John Frusciante – niepokorny wirtuoz gitary

Był niepokornym uczniem, w zasadzie samoukiem, a obecnie jest inspiracją dla wielu amatorów gitarowego brzdąkania. Jego drastyczne upadki i zderzenia z szarą rzeczywistością rockmana ukształtowały jego niepowtarzalny styl oraz doprowadziły do tego, że dziś jest jednym z najważniejszych gitarzystów świata. Niefortunne dla jednych zbiegi okoliczności pozwoliły mu stać się tym kim jest teraz – żywą legendą muzyki. John Frusciante obchodzi dzisiaj, tj. 5 marca, swoje 43. urodziny i to, że wciąż jest wśród nas i raczy nas swoją twórczością w dużej mierze zawdzięcza szczęściu.

Początek historii Johna ma miejsce w Nowym Jorku, gdzie w 1970 roku przyszedł na świat. W odróżnieniu od większości późniejszych celebrytów świata muzycznego (choć w przypadku tego człowieka słowo celebryta to dość ryzykowne określenie) nie był wychowywany w biedzie, skończył studia, był samodzielny. Jego rodzice żyli w separacji ale młody Frusciante nie odczuwał braku spokojnego, stabilnego życia rodzinnego. Najważniejsze było to, że zarówno ojciec jak i matka mieli w sobie muzyczny pierwiastek. To wystarczyło by zaszczepić w chłopcu pasję do słuchania i uczenia się gry na jakimś instrumencie. Padło na gitarę. Pośród rozlicznych fascynujących Johna artystów na czele z ówczesnymi gigantami: Page`m, Hendrixem czy Zappą, chłopak wpadł w końcu na twórczość Red Hot Chili Peppers, czyli zespołu nieco wykraczającego poza muzyczne normy jak na tamten czas. To właśnie ten aspekt stanowił dla Frusciante podstawę do tego, by bliżej zaznajomić się z ich twórczością. Miał wtedy kilkanaście lat. Red Hotom daleko było jeszcze wówczas do międzynarodowej renomy jaką cieszą się współcześnie. Byli wtedy gdzieś między Freaky Styley a The Uplift Mofo Party Plan, więc nie mieli w zasadzie na swoim koncie żadnego znanego szerszej publice przeboju. John zawsze uciekał od komercji i medialnego szumu, a więc tamci Peppersi byli doskonałym zespołem na którym mógł skupić swoją uwagę. Poznał nawet osobiście Slovaka, ówczesnego gitarzystę RHCP. Nie sądził jednak, jak bardzo losy tego człowieka wpłyną na dalszy przebieg jego życia. Slovak, będący jego kumplem i autorytetem zarazem, brzydko ujmując, w 1988 zaćpał się na śmierć, a Papryczki rozpoczęły castingi na nowego gitarzystę.

Nie było lepszego kandydata na to stanowisko. Frusciante znał przecież kawałki zespołu na wylot i potrafił zagrać każdy riff stworzony przez Slovaka. John zaprzyjaźnił się z Kiedisem i Flea, parę razy zamykali się w jakiejś przytulnej piwniczce i wspólnie grali. W końcu pomysł włączenia go do zespołu wszedł w życie. Wszystko zbiegło się w czasie z wciągnięciem w jego ramy również perkusistę Chada Smitha. Oto rozpoczął się całkiem nowy rozdział w życiu Frusciante. Zawsze marzył o graniu w rockowym zespole i urzeczywistnieniu popularnego swojego czasu sex, drugs & rock’n’roll. Ówczesny stan rzeczy był idealny – Peppersi nie grali dla pieniędzy, tylko dla idei. I tak oto powstał Mother’s Milkczyli prawdopodobnie najlepszy album RHCP. Radość Frusciante było słychać w tym, co na tym albumie nagrał – jego riffy były żywiołowe, spontaniczne, wyrażające w pełni jego stosunek do muzyki. Pojawił się jednak jeden ewenement. Muzyka zespołu zaczęła się podobać szerszej publiczności, czego potwierdzeniem był kolosalny sukces jaki odniósł wydany w 1991 kolejny album Blood Sugar Sex Magik, a to już gitarzyście się nie podobało. Efekt? John zaczął się buntować, odmawiał udziału w koncertach i w końcu drugs wzięły górę nad sex & rock’n’roll i muzyk definitywnie opuścił szeregi zespołu.

