Editors wracają do Polski!

Każdy kolejny zespół ogłoszony na tegoroczną edycję Openera wzbudza euforię wśród coraz to większej rzeszy melomanów zarówno z Polski, jak i z całej Europy. Tak tak, z autopsji wiem, że teren festiwalu co roku roi się od obcokrajowców przyjeżdżających do Trójmiasta nie tylko z sąsiadujących z Polską państw. Do rewelacyjnego składu w który jak dotychczas wchodzili między innymi Blur, Arctic Monkeys, Animal Collective, Tame Impala czy Queens Of The Stone Age dopisani zostali wczoraj tacy artyści jak Skunk Anansie, Modest Mouse, Alt-J oraz Editors. To wybuchowa rockowo-alternatywna mieszanka która jest kolejnym potwierdzeniem tego, że dwunasta odsłona festiwalu ma szanse być najlepszą w historii istnienia organizowanego przez agencję Alter Art wydarzenia, a także tego że Opener to impreza śmiało mogąca równać się już z czołówką zachodnich festiwali. Ja osobiście dreszcz ekscytacji poczułem najmocniej w momencie usłyszenia, że line-up zostanie wzbogacony o zespół ostatni z wyżej wymienionej przeze mnie czwórki czyli Editors którzy wystąpią 3 lipca, czyli pierwszego festiwalowego dnia, na jednej scenie z Blur. Przedstawiam pięć najważniejszych powodów dla których warto będzie wpisać ten dzień w kalendarz wakacyjnych planów i zobaczyć Editorsów na żywo w naszym kraju.

1. Editors to zespół względnie młody, a mimo to doświadczony jak mało który wykonawca na brytyjskiej alternatywnej scenie muzycznej.  Powstali w 2002 roku w angielskim Birmingham. Zaczynali w zasadzie od zera, jak każdy młody, dopiero rozpoczynający swoją karierę zespół. Ich pierwsze próby mogli usłyszeć jedynie stali bywalcy kameralnych, lokalnych lokali, w których to występujący wówczas pod nazwą Pilot (lub później The Pride oraz Snowfield) stawiali swoje pierwsze sceniczne kroki. Debiutanci błyskawicznie wzbudzili jednak zainteresowanie mediów oraz szerszej publiki. Jeszcze przed wydaniem pierwszego profesjonalnie nagranego singla, Brytyjczycy zapraszani byli na wywiady i występy m.in. do kanału pierwszego BBC Radio. Dynamiczna kariera skutkowała w końcu podpisaniem kontraktu z wytwórnią Kitchenware Records i wydaniu swojego debiutanckiego albumu w 2005 roku. Kolejne wydawnictwa ukazywały się w latach 2007 i 2009. Każda z płyt pokryła się platyną – dwa pierwsze albumy w Wielkiej Brytanii, a trzeci w Belgii. Po wydaniu ostatniego z nich Editors zrobili sobie przerwę w nagrywaniu, jednak mimo to intensywnie koncertowali na całym świecie. W ciągu kilku lat wielokrotnie zwiedzili całą Europę, a także między innymi Stany Zjednoczone, Meksyk, Chiny, Australię i Nową Zelandię. Wcześniej grali support u boku takich gigantów jak m.in. R.E.M. i Franz Ferdinand. Zostali niedawno okrzyknięci drugim najlepszym brytyjskim zespołem pierwszej dekady XXI wieku, ustępując jedynie innym wykonawcom którzy w lipcu zagrają na Openerze, czyli Arcitic Monkeys. Trudno chyba znaleźć dziś więcej zespołów które w tak piorunującym tempie zawładnęły światową sceną indie.

2. Muzycznie Editors to ekipa wszechstronna do tego stopnia, że w ich twórczości znajdą coś dla siebie zarówno amatorzy rocka, alternatywy, brzmień indie, jak również klawiszowego grania. Wydanie ledwie trzech albumów to wystarczająca podstawa do tego, by wysnuć taki właśnie wniosek. Debiutanckie wydawnictwo The Back Room obfituje w najbardziej przebojowe w historii zespołu kawałki począwszy od największego przeboju Brytjczyków czyli Munich, aż po rewelacyjne gitarowe Blood i Bullets. Drugi album również nie zawiódł oczekiwań głodnych nowej muzyki Editorsów fanów z całej Europy. An End Has A Start, bo taki nosił on tytuł, był jednak albumem mniej przebojowym niż jego poprzednik. Zawierał w większości nieco spokojniejsze, bardziej melodyjne kawałki które jak się później okazało na koncertach i tak porywają zgromadzonych pod sceną fanów do tańca. Kompozycje takie jak Escape The Nest, Smokers Outside The Hospital Doors, Bones oraz tytułowy An End Has A Start to przykłady genialnego połączenia gitarowych solówek z elektronicznym brzmieniem syntezatorów. Nie wspominając o moim ulubionym utworze Editorsów The Racing Rats, w którym wokalista Tom Smith prezentuje swoje zdolności gry na pianinie. Ostatni album, czyli wydany w 2009 roku In This Light And On This Evening to bardzo odważny, lecz wielce przełomowy krok w karierze Anglików. Jest to istna mieszanina pięknie brzmiących melodii jak choćby You Don’t Know Love oraz Bricks And Mortar, mrocznych, niepokojących dźwięków które otwierają album w utworze o takim samym jak on tytule, eksperymentalnych, skocznych kawałków w stylu Eat Raw Meat = Blood Drool oraz swoistych petard z legendarnym już utworem Papillon. Mija już czwarty rok od kiedy panowie wydali swoje ostatnie studyjne dzieło, lecz z publikowanych przez nich na bieżąco wieści wiemy już, że przebywają obecnie w studiu w Nashville, gdzie dopracowują swoje czwarte wydawnictwo które na półkach sklepowych ukazać ma się w ciągu najbliższych miesięcy. Wtedy to przekonamy się czym tym razem zaskoczą nas Editorsi.

