Devils in Disguise | Little White Lies

LWL

Łódź jest na polskiej scenie muzycznej ewenementem. Jak pisaliśmy tutaj wywodzi się z niej wiele znakomitych zespołów grających w Polsce. To sprawia, że warto na bieżąco obserwować co się w tym mieście przy skrzyżowaniu autostrad ciekawego dzieje. Jedną z okazji do zrobienia sobie przeglądu najciekawszych/najlepszych albumów nagranych przez muzyków z tego miasta jest organizowany od zeszłego roku plebiscyt Łódzka Płyta Roku. Za pośrednictwem krótkich wiadomości tekstowych, płacąc niewielkie pieniądze plus VAT mieszkańcy Łodzi mogą oddać swój głos na ulubiony zespół. Żeby nie zostawiać wszystkiego przypadkowi przyznawana jest też prestiżowa nagroda jury. W zeszłym roku laureatem nagrody głównej został zespoł Power of Trinity za album „Loccomotiv” (mimo, że są z Koluszek a nie z Łodzi), natomiast nagroda jury za rok 2011 powędrowała w ręce weteranów i twórców łódzkiej sceny alternatywnej, czyli zespołu Cool Kids of Death. Uhonorowano w ten sposób ich ostatni album „Plan Ewakuacji”. W tym roku konkurencja była dużo ostrzejsza, co przyznawał jeden z członków jury, redaktor radiowej Trójki Piotr Stelmach. On i reszta jurorów uznali za najlepszą płytę roku 2012 fenomenalny debiutancki krążek zespołu Kamp! Główna nagroda niespodziewanie powędrowała jednak w ręce mniej znanego duetu Little White Lies. Łodzianom szczególnie do gustu przypadł ich album „Devils in Disguise”. Czy mieszkańcy Bałut, Widzewa i innych dzielnic tego miasta bez rzeki mają dobry gust muzyczny?

Słów kilka o samym zespole. Tworzą go wokalistka Katarzyna Bartczak, gitarzysta Zbyszek Kerenc i automat perkusyjny. Jak można przeczytać na ich profilu na Facebooku zaczęło się od przypadkowego spotkania na sali prób i dwóch butelek wina. Nazywani są „polskimi The Kills” i jest dużo racji w tych głosach. Ich płyta powstawała od marca 2011 roku, a ukazała się w listopadzie 2012 roku. Otwiera ją singlowy kawałek „Don’t breath until I tell you to”. Dobrze brzmiące rzężenie gitary połączone z wokalem Kasi bardzo ciekawie się razem prezentują. W tym utworze duet pokazuje swoje rock’n’rollowe pazury. Potem jest dobrze. Może nie wstrzymujemy oddechu z zachwytu ale muzyka nie rani naszych uszu, a momentami nawet sprawia im dużą przyjemność. Łechcące nasze receptory fal dźwiękowych z pewnością są partie gitarowe Zbyszka. Tak jest w drugiej piosence, spokojnym „Substitute for Love”, w którym bardzo pasuje to gitarowe jęczenie i w trzecim „Velvet Revolution”. Czwarty utwór to „Waste Time”, ale przesłuchanie go stratą czasu nie będzie. Fenomenalnym utworem jest „Farewell”. Leniwy początek z nostalgicznie zawodzącą gitarą i cicho wybijany rytm sprawiają, że bardzo wygodnie się ten utwór rozsiada w naszych małżowinach. Dialog wokalów również jest ciekawym manewrem, który opłacił się zespołowi. „Save me” to szybsza kompozycja, ale utwór wpada jednym uchem a wypada drugim. Tak samo jest niestety też z kolejnym „Wedding Dress”. Dużo lepiej brzmi natomiast „adr”. Whitestripesowa gitara  i nieśpieszny, nieco bluesowy klimat tego kawałka są jego dużymi atutami. Taki sam nastrój, jednak z nieco ostrzejszym pazurem jest w „Just Black”. „Sunflowers” to z kolei bardzo „letnia” i spokojna piosenka. Idealna do leżenia na łące i gapienia się w niebo ze słomką w zębach. Ten obrazek szybko zostaje wymieciony z naszej czaszki za sprawą „Hurricane”. Ta nieco dłuższa od pozostałych kompozycja ma bardzo charakterystyczne, miarowe tempo. Do czasu. Pod koniec jest dużo hałasu i szaleństwa. „Three Days” i „In the woods” bardzo przyjemnie zamykają tę łódzką płytę roku 2012.

Mam jednak pewne wątpliwości, czy wybór Łodzian jest słuszny. Uważam, że, nic nie ujmując Little White Lies, powstały w przeciągu ostatnich 12 miesięcy płyty lepsze w tym mieście. Chociażby doceniony przez jurorów „Kamp!”, który jest moim zdaniem najlepszym albumem jaki powstał nie tylko w Łodzi, ale w całej Polsce. Snoop Dog (czy Snoop Lion, nie nadążam za nim) polecał płytę Izy Lach, a pochlebne opinie zbierały też „Songs that make sense” Macieja Werka. Niemniej jednak gratulacje dla Little White Lies. Ich muzyka brzmi świeżo i na pewno warto dlatego samemu sprawdzić czy efekty ich twórczość to rzeczywiście takie diabły, tylko że w przebraniu. Teraz sympatyczne facjaty Katarzyny i Zbyszka zawisną na ulicach Łodzi (część nagrody) a ich karierę spotka zapewne dynamiczny rozwój, jak miało to miejsce w przypadku Power of Trinity. Duże brawa również dla łódzkiego Co Jest Grane za inicjatywę. Promowanie miasta przez muzykę to zdecydowanie dobra idea i za przykładem Łodzi powinny pójść pozostałe miasta. Skorzystać na tym mogą wszyscy. Urzędnicy, dziennikarze, artyści, motorniczy, piekarze, stolarze, prawnicy, lekarze, profesorowie, nauczyciele, maklerzy, pielęgniarki i hydraulicy też.

Lewandowski

One response to “Devils in Disguise | Little White Lies

  1. nazywani są polskimi The Kills? ahahhahahaha, to jest zbyt śmieszne🙂 ) oni tylko starają się być jak The Kills, co wychodzi przekomicznie. mogą tłumaczyć to tym, że się inspirują tym zespołem, ale po nich widać, że nie mają własnego pomysłu na siebie. jedyne, co robią to kopiowanie wizerunku. najbardziej bawi mnie wokalistka.😀 myśli, że jak ubierze się i uczesze jak Alison Mosshart to zaraz będzie do niej podobna. niestety, ona nawet w pięciu procentach nie dorównuje Alison. to przykre, że woli zerżnąć wizerunek, ale najwidoczniej nie jest na tyle kreatywna, żeby wymyślić coś swojego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s