Bikiniarska pogawędka z Psychocukrem

542445_10150861174278877_1369793948_n

fot. z klipu do utworu Orbison, w reż. Balbiny Bruszewskiej

Po kapitalnym, ładującym akumulatory, koncercie w klubie Kosmos Kosmos w Warszawie  udało nam się namówić chłopaków z łódzkiego Psychocukru na małą pogawędkę. O nadchodzącej, czwartej już płycie zespołu, o niepowtarzalnej atmosferze panującej na ich koncertach, o wąsach, o plackach bananowych i o prawie francuskojęzycznych Syrenach rozmawialiśmy z Saszą Tomaszewskim (wokal, gitara prowadząca), Piontkiem Poguosem (wokal, gitara basowa) i Marcinem Awarią (wokal, perkusja).

Wielkie dzięki za zajebisty koncert. Graliście wcześniej w Cafe Kulturalnej,  a w Kosmosie Kosmosie dzisiaj po raz pierwszy, prawda?

Sasza Tomaszewski: Tak, w kosmosie tak. Graliśmy kiedyś w 2005 roku w klubie Punkt. W Jadłodajni zagraliśmy jeden jedyny koncert i po dwóch tygodniach od tego koncertu została podpalona, ale w Jadłodajni był bardzo fajny koncert, bardzo go sobie cenimy w naszej historii. W Punkcie graliśmy bardzo dawno temu, jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty, razem z The Car is on Fire i tam nas strasznie śmieszyło to, że  [sorry, Borys, sorry!], że Borys (Borys Dejnarowicz – przyp.red.) tam mówił po prostu do mikrofonu „Poproszę 200 MHz na wokal”. Ja mówię „Co kurwa? Co to kurwa jest w ogóle? Wchodzimy i napierdalamy po prostu.” Ale to takie były macanki między nami a The Car is on Fire. Koncert był spoko.
Marcinera Awaria: A w tym klubie graliśmy. W Punkcie
ST: W Punkcie graliśmy. A teraz Kosmos Kosmos. Bardzo fajny klub. I bardzo się dobrze grało
MA: I bardzo miła obsługa.
ST: Bardzo miła oooobsługa i tak dalej. I wszystkie Anie są bardzo miłe. Magdy i Doroty. W ogóle.

Z naszych wspólnych doświadczeń redaktorskich najlepiej wspominamy Wasz koncert na Openerze w 2012 roku. W związku z tym mamy takie pytanie: Czy lepiej gra się Wam dla osób które schowały się przed deszczem pod namiotem, czy dla publiczności która przychodzi i specjalnie dla Was wydaje pieniądze?

ST: Nie wiem jak chłopaki…
MA: Ale Sasza się modlił o deszcz.
ST: Ja generalnie wolę grać w małych klubach, gdzie jest powiedzmy z 50-100 osób, ale jest taka  ciasna, duszna atmosfera i wiadomo, że wszyscy oddychają tym samym przepoconym powietrzem i lecimy z koksem. Wtedy koncert jest jak jazda samochodem bez hamulców, jak po takim spadzie po prostu. To co się wydarzy na dole jest nieistotne. Ważne, że lecimy. A na festiwalach to jest czasami różnie. Wiadomo, wiele zależy od nagłośnienia, od pory dnia, od pogody i od ilości ludzi i tak dalej. Festiwal ma swoją specyfikę i mały klub ma swoją specyfikę, ale ja generalnie wolę małe kluby.
Piontek Poguos: Ja też wolę małe kluby.
ST: To znaczy tak – wolimy małe, ciasne, gorące i wilgotne.(śmiech)

Gracie dość głośną muzykę, ale Wasz hałas stał się słyszalny w mediach dopiero po „Królestwie”, prawda?

ST: Nawet jak grasz głośną muzykę to nie chodzi o to, żeby zajebać ludzi hałasem, dźwiękiem, żeby mieli po 5 minutach wyjść. Tylko chodzi o to, żeby ten hałas był w jakiś sposób dozowany. Nie wiem. Niech on będzie melodyjny.
MA: Cisza też jest muzyką.
ST: Tak. Cisza tak.

„Empty Bed Blues” na przykład?

(śmiech)
MA: Chcielibyśmy zrobić pauzy tylko nam nie wychodzą.
ST: Marcin chciałby mi zrobić pałę, ale mu nie wychodzi (śmiech). Gramy od około 11 lat. Na początku graliśmy tak, żeby było po prostu jak najgłośniej, teraz staramy się to już trochę dozować. Oczywiście nie jesteśmy za tym, żeby mówić: „Dobra. Jesteśmy starzy, to przyciszmy się, bo nie wypada.” Nie kurwa. Chodzi o to, że jesteśmy bardziej świadomi tego co robimy, tego co gramy i myślę, że o to chodzi. Zespół się rozwija, bo jeśli się nie rozwija to wiadomo, że cały czas będzie tak samo jak na początku.

Z czwartą płytą jeszcze bardziej się rozwinęliście?

ST: Nie wiem, bo jeszcze czwartej płyty nie nagraliśmy.

Na jakim etapie jesteście?

MA: Jesteśmy na takim etapie, że wytłumiliśmy naszą salę prób i słyszymy co gramy. Słyszymy naszego basistę, Piotrka i kawałki są już bardziej dopracowane. Będzie z nami współpracował Mikołaj Bugajak znany szerzej jako Noon, będzie nagrywał tę płytę. Właśnie trwają rozmowy, nawet w czasie tego koncertu rozmawialiśmy, (donośny śmiech Saszy) o tym, co Mikołaj zamierza dodać od siebie do tej płyty.
PP: Ma nam dwa gramy załatwić.

Sasza wspominałeś, w jednym z wywiadów, co nas bardzo cieszy, że na nowej płycie pojawi się saksofon. Podtrzymujecie?

ST: Mamy taki pomysł, żeby w jednym czy w dwóch utworach był saksofon. Mamy dwóch muzyków, a raczej jednego muzyka i jedną muzyczkę, którzy będą grali na saksofonie. Zobaczymy co się wydarzy. Koleś, który został nam polecony, który gra na saksofonie….
MA: Kuleje na jedną nogę.
ST: Kuleje na jedną nogę. Nazywa się Jerzy Kulej i jest chyba z Anglii, czy ze Stanów. A ta dziewczyna, która miałaby zagrać ewentualnie…
MA: Nie umie grać ale się dopiero uczy.
ST: Nie umie grać i właśnie dlatego gra tak zajebiście. Jest z Włocławka.
PP: Jara hasz.
ST: Ma na imię Marzenka.

Ustaliliście już tytuł dla tego albumu? Dalej „Gogo”?

ST: Na razie jest tytuł „Gogo”, ale to był pomysł Piotrka, a właściwie to Piotrek i marihuana po prostu wymyślili taki tytuł. Nie wiem czy to będzie tytuł płyty.

Piotrek, dlaczego taki tytuł?

PP: Zupełnie bez powodu. Po prostu jakiś tytuł roboczy musiał być i niestety jakaś indolencja spowodowała, że padło na „Gogo” akurat, ale myślę że to na pewno nie będzie tytuł czwartej płyty. Także być może gdzieś w tych rejonach coś się będzie dziać, ale nie wiem jak się będzie nazywała płyta i w ogóle jak będzie brzmiała. Na razie wiem jak brzmią piosenki. Ale czy tak będzie brzmiała płyta, nie wiem. Zobaczymy jak wyjdzie współpraca z Noonem.

Cały czas utrzymujecie, że singlem będzie „Zwrotnik Raka”?

PP: Nie wiadomo. Dopóki nie ma singla to nie wiadomo co będzie singlem. Tak nam się wydawało, ale cały czas robimy jeszcze nowe kawałki. Te, które kiedyś myśleliśmy, że na pewno znajdą się na albumie wypadły z tej płyty i pojawiają się następne, więc zanim dojdzie do wydania singla trochę czasu minie. Okazało się, że nie jest tak hop siup, to trochę musi potrwać. Poza tym, postanowiliśmy, że nie będziemy się też śpieszyć, że będziemy robić tę płytę na spokojnie; bez pośpiechu. Także nie wiem kiedy będzie singiel i co będzie tym singlem.

Na kiedy przewidujecie premierę płyty?

PP: Chcielibyśmy w 2013 roku, ale nie wiemy co z tego wyjdzie.

Czekamy, czekamy. Chcielibyśmy się was spytać o jedną rzecz. Wy wywodzicie się z Łodzi. Ciekawe jest to, że Łódź na polskiej scenie muzycznej ma wyjątkowo silną reprezentację. Czy macie jakąś teorię na ten temat?