3. Zespół Editors tworzony jest przez idealnie współgrających ze sobą ludzi. Skład osobowy zespołu zmieniał się na przestrzeni lat, jednak przez znaczną część istnienia tworzyli go: Tom Smith (główny wokal, gitara, pianino), Russel Leech (bas, klawisze, wokal wspomagający), Chris Urbanowicz (gitara, klawisze, wokal wspomagający) oraz Edward Lay (perkusja). Panowie znają się z uniwersytetu Staffordshire, na którym to wspólnie studiowali technologię muzyczną. Wokalista Tom Smith, a dokładniej Thomas Kaniewski-Smith (tak, ma polskie korzenie), to człowiek o bardzo specyficznej barwie głosu, która najczęściej porównywana jest do tej którą charakteryzują się m.in. Ian Curtis, Paul Banks oraz Robert Smith. Nic zatem dziwnego w tym, że twórczość całego zespołu to swoista post-punkowa inspiracja muzyką Joy Division i The Cure oraz stawiana jest na równi z tym co tworzy nowojorski zespół Interpol. Wszystko się zgadza, zwłaszcza że Editorsi przyznają się do czerpania w swoim graniu z post-punku i britpopu. Całkiem niewykluczone jednak, że styl Brytyjczyków na czwartym krążku nieco ulegnie zmianie, bowiem ekipę opuścił gitarzysta Chris Urbanowicz (on też ma polskie korzenie) i obecnie poza pozostałą trójką zespół współtworzą jeszcze Justin Lockey (gitara) oraz Elliott Williams (klawisze, gitara, wokal wspomagający). Efekt współpracy tego zestawu będziemy mieli okazję poznać już wkrótce.

4. Editors kochają Polaków, a Polacy kochają Editors. Nic dziwnego. Jak już wyżej wspomniałem korzenie drzewa genealogicznego rodzin Smith`a i Urbanowicza sięgają naszego kraju. Obydwaj niejednokrotnie przyznawali się do sentymentu jaki ich wiąże z Polską co rzecz jasna przekładało się na częstotliwość z jaką odwiedzali nasz kraj. Występowali w Polsce niejednokrotnie, m.in. podczas festiwalu w Jarocinie, na Openerze oraz na Coke Live w Krakowie. Nietrudno zgadnąć, że momentalnie podbili serca Polaków którzy oczywiście odwdzięczają się zespołowi za ich przywiązanie do naszego narodu tłumną obecnością oraz nieoszczędzaniem sił i gardeł na koncertach. 3 lipca 2013 będzie zatem świętem zarówno dla zespołu, jak i dla wszystkich tych którzy zgromadzą się wówczas pod główną sceną festiwalu.

5. Editors to jeden z najlepszych koncertowych zespołów na świecie. To ostatni i bezapelacyjnie najistotniejszy argument przemawiający za wybraniem się w lipcu na gdyńskie Babie Doły. Każdy kto widział Editorsów na żywo choć raz, powinien potwierdzić, że podczas ich występu powietrze wokół sceny nagrzewa się od bijącej z niej energii, a ziemia pod sceną trzęsie się od naładowanej nią, rozentuzjazmowanej publiczności. Dźwięki wydobywające się z instrumentów zespołu tworzą imprezową atmosferę, której zawsze towarzyszy ogień – zarówno w przenośni, jak i prawdziwy. Zespół stara się dawkować energię i przeplatać żywiołowe kawałki z tymi spokojniejszymi jednak z doświadczenia wiem, że nie zawsze się to udaje, bowiem zgromadzeni fani nie szczędzą sił niemal podczas całego koncertu. Występ Editorsów to nie tylko szalona zabawa, lecz także muzyczna uczta, bo koncertowe wersje ich piosenek brzmią jeszcze lepiej niż w wydaniu studyjnym. Członkowie zespołu może nie należą do tych co biegają i skaczą po całej scenie, co najwyżej Tomowi zdarza się w dziwny sposób zatańczyć lub zrobić głupawą minę, jednak ich poważnym atutem jest świetny kontakt z publicznością, nawet liczącą kilkanaście tysięcy osób, bo i przed taką zdarzało im się grać. Nawet jeśli nie jesteście i nie planujecie być fanami muzyki Brytyjczyków z Editors, to warto zobaczyć co się będzie działo 3 lipca na głównej scenie Openera i przed nią. Równo podskakujący w rytm refrenu Papillon fani to fantastyczny widok, a obecność wśród nich gwarantuje około półtorej godziny niepowtarzalnej zabawy.

Róg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s