „Dig, Lazarus Dig!!!” ukazał się jeszcze w lutym, więc była to najwyższa pora, żeby sprawdzić czy mistrzowie instrumentów z kraju kangurów, misiów koala i dziobaków nadal potrafią szyć dźwięki na miarę perfekcyjnego kroju swoich garniturów.

Jak mniemam, postaci Nicka Cave’a specjalnie przybliżać nie trzeba. Człowiek instytucja australijskiej sceny muzycznej. Artysta odpowiedzialny za zespoły pokroju The Birthday Party, Grinderman, The Boys Next Door i współpracujący z prawie każdym liczącym się na światowej scenie twórcą. Najważniejsza jest chyba jednak jego kolaboracja ze Złymi Nasionami i jej owoce. Składają się na nie 15 albumów studyjnych powstałych na przestrzeni 30 lat i mniej namacalne, ale niezmiernie istotne piętno, jakie ta formacja odcisnęła na co najmniej trzech pokoleniach muzyków z całego świata. Dlatego „Push the Sky Away” jest jedną z najważniejszych tegorocznych premier i kolejnym wydawnictwem godnym miana „Powrotu Legendy w 2013”. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawia się wątpliwość, czy Nick Cave & The Bad Seeds powracają w stylu godnym swojej renomy.

W przypadku tego zespołu takie wątpliwości są mniej uzasadnione, niż w przypadku jakiejkolwiek innej formacji obecnej przez tak długi czas na scenie muzycznej. Australijczycy są zespołem, któremu słabe płyty po prostu się nie zdarzają. Australijczycy nie śpieszyli się zbytnio z nagraniem tego albumu. Jak już wspominałem od wydania poprzedniej płyty minęło pięć długich lat, ale panowie decydując się na tak długą przerwę między jednym krążkiem a drugim wiedzieli co robią. „Push the Sky Away” jest bowiem albumem dopracowanym w stu procentach i będącym spójną i zamkniętą całością, jak mało które współczesne wydawnictwo. Zespół nagrywał go w XIX-wiecznej posiadłości w Prowansji i to na tym krążku słychać. Jest w nim majestatyczność, wytrawność i subtelność tej minionej epoki. Nie brak też nastroju nieśpieszności prowincjonalnej maison. To sprawia, że płyta ta jest idealną opcją na długie i ponure wieczory przedłużającej się w tym roku zimy. Nick Cave & The Bad Seeds zasiewają w naszych sercach ziarnka melancholii i dzięki nim łatwiej o wyciszenie i osiągnięcie wewnętrznej harmonii. Nie będę opisywał po kolei każdej z piosenek, bo mijałoby się to z celem. Od otwierającego, singlowego „We No Who U R”, aż do ostatniego, tytułowego „Push the Sky Away” album trzyma nastrój i to on jest najważniejszy. Na plan dalszy schodzą wyrafinowane kompozycje i mistrzowskie posługiwanie się instrumentami, których oczywiście też tutaj uświadczymy. Nick częściej melorecytuje niż śpiewa, a towarzyszy mu nieabsorbujący i minimalistyczny akompaniament smyczków, gitar i perkusji. Efekt jest na przekór pozorom fenomenalny. Na wyróżnienie, oprócz pierwszego i ostatniego utworu, zasługują z pewnością „Water’s Edge”, „Jubilee Street”, „We Real Cool” i „Higgs Boson Blues”. Nie znaczy to jednak, że reszta spośród 9 zawartych na „Push the sky Away” kompozycji to bezwartościowe zapychacze, przy których najlepiej w odtwarzaczu wcisnąć przycisk forward. Zakrawałoby to nawet o zbrodnię. Jak już wspomniałem ten album Nicka Cave’a & The Bad Seeds to spójna i zamknięta całość. To znaczy, że należy jej słuchać w całości. Od początku do końca i bez kangurzych skoków.

Z pewnością jest to najpiękniejsza płyta jaką w tym roku słyszałem. Nie da się jej określić mianem przebojowej, czy łatwo wpadającej w ucho. Dużo bardziej pasują do niej przymiotniki nastrojowa, przyjemna, spokojna i subtelna. Nie wiem czy to kwestia ciągłej obecności śniegu za oknem powodującej moją zwiększoną wrażliwość na taką muzykę, ale „Push the Sky Away” to przekaz trafiający do mnie w stu procentach. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to płyta wybitna. Bardzo jestem ciekaw jak moja obecna opinia wyjdzie z konfrontacji z Nick Cave & The Bad Seeds na żywo w pewien lipcowy wieczór nad Bałtykiem.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s