Trzydziestka na karku „War”

war

Jesteście sobie w stanie wyobrazić wściekłego Bono? Takiego naprawdę solidnie wkurwionego na otaczającą go rzeczywistość? Wiem, że trudno aby taki obraz stanął przed naszymi oczami. Wszak ten kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla i lider irlandzkiego U2 nie miałby teoretycznie powodów, żeby narzekać na świat. Osiągnął gigantyczny sukces, jego pensja ma pewnie tyle cyfr co numer telefonu komórkowego a sam może w tych swoich drogich okularach, mokasynach i lnianych spodniach wiecznie wypoczywać na Bahamach, albo w Trynidadzie i Tobago. Niemniej jednak był taki rok, kiedy Bono się wkurwił. Efektem tej złości był album, który 28 lutego skończył 30 lat.

Rokiem, w którym Bono tak bardzo się wzburzył był rok 1982. U2 było w krytycznym dla wielu zespołów momencie istnienia, mianowicie po wydaniu dobrze odebranego przez krytykę debiutu (wydane w 1980 „Boy”) i drugiej płyty („October” z 1981), która była słabsza od pierwszej i zawiodła oczekiwania. Bono, The Edge, Adam Clayton i Larry Mullen mieli opinię zespołu obiecującego, ale wciąż czekającego na udowodnienie własnego talentu. Zespół wszedł w maju 1982 do studia w celu nagrywania trzeciego albumu. Poprzednie dotyczyły problemów okresu dojrzewania i sposobów na pogodzenie Boga z rock’n’rollem (sic!). Tym razem miało być o polityce. Inaczej mówiąc trzecia płyta Irlandczyków miała być pro publico Bono.

u2

Powodem dla którego tak się stało było to, że „w 1982 wojna była wszechobecna. Od Falkland, przez Bliski Wschód aż po Afrykę południową, wszędzie była wojna.” cytując Bono. Z tego też powodu album dostał wyzywający tytuł „War”. Przy okazji miała być to też próba zespołu zerwania z łatką kapeli bezpłciowej i delikatnej. Temu miała również służyć mocna w przekazie okładka. Twarz wściekłego chłopca (tego samego który pojawił się na coverze krążka „Boy”) z drażniącym oczy czerwonym napisem „War” miała za zadanie prowokować i zachęcać do sięgnięcia po album potencjalnych słuchaczy. Wyszło to chyba całkiem nieźle, bo album w krótkim czasie zdetronizował na pierwszym miejscu listy sprzedanych płyt w Wielkiej Brytanii nie byle kogo, bo „Thriller” Michaela Jacksona. Nie byłoby to jednak możliwe za sprawą samej okładki. Najważniejsza była oczywiście muzyka.

A ta była bardzo dobra. 10 piosenek wchodzących w skład tego albumu znacznie różniło się od wcześniejszych (i późniejszych) albumów irlandzkiej formacji. Już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę „Sunday Bloody Sunday” mamy do czynienia z bardzo surowym i prostym brzmieniem. Marszowy, niemalże wojskowy, rytm perkusji, nieskomplikowany riff gitarowy, przenikliwe skrzypce elektryczne i mocno naładowany emocjami wokal Bono sprawiły, że ten pacyfistyczny protest song odniósł olbrzymi sukces. Jak to bywa z protest songami bardzo ważny jest tekst opowiadający o masakrze dokonanej przez brytyjskie wojsko na pokojowych demonstrantach 30 stycznia 1972 roku w północnoirlandzkim Derry. Podobno The Edge napisał ten utwór będąc na krawędzi po sprzeczce ze swoją dziewczyną. Kolejne ważne utwory to „Seconds” opowiadający o groźbie przypadkowego konfliktu nuklearnego i szczególnie bliski nam, Polakom utwór „New Year’s Day”. Piosenka początkowo powstająca jako prezent Bono dla jego żony przerodziła się w przejmujący utwór o Solidarności i Stanie Wojennym. Był to pierwszy prawdziwy hit zespołu, do dziś jest wykonywany na koncertach i uznawany jest za jedno z najlepszych dokonań Wielkiej Czwórki z Dublina.

W innych piosenkach z tej płyty zespół zabierał głos w kwestiach takich jak prostytucja („Red Light”), czy miłość („Two Hearts Beat as One”). Znajdziemy na niej też prztyczek w nos krytykom zespołu zarzucającym U2 zbyt mało „punkowy charakter” w postaci „Like a Song”. Uwagę zwracają także spokojniejszy i bardziej nostalgiczny utwór „Drowning Man” i energetyczny „The Refugee”. Słabiej nieco wypadają dwa ostatnie utwory, czyli „Surrender” i „40”, ale takie spokojne zakończenie tej bardzo żywiołowej płyty też ma swoje uzasadnienie. Po wydaniu tego albumu zespół ruszył w przełomową dla siebie trasę „War Tour”. W jej czasie przekształcił się z zespołu klubowego w zespół stadionowy, a świat oszalał na punkcie U2. Bono okazał się być wcale energicznym frontmanem (min. w czasie wykonywania „New Year’s Day” wspinał się na rusztowania i wymachiwał polską flagą), a publiczności przypadło do gustu  surowe brzmienie irlandzkiej kapeli. Zapis tej trasy został zresztą wydany na krążku „Under a Blood Red Sky” (fragment tekstu z „New Year’s Day”), więc do dziś można podziwiać jak rodzi się legenda. Bo mimo, iż U2 do moich ulubionych zespołów nie należy, to miana legendy odebrać im nie sposób. A wszystko zaczęło się na dobre wraz z „War” wydaną 30 lat temu.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s