Holy Fire | Foals

Holy_FireOczekiwania fanów Foals na nową płytę Anglików zostały w końcu nagrodzone. Mistrzowie brytyjskiej skocznej eksperymentalnej alternatywy wracają z nowym albumem noszącym tytuł Holy Fire po niespełna trzech latach przerwy. Pierwsze publikowane utwory zwiastowały krążek różnorodny i nienawiązujący do muzyki jaką zespół nagrał na swoje dwie pierwsze płyty. Czy te przewidywania pokrywają się z tym, co faktycznie można usłyszeć na zawierającym 11 kawałków wydawnictwie? Zanim przesłuchacie, zapraszam do przeczytania recenzji.

Album otwiera kawałek Prelude. Intuicyjnie można by się spodziewać, że to króciutki instrumentalny wstęp do tego co zespół zaprezentuje w kolejnych kawałkach, bo w końcu niejednokrotnie artyści umieszczają pod numerem jeden na swoich płytach utwory pod takim właśnie tytułem. Nic bardziej mylnego. Prelude w wykonaniu Foalsów to nieco ponad czterominutowy jam ze stłumionym wokalem w tle, wprowadzający atmosferę mroczną, a momentami wręcz psychodeliczną. Abstrahując od tego, że to jak sama nazwa wskazuje preludium do całego Holy Fire, to Prelude jest naprawdę rewelacyjnym kawałkiem. Wraz z jego ostatnimi dźwiękami wybrzmiewa doskonale znany Inhaler, a więc pierwszy singiel którym zespół uraczył fanów w ramach oczekiwań na całe wydawnictwo. To jeden z tych momentów na trwającym około 50 minut albumie, w którym Foals pokazują swoje całkiem nowe, nieznane z poprzednich albumów oblicze. Mimo to, w idealnie budujące napięcie zwrotki i refren z przytupem wplecione są lekkie, będące znakiem firmowym Brytyjczyków gitarowe riffy. Mimo że  Inhalera nie mieliśmy jeszcze okazji słyszeć na żywo, to raczej nie ma wątpliwości, że będzie to koncertowa bomba.

Pozostajemy cały czas przy singlowych, znanych już od wielu tygodni utworach, bowiem pod numerem trzy kryje się nagranie My Number. To utwór zupełnie inny od poprzednika, na pewno dużo bardziej foalsowy, bo mogący kojarzyć się z dokonaniami zespołu z poprzednich lat. Delikatne pykanie w struny niczym żywcem wyjęte z Total Life Forever w połączeniu z chwytliwym tekstem i wpadającym w ucho refrenem współtworzą kompozycję która ma szanse zawładnąć listami przebojów, a na pewno przekonać do muzyki Foals tych, którzy jeszcze nie mieli z nią do czynienia. Początek albumu nie zawiódł, bo wiedzieliśmy czego się po nim spodziewać. Czas ruszyć w nieznane i przekonać się co czeka nas na dalszej części Holy Fire. Czwarty kawałek, czyli Bad habit to melodia podobna do tych którymi panowie z Foals uraczyli nas na ostatnim albumie. To dowód na to, że zespołowi jednak wiele zostało z dojrzałości jaką udowodnili swoją muzyką na Total Life Forever. Ponadto to bardzo dobry, przyjemny przerywnik pomiędzy My Number, a kolejnym utworem. Następny w kolejce stoi bowiem kawałek Everytime. Być może brzmi niepozornie, ale po kilku jego przesłuchaniach nóżka zaczyna mimowolnie podrygiwać do refrenu który swoją przebojowością dorównuje My Number. Wyciszone zwrotki nadają ponadto dodatkowego kontrastu i podkreślają różnorodność w utworze. Piątka z plusem. Dokładnie w połowie materiału zawartego na Holy Fire natrafiamy na utwór Late Night. To zdecydowanie jedna z najspokojniejszych pozycji na całym wydawnictwie, niczym Spanish Sahara na Total Life Forever. Przyrównanie Late Night akurat do tego utworu nie jest przypadkowe. Podobnie jak Spanish Sahara Foalsi rozpoczynają go cicho i melodyjnie, by w pewnym momencie zacząć stopniowo nasączać linię melodyczną coraz bardziej intensywnymi dźwiękami i ostatecznie udowodnić swój kunszt gitarowy spektakularną solówką. No i warto zaznaczyć, że pora o której Late Night brzmi najlepiej (zwłaszcza przy irytującej dla sąsiadów głośności odtwarzacza) jest adekwatna do tytułu utworu.

Byłoby niestety zbyt pięknie gdyby wszystko brzmiało idealnie. Siódmy kawałek zatytułowany Out Of The Woods to najsłabszy punkt na Holy Fire. Najsłabszy nie oznacza w tym wypadku, że jest to utwór zły. Nie odstaje on niczym negatywnym w stosunku do reszty piosenek nagranych przez Foals, jednak wciśnięty w gąszcz wyśmienitych dźwięków na albumie, brzmi on dość monotonnie, co powoduje chwilowe ostudzenie zapału związanego z przesłuchiwaniem nowej płyty Anglików. Entuzjazm wraca wraz z rozpoczęciem kolejnego utworu. Milk & Black Spiders wprawdzie nie tryska energią ale melodycznie jest to jeden z najlepszych kawałków w całej twórczości Foals. Potwierdza przede wszystkim dojrzałość zespołu oraz ogromne zdolności jego członków. Zawarte w tej piosence gitarowe przygrywanie to czysta przyjemność dla uszu słuchacza. Dziewiąty utwór to Providence. Kto przesłuchując album czekał na pojawienie się czegoś w stylu Inhalera, może w końcu odetchnąć z ulgą. Providence to również coś zupełnie odbiegającego do znanego fanom Foals sprzed kilku lat. Brzmienia gitar stają się mocniejsze, wyraźniejsze i brzmią surowiej niż zazwyczaj, perkusja wydaje się być dużo bardziej intensywna, a i Yannis śpiewa momentami z pazurem, może nie tak żywiołowo jak na Antidotes, ale werwy w jego głosie tu nie brakuje. Razem z Inhalerem Providence tworzy parę najbardziej energicznych kawałków na Holy Fire i jeśli Anglicy zdecydowaliby się zagrać akurat te dwa kawałki na bis podczas swojego koncertu, to z góry uprzedzam że mogłoby się nie obejść bez ofiar. Dwa ostatnie kawałki stopniowo uspokajają atmosferę towarzyszącą ogniu jaki rozpalili Foalsi. Stepson oraz Moon to melancholijne, delikatne piosenki które swoim subtelnym, nieskazitelnym brzmieniem idealnie wieńczą cały album.

Stwierdzenie, że Holy Fire to muzyka całkowicie odmienna od tej jaką znamy z albumów Antidotes i Total Life Forever, zwłaszcza po przysłuchaniu się uważnie całemu albumowi, wydaje się być dość ryzykowne. Nowy, trzeci krążek Foals może i znacznie różni się od debiutu zespołu, jednak słychać na nim mnóstwo śladów jakie pozostawiło na brzmieniach zespołu nagrywanie Total Life Forever. Foals oscylują cały czas wokół swojego niepowtarzalnego stylu, choć Holy Fire momentami zaskakuje do tego stopnia, że trudno uwierzyć że to wciąż ten sam zespół. Czy przeskoczyli wysoko postawioną przez siebie poprzeczkę? Doskoczyli do niej. Holy Fire to podobnie jak jego poprzednicy album rewelacyjny.

Róg

One response to “Holy Fire | Foals

  1. jak w jaki sposob Out Of The Woods jest najslabszy, to piekna piosenka jest przeciez🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s