Peppersi znowu musieli szukać gitarzysty, a sam Frusciante pogrążył się w swoim własnym, narkotycznym świecie. Nieszczęścia się zaczęły kumulować. Uzależnienie od heroiny i marihuany momentalnie odwróciły losy artysty, który niemal nieustannie pozostawał oddalony od świadomości i jakichkolwiek ludzkich instynktów. Nie przestawał jednak tworzyć. Interpretacja jego malarskich i muzycznych dzieł, a w zasadzie wytworów jego odurzonej wyobraźni, pozostaje do dziś nie do ogarnięcia przez umysł przeciętnego homo sapiensa. W takich właśnie okolicznościach powstał pierwszy solowy album Johna – Niandra LaDes And Usually Just A T-Shirt. Płyta ta stoi na mojej półce i budzi grozę za każdym razem gdy na nią spojrzę. To prawdopodobnie najbardziej psychodeliczny i uderzający wgłąb wyobraźni album z jakim miałem do czynienia. Słychać na niej mnóstwo niedopuszczalnych dziś niuansów w postaci łamiącego się głosu, niezidentyfikowanego szumu, czy zupełnie pozbawionych rytmu melodii. Jest w tym wszystkim jednak coś porywającego, co mimo wszystko pozwala zaryzykować stwierdzenie, że to świetny album – nie pod względem muzycznym, lecz z punktu widzenia ekspresji jaką ta muzyka wyraża. To nie jedyne wydawnictwo jakie Frusciane nagrał w tym okresie. Później pojawiło się jeszcze kolejne, zatytułowane Smile From The Streets You Hold, pod wieloma względami podobne do poprzednika, jednak już nie tak drastyczne. W międzyczasie heroina doszczętnie wyniszczała organizm muzyka, co doprowadziło go do śmierci klinicznej. Los jednak za wszelką ceną nie pozwalał Johnowi na dobre opuścić świat żywych. Dwukrotnie, albo i więcej, był dosłownie o krok od śmierci, jednak za każdym razem cofał się i wracał.

Odwyk pozwolił mu rozpocząć życie na nowo. Zarówno on, jak i pozostali członkowie RHCP, którym po odejściu Dave`a Navarro ponownie brakowało gitarzysty, uświadomili sobie, że nie są w stanie funkcjonować osobno. Frusciante wrócił do zespołu i pogodził się z koniecznością bycia rozpoznawalną na całym świecie postacią [sic!]. Zawsze jednak pozostawał w cieniu pozostałych Peppersów. Nagrali wspólnie trzy albumy: Californication, By The Way i Stadium Arcadium. Ponadto koncertowali razem i choć nie obyło się bez sprzeczek i plotek o ponownym rozpadzie, wytrzymali ze sobą ponad dekadę. Był to okres największej muzycznej płodności Johna. Zespół był dla niego priorytetem, jednak nie zaniedbywał też swojej solowej twórczości, bo w końcu był to czas kiedy powstały jego największe dzieła, takie jak Shadows Collide With People, DC EP oraz Curtains, a także nieco późniejszy The Empyrean.  Muzyka na tych płytach to gitarowy kunszt – eksperymentalne, lecz nadzwyczaj dojrzałe brzmienia strun z przeplataną między nimi delikatną, nastrojową elektroniką. Założył też osobny projekt muzyczny noszący nazwę Ataxia, w którym udziela się także Josh Klinghoffer. Ma również za sobą epizod w zespole The Mars Volta, z którego wokalistą Omarem Rodriguezem Lopezem nagrał niedawno wspólną EPkę. Solowe dokonania Johna pozostają jednak daleko od jakiejkolwiek komercji i gwarantują mu to, na czym od dawna mu zależało, czyli spokój i pozbawione presji życie. To zaważyło nad podjęciem decyzji o ponownym odejściu z Red Hot Chili Peppers. Jego miejsce w zespole zajął Josh, a sam John mimo wszystko zawsze pozostanie zapamiętany jako legendarny członek kalifornijskiego zespołu. Jego ostatnie samodzielne wydawnictwo długogrające to krążek PBX Funicular Intaglio Zone z ubiegłego roku. Na liście artystów z którymi Frusciante współpracował znajduje się mnóstwo nazwisk z najróżniejszych środowisk muzycznych, począwszy od klasyków takich jak Johnny Cash, Macy Gray i David Bowie, przez Perry’ego Farrella z Jane’s Addiction i Dave’a Gahana, aż po nieco bardziej wydawałoby się egzotycznych muzycznie Wu-Tang Clan i Tricky’ego.

Dzisiaj Frusciante obchodzi 43. urodziny. Przetrwał lekcję życia, z jaką nie dawało sobie rady mnóstwo wybitnych muzyków i dzięki temu dostał kopa, który ukształtował go jako samodzielnego, wielkiego gitarzystę. Sam przyznaje, że nie żałuje niczego co przydarzyło się w ciągu tych wszystkich lat. Ocierał się o śmierć, zadrwił z niej i być może uznał, że ma jeszcze światu wiele do zaoferowania. Wciąż nagrywa i miejmy nadzieję, że nagrywał będzie przez co najmniej kolejne dziesiątki lat.

Róg

2 responses to “John Frusciante – niepokorny wirtuoz gitary

  1. Epizod z The Mars Volta? Przecież John grał na wszystkich płytach TMV, na Amputechture słychać jego charakterystyczne solówki przez całą płytę. Grał też w każdym kawałku z Bedlam in Goliath i Octahedron

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s