ST: Im biedniejsze miasto i im trudniejsze warunki do życia, tym więcej dobrej muzyki powstaje. Niektórzy ludzie uciekają w jakieś kiepskie narkotyki, kiepski alkohol i tak dalej. A inni po prostu napierdalają, albo napierdalają innych na ulicy.

I wtedy mają super narkotyki.

ST: Tak, wtedy mają super narkotyki. Oczywiście to co powiedziałem to jest bzdura. Nie ma żadnej teorii to wyjaśniającej. Po prostu, kiedyś Trójmiasto miało swoją mocną scenę i też wiadomo gdzie skończyło. Kiedyś Warszawa miała silną scenę, powiedzmy zespoły takie jak Kryzys, Tilt, Brygada Kryzys
PP: Warszawa to ma cały czas silną scenę. Zawsze będzie miała najsilniejszą scenę. Wszystkie radia i telewizje tu są przecież.
ST: A być może po jakimś czasie przyszedł czas na Łódź i nie wiem czy Łódź dobrze wykorzystuje ten czas, bo mnie to nie interesuje. Mnie interesuje zespół Psychocukier. A czy Łódź to wykorzystuje czy inne zespoły z Łodzi to nie wiem.

Słuchacie w ogóle czasami polskiej muzyki? Czy macie jakiegoś swojego faworyta z roku 2012? Czy działo się dla Was coś ciekawego w muzyce polskiej w 2012 roku?

PP: Kurde trudne pytanie…  Dużo rzeczy się działo, ale nic z tych rzeczy nie przypada mi do gustu specjalnie. W pewien sposób je szanuje i doceniam, ale to nie jest coś, czego bym słuchał z przyjemnością i się w tym zasłuchiwał.

Możemy takie trochę niewygodne pytanie? Muchy?

PP: Nie no to w ogóle chyba nikt się nad tym dłużej nie zastanawiał w 2012 roku. Już nawet ci co byli zatwardziałymi fanami i tak dalej pominęli tę płytę milczeniem. Także zawsze nagrywali słabe płyty, ale ta była wyjątkowo słaba.

Ale animozje między Wami się jakoś wyjaśniły?

PP: Nie ma o czym mówić w ogóle. (po chwili) To znaczy, byłoby kilka anegdot do opowiedzenia, ale my to traktujemy z przymrużeniem oka i nas to bardzo cieszy, że kilka takich animozji wystąpiło bo było fajnie i wesoło. Ale nie przeżywamy tego do gołej kości jakoś specjalnie. Odnieśliśmy swój cel. Sprowokowaliśmy zespół, który się dał sprowokować jak dziecko. Zareagował dokładnie tak jak chcieliśmy i potem nam tam dopiekał po drodze jak się spotkaliśmy gdzieś tam na festiwalu, czy gdzieś na koncercie, w jednym klubie, czy w hotelu. Co tu dużo mówić? Było fajnie. Oczywiście życzę im jak najlepszych płyt w przyszłości. Najlepiej po prostu dobrych.

Nurtuje nas jeszcze kwestia piosenki z Waszej płyty „No More Work” zatytułowanej „Placki bananowe (dla Stelli)”. Czy Piotr Stelmach nauczył się już odbierać telefon?

PP: Nie, nie. My trochę przestaliśmy dzwonić do niego już.

Obraził się?

PP: O tę piosenkę? Nie, myślę że nie. Nie wiem czy od razu skumał, że to o niego chodzi w ogóle. Co prawda, występuje nawet na teledysku do tej piosenki… Bardzo sympatyczny człowiek, świetny dziennikarz, cóż mogę jeszcze powiedzieć. Pytacie mnie o takich ludzi, o których mogę powiedzieć tylko same dobre rzeczy.

Wracając jeszcze do Waszego czwartego albumu. Czegoś jeszcze poszukujecie oprócz saksofonu na tej nowej płycie? Nie macie do tej pory jeszcze pełnej wizji tej płyty, nie macie jeszcze w głowie konkretu?

PP: Same piosenki w obszarze naszych trzech instrumentów, czyli perkusja, gitara, bas, wokal, w zasadzie są już mocno zarysowane, połowa jest powiedzmy, że zrobiona. Nie ma jeszcze polskich tekstów. Bo są takie norweskie.

