L.Stadt akustycznie z nową ep-ką w Teatrze Rozmaitości

178713_10151089665358993_856675053_o

Raz na jakiś czas mam przyjemność uczestniczyć w koncertach magicznych. Gdzie i jak ta magia się tworzy? Sam dokładnie nie wiem. Raczej nie na festiwalach – za dużo tałatajstwa, za dużo alkoholu, za dużo zamieszania, za dużo zarzyganych, ledwo chodzących uczestników. Ogólnie – za dużo wszystkiego. Do tej tajemniczej magicznej aury potrzebna jest doza kameralności, mniejsza publiczność, trochę bardziej przygaszone niż na większych koncertach światła, no i oczywiście muzyka –  trochę mniej hałaśliwa, lżejsza, wyciszająca, masująca skołatane nerwy, pozwalająca odpłynąć. Wszystkie te składniki były obecne 22 grudnia, w Warszawie, na deskach Teatru Rozmaitości, na akustycznym koncercie łódzkiej grupy L.Stadt, na którym to zespół przedstawiