Merchandise na OFF Festivalu 2013

Z naszego rodzimego festiwalowego podwórka nie tylko Open’er swym line-upem może narobić smaku na wakacyjną muzyczną wielodaniową ucztę. Lista zapowiadanych artystów, mających wystąpić w tym roku na OFF Festivalu również prezentuje się bardzo, bardzo ciekawie. Po ostatnich ogłoszeniach wiemy już, że do Merchandise’a, Deerhuntera, Laureli Halo, METZa i Jensa Lekmana dołączą zespoły The Walkmen, The Pop Group, Thee Oh Sees, Alunageorge, Blondes, Supergirl & Romantic Boys, Tres.B oraz Bisz. Myślę, że nie tylko ja już teraz zastanawiam się jak uciułać wystarczającą sumę, by pojawić się na początku sierpnia w Katowicach, z biletem w kieszeni.

Zacznę od jednego z moich ciekawszych odkryć ostatnich miesięcy, od zespołu jeszcze z pierwszych OFFowych ogłoszeń. Od zespołu, który zgodnie z powiedzeniem „nie ma cię na pejsbooku, nie istniejesz” nie istnieje. Od amerykańskiego zespołu Merchandise. Ich koncert w Katowicach to na pewno bardzo dobra informacja dla wszystkich tych, którzy poszukują świeżych, ciekawych gitarowych brzmień, zamoczonych w tradycji brytyjskiego rocka i popu lat 80. (a przy okazji dla tych, którzy czują guilty pleasure słuchając zespołów o których  nikt w Polandii raczej nie słyszał).

350fcfb6

fot. Andrew Horn

Choć ten obecnie czteroosobowy zespół pochodzący z Tampy (niedawno do grupy dołączył nowy perkusista) swoją działalność rozpoczął już prawie 5 lat temu, uwagę słuchaczy i krytyków muzycznych spoza Florydy przyciągnął dopiero w zeszłym roku. Stało się tak za sprawą wydanego nakładem Katorga Works longpleja Children of Desire (którego pobrać, zupełnie za darmo, możecie tutaj). Podobnie jak na poprzednim albumie Strange Songs (In the Dark), Carson Cox, David Vassalotti i Patrick Brady odchodzą od początkowej mieszanki mocnego hardcore’u i punka, znanej z ich wcześniejszych dokonań (bardzo charakterystycznej dla alternatywnej sceny muzycznej w Tampie).

Część natłoku ciężkich, niskich brzmień gitar i nieokiełznanych krzyków zastąpiła natomiast trochę twee-popowa lekkość i melodyjność oraz bardziej noise-popowe brzmienie. Na Children of Desire słychać również The Smithsów (szczególnie w partiach wokalnych) czy inspiracje twórczością Echo & The Bunnymen. Duet Cox/Vassalotti, czyli kompozycyjny rdzeń zespołu, nie ukrywa również (choć muzycy stronią od „gatunkowania” ich muzyki) wspólnej fascynacji krautrockiem. Niesamowite gitarowe ściany dźwięków oraz przyjazne, zapadające w pamięć riffy budowane  przez Vassalottiego, w połączeniu z jednym z najlepszych i najbardziej charakterystycznych męskich wokali jakie słyszałem od dłuższego czasu, dają naprawdę cudowny efekt. Trzeba przyznać, że Carson Cox, z manierą bardzo przypominającą tę, z jaką czarował Morrissey, swoim głosem potrafi pływać po pięciolinii z gracją baletnicy.  To właśnie barwa i siła głosu lidera Merchandise jest dla mnie tym czymś co sprawia, że chce się do tej płyty wracać. Jeśli chodzi o zdolności wokalne –  Carson jest prawdziwym Coxem.

Co ciekawe, Children of Desire nagrywane było bez udziału żadnego perkusisty. Cała sekcja rytmiczna oparta została na drum machine, które o dziwo, dzięki sprawnie zaaranżowanemu tłu, nawet tak bardzo nie przeszkadza. Oczywiście, trochę denerwuje plastikowość i płytkość jej brzmienia, ale cała reszta skutecznie odwraca od tego mankamentu uwagę. Słuchając Merchandise, nie będziemy pod wrażeniem niesamowitych zmian rytmu i spektakularnych, budujących napięcie przejść. Szkoda, ale z drugiej strony nie ma co narzekać, bo plusów jest o wiele, wiele więcej.  Wymieni je za mnie blisko 11-minutowe Become What You Are:

Coś na pewno odróżnia Merchandise od innych, młodych, hajpowanych przez portale muzyczne zespołów. Okładka płyty, która jest po prostu jakimś bazgrołem wykonanym długopisem; dość kiepska, szumiąca jakość nagrań (większość materiału nagrywana była w domu); mieszanka inspiracji i gatunków bardzo niechętnie dająca się określić – to wszystko sprawia, że panowie z Merchandise na pewno nie przystają do zasad i wymogów rynku, ani tym samym, nie są Towarem, który, wojując światowy rynek muzyczny będzie kroczył drogą usłaną różami (11 minutowych utworów raczej nie puszczą im w radiu). Tym bardziej cieszy fakt, że ktoś w Polsce takie zespoły zauważa i zaprasza na festiwale. Muzyczny dystans czasowy z resztą świata dzięki temu troszkę topnieje.

A oto kawałek Anxiety’s Door, promujący najnowszą epkę Total Nite, który, jak mniemam, grupa przedstawi nam w pełnej krasie na OFFie.

Maciejeski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s