Płyta będzie w całości po polsku?

PP: Tak, tak, na pewno. A jaki będzie kształt taki końcowy samej płyty, to nie mam pojęcia. Ja jako ja, jako basista tego zespołu i jakiś tam kompozytor chciałbym, żeby ta płyta była czymś innym niż wszystkie trzy poprzednie, czyli nie po prostu zbiorem iluś tam piosenek, mniej lub bardziej wpadających w ucho. Może nawet zazwyczaj to były mniej, niż bardziej. Chciałbym, żeby to było coś jeszcze nowego. Może właśnie z większym udziałem Mikołaja Bugajaka albo z większym udziałem różnych gości, którzy będą grali czy to na saksofonie, czy na innych akustycznych instrumentach. Zobaczymy.
ST: Ponoć Gustaw Holoubek ma grać na krzyżu.

(Śmiech) Jeszcze jedna kwestia, którą chcielibyśmy poruszyć.

ST: Sex

Też. W „Dziczy” pojawia się taki tekst: „wąsy, wolność, miłość gruppensex”. Każdy kto kiedykolwiek was widział na żywo, albo na zdjęciach wie, że wąsy to Wasz znak rozpoznawczy. Czy to jest przejaw Waszego patriotyzmu czy niechęci do golenia?

ST: Do golenia tudzież piszczela.
PP: To jest przejaw chęci do posiadania wąsów. Tak jak jeden lubi mieć czapkę czerwoną a drugi czarną, jeden lubi się golić, a drugi lubi mieć wąsy.

Nie szykanujecie perkusisty za to, że nie ma wąsów?

ST: Nie no to jest na zupełnie luźnej zasadzie image’owej (wizerunkowej). Jeśli Marcin miałby ochotę mieć wąsy to dlaczego by nie.
PP: Ale to nie jest jakiś image sceniczny dla mnie. To jest taki mój image. Jeden lubi mieć spodnie rurki, drugi szerokie, a ja lubię mieć wąsy. Mam wąsy od 12 lat. Jak miałem 20 lat to zapuściłem pierwszy raz wąsy i jakoś mi zostało. Miałem różny kształt tych wąsów, ale lubię mieć wąsy po prostu. Lubię się wyróżnić.
ST: „Lubię się najebać”
PP: Lubię się najebać, przy okazji. Oczywiście. Zgadzam się z tą tezą.
ST: Piotrek pierwszy zapuścił wąsy. Później ja zapuściłem wąsy i to się okazało takim imagem nie tylko scenicznym, ale pozascenicznym. Jak ostatnio byłem na spacerze ze swoim psem, w środku tygodnia, gdzieś koło drugiej w nocy, na Bałutach, to idę z psem i wychodzą z pobliskiej klatki dwie osoby, dziewczyna i chłopak z psem. I ten ich pies do mojego tak „otititititi”. Ja byłem tak: czapka, szalik, zimno i tak dalej. Kaptur, drugi kaptur. I ten koleś mówi: „pan gra w zespole”. Ja mówię: „Tak, gram w zespole. A co?” „Psychocukier” „Tak. Psychocukier”. „Poznałem po wąsach” (śmiech). To jest na takiej zasadzie też. Niby tak nic, ale jednak coś.

Mógłbyś nam jeszcze Sasza powiedzieć o czym śpiewasz w piosence „Syreny”. Tej po francusku? Bo my niestety nie znamy francuskiego…

ST: To jest po prostu…

Z duszy?

ST: Tak, tak. Z dupy. Chodzi o to, że głos jest dodatkowym instrumentem. Nie ma przekazywać żadnych treści. Chociaż niektórzy znający język francuski doszukali tam się ponoć jakichś treści, że „dam ci kwiaty w kinie” i tak dalej. Ale tam nie ma żadnej treści. To jest tylko czysta forma i to, co jest na płycie pierwszej ma zastępować jakiś tam inny instrument, który nie jest gitarą, nie jest klawiszem, a który jest głosem.

Dziękujemy. To wszystko.

ST: To w takim razie proponuję tak: Stawiacie nam po browarze, idziemy się napierdolić. (śmiech).

I słowo ciałem się stało…

z zespołem rozmawiali: Wojtek Lewandowski i Mateusz Maciejewski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s