Irlandzki big beat od The Strypes

strypes

Kto z Was chciałby przenieść się na chwilę do Wielkiej Brytanii lat 60.? Być świadkiem początków (lub nawet całości) kariery zespołów takich jak The Beatles, The Kinks, The Rolling Stones, The Who i wielu wielu innych których nie mam siły tutaj wymieniać? Móc na własne oczy obserwować i przeżywać Złotą Dekadę brytyjskiej muzyki gitarowej? Ja też. Mam jednak dla wszystkich dobrą wiadomość. Nie trzeba w nieskończoność oglądać (świetnego skądinąd) filmu „The Boat that Rocked”. Istnieje wehikuł czasu. Grzywki i marynarki przygotowane? Pasy zapięte? W takim razie ruszamy w podróż, a zabiorą nas w nią chłopaki z zespołu The Strypes.

Po tych czterech gołowąsach pochodzących z Cavan w Irlandii na pierwszy rzut oka widać w jaką dekadę są zapatrzeni. Zespół powstał w 2011 roku za sprawą Rossa Farrelly’ego, Josha McCloreya, Pete’a O’Hanlona i Evana Walsha. Ich instrumenty to gitara, bas, perkusja i, nieco zapomniana ostatnimi czasy, harmonijka. Z ich pomocą ci współcześni modsowie perfekcyjnie odwzorowują klimat szalonej dekady big beatu i rythm’n’bluesa. Owe instrumenty sprawiły również, że zespół w zeszłym roku skutecznie przebił się do mainstreamu. Pochlebnie pisał o nich Guardian i NME, pojawili się w show Joolsa Hollanda i dostali kontrakt od bardzo poważnej wytwórni Mercury Records. Te wszystkie zaszczyty spadły na nich dzięki bardzo intensywnej działalności koncertowej i coverowej.

Zgodnie ze złotą myślą inżyniera Mamonia z filmu „Rejs” najbardziej podobają nam się melodie, które już kiedyś słyszeliśmy. Chyba wraz z emigrantami, na Zieloną Wyspę dotarł też ten wytwór naszej rodzimej kinematografii, bo chłopaki wyciągnęli odpowiednie wnioski z powyższej wypowiedzi. Ich pierwsze wydawnictwo, czyli EP-ka „Young, Gifted and Blue” zawiera cztery „melodie, które już kiedyś słyszeliśmy”. Słyszeliśmy, dobrze znamy i kochamy. Strypes podjęli się karkołomnego zadania. Nagrać raz jeszcze klasyki bluesowe Bo Diddley’a, Eddiego Hollanda, Billy Boy Arnolda i Slima Harpo i nie przyprawić entuzjastów tego grania o powstanie odruchów morderczych wydaje się prawie niemożliwe. Im się jednak udało. I to bardzo dobrze się udało. Idąc po kolei. „You Can’t Judge A Book By The Cover” to w wydaniu The Strypes cholernie szybka i energiczna piosenka. Trwa 2:46 minuty, ale z pewnością nadążenie za jej tempem na parkiecie spowodowałoby sperlenie się czoła i konieczność poluzowania krawata. Numer dwa na EPce to utwór „Leaving Here”. W przeszłości nagrywany był już przez takie zespoły jak The Birds, The High Numbers (wczesne The Who) i Motörhead (sic!). Teraz przyszła pora na Cavańczyków. Już od pierwszych akordów gitary na naszych ustach pojawia się uśmiech i zapominamy o wszystkich niedotrzymanych postanowieniach noworocznych. Na to samo pozwala nam utwór „I Wish You Would”. Jego dodatkowym atutem jest ta absolutnie obłędna partia na harmonijce ustnej. Jeszcze trochę takich zespołów i ten instrument stanie się dla mnie równie wspaniały co saksofon. Ostatniego utworu trochę się obawiałem. Zabierałem się do niego jak pies do jeża, bo utwór „Got Love If You Want It” w wykonaniu The Kinks to moja zdecydowanie najbardziej ulubiona piosenka z dekady lat 60. Jeż okazał się być pluszową zabawką, bo zetknięcie z nim było bardzo przyjemne. Brakuje mi trochę tej cudownej nieśpieszności wersji Kinksów, ale to ma być w końcu cover a nie wierna kopia. Zespół nie zakatował tego utworu tempem i nie zdusił harmonijki, a tego można się było obawiać najbardziej. W efekcie powstała bardziej żywiołowa wersja tego arcydzieła, ale nie głupia napierdalanka w instrumenty. Za to Strypes ma u mnie duży plus.

Nie samymi coverami jednak Strypes żyją, mimo iż ich ilość jaką można znaleźć na YouTubie jest naprawdę imponująca. Na pierwszy kwartał roku 2013 zapowiedziana jest ich płyta, a już poznaliśmy singiel mający ją promować. Na pierwszy rzut ucha brzmi jak jakiś zapomniany utwór herosów lat 60., albo kolejny cover Irlandczyków. Pozory jednak mylą, bo Blue Collar Jane to własna kompozycja zespołu. Brzmi bardzo dobrze i bardzo świeżo, a ponadto pozwala rozproszyć obawy, czy chłopaki przypadkiem nie potrafią robić nic innego poza coverowaniem. To, zgodnie ze wszystkimi zapowiedziami, świadczy najprawdopodobniej o tym, że The Strypes dołącza do Palma Violets, Savages i Peace jako murowany kandydat do podbicia świata w 2013 roku. W odróżnieniu od wymienionych kolegów i koleżanek zrobią to jednak za pomocą dźwięków o pół wieku starszych od nich samych. Liczę przy tym na to, że z racji swojego wieku zmiotą ze ścian nastolatek plakaty z pedałkami Bieberem, One Direction i innymi tego typu gównami. Lepiej żeby małolaty sikały w majty słuchając big-beatu niż tego homo niewiadomo.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s