Graffiti On The Train | Stereophonics

Odczucia związane z oczekiwaniem na nowy, ósmy już, krążek zespołu Stereophonics były mieszane. Ci bardziej sceptyczni fani obawiali się, że następca słabego albumu Keep Calm And Carry On, promowanego między innymi lekko popowym singlem Innocent, nie zwali ich z nóg. Nadzieje na przyzwoity kawał muzyki od Walijczyków stworzył dopiero rewelacyjny kawałek In A Moment, który od początku tego roku zapowiadał nadchodzące wydawnictwo Graffiti On The Train. Album ukazał się oficjalnie 4 marca i wówczas wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Stereophonics powrócili w naprawdę godnym podziwu stylu.

Graffiti On The Train powstał po czteroletniej przerwie zespołu. Wcześniej Brytyjczycy nagrywali nowe wydawnictwa praktycznie co rok i można było przewidzieć, że w końcu zabraknie im pomysłu na stworzenie czegoś oryginalnego i nawiązującego do ich najlepszych czasów zarazem. Kurtyna zapadła ostatecznie w 2009 roku, kiedy to wydany wówczas album Keep Calm And Carry On nie został przyjęty równie ciepło co większość dotychczasowych płyt Stereophonics. Nowy krążek jednego z największych (obok Manic Street Preachers) przedstawicieli walijskiej sceny rockowo-alternatywnej nagrany został w składzie: Kelly Jones (wokal), Richard Jones (bas), Adam Zindani (gitara) oraz Javier Weyler (perkusja). W miejsce tego ostatniego tuż po nagraniu materiału na Graffiti On The Train do ekipy dołączył Jamie Morrison, znany wcześniej z indie rockowej kapeli Noisettes. Próba przyrównania dziesięciu utworów zawartych na krążku do poprzedniej twórczości zespołu mogłaby zakończyć się fiaskiem, bowiem Graffiti On The Train reprezentuje odświeżone brzmienie muzyki zespołu, po części nawiązujące do starszych jego dokonań, lecz w większości potwierdzające dojrzałość i nowe inspiracje i pomysły członków Stereophonics.

Płytę otwierają delikatne dźwięki kawałka We Share The Same Sun. Niepozorna melodia jest jednak zwiastunem energicznego przyspieszenia w refrenie, przyspieszenia tempa z późniejszych zwrotkach i w końcu rewelacyjnych solówek w samej końcówce. Może utwór nie ma szczególnych zadatków na stanie się wielki hitem zespołu, jednak bardzo godnie rozpoczyna album, który przecież tak bardzo potrzebuje dobrego pierwszego wrażenia. Pod numerem dwa nie doszukamy się już tyle hałasu. Kryje się pod nim tytułowy kawałek Graffiti On The Train. Ten spokojny, choć uderzająco ekspresyjny i melodyjny utwór dostarcza nie tylko doznań dźwiękowych, ale przede wszystkim chwyta za emocje i pobudza wyobraźnię. Wszystkim niedowiarkom ta pierwsza para piosenek powinna wystarczyć do stwierdzenia, że zespół poczynił znaczny krok w przód w porównaniu z poprzednim albumem. Kolejny kawałek na płycie to Indian Summer. Można doszukać się w nim melodii równie pięknych jak w poprzednikach, jednak nieco od nich odstaje. Jedno należy zespołowi za ten kawałek jednak przyznać: to jedno z najbardziej przebojowych dzieł na całej płycie. Riffy momentalnie wpadają w ucho, podobnie jak refren który wręcz zmusza do podśpiewywania pod nosem. Nic zatem dziwnego, że Walijczycy wybrali właśnie Indian Summer jako kolejny singiel promujący krążek. Nie dziwi również fakt, że to najwyżej sklasyfikowany w UK Singles Chart singiel Stereophonics od aż sześciu lat. Z bardzo ciekawą kompozycją mamy do czynienia pod numerem czwartym. Mroczne intro utworu Take Me sprawiają wrażenie jakby był to brat singlowego In A Moment. Odczucie to odchodzi na bok w momencie w którym klimat zaczyna tworzyć swoim śpiewem Kelly Jones wspierany przez kobiecy wokal. Kawałek nie zwala z nóg, niemniej słucha się go bardzo dobrze. Zwłaszcza, że następujący po nim całkowicie kontrastujący Catacomb to istna bomba. Surowe brzmienia gitar, szybka perkusja i zadziorny wokal Jones`a współtworzą kompozycję rewelacyjną. To nie tylko jeden z najlepszych kawałków na Graffiti On The Train, ale także z całej karierze Stereophonics. Fantastyczna energia i moc z jaką uderza Catacomb pobudza do działania udowadnia, że nowa odsłona zespołu obfituje w różnorodność i takie właśnie muzyczne niespodzianki.

Podobny hałas wywołuje rozpoczynający drugą połowę albumu utwór Roll The Dice, w którego brzmieniu można doszukać się analogii do twórczości zespołu Kasabian. Dużo ciszej jest pod numerem sześć. To wszystko za sprawą Violins And Tambourines, za sprawą którego przez kilka minut z głośników bije melancholia, momentami wręcz psychodelia. W końcówce Walijczycy jednak zaczynają budować napięcie i podkręcają tempo w efekcie czego mamy do czynienia z podniosłym finałem. Ósma piosenka to akustyczny rodzynek na całym wydawnictwie. Choć tytułem kawałek Been Caught Cheating przywołuje skojarzenia z utworem Been Caught Stealing zespołu Jane`s Addiction, to muzycznie nie mają one ze sobą nic wspólnego. Dzieło Stereophonics to melodyjny, słoneczny, chciałoby się powiedzieć ogniskowa gitarowa piosenka. Można się przez kilka minut pokołysać w rytm tych subtelnych brzmień jakimi uraczyli nas Walijczycy. Pogwizdywanie rozpoczynające przedostatni na płycie kawałek to znak, że w końcu doczekaliśmy się zwiastującego cały album singla In A Moment. Tajemnicze dźwięki jakimi jest on okraszony jednak nie nudzą się. Wydanie całego albumu często powoduje, że pierwszy singiel, choćby nie wiem jak świetny, staje się cieniem dla całego wydawnictwa. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Umieszczenie In A Moment na niemal samym końcu listy utworów to sprytne zagranie ze strony zespołu. Pozwala ono bowiem skonfrontować go z usłyszanym przed chwilą materiałem zawartym na albumie i z czystym sumieniem przyznaję, że utwór ten idealnie wstrzelił się w koncepcję całej płyty. Wspólnie z dziesiątym, a więc ostatnim, balladowym No-one`s Perfect, rewelacyjnie wieńczą całe Graffiti On The Train. Śpiewane w No-one`s Perfect słowa nothing`s gonna last forever, wzbudzają poczucie żalu, że podróż wymalowanym w graffiti pociągiem dobiegła właśnie końca.

Stereophonics powrócili w spektakularny sposób. Graffiti On The Train to płyta bardzo dobra, jednak stuprocentowe przekonanie co do tego, wymaga kilkukrotnego zapoznania się z materiałem jaki został na niej zawarty. Pierwsze przesłuchanie wzbudziło we mnie ciekawość i chęć do kolejnego odtworzenia płyty, drugie utwierdziło w przekonaniu, że to kawał porządnej muzyki, a trzecie sprawiło, że trudno mi dziś oderwać od niektórych jej fragmentów. Komu muzyka Stereophonics w wersji studyjnej nie wystarczy, ten będzie mógł przekonać się jak twórczość Walijczyków brzmi na żywo, bo zespół pojawi się latem w Warszawie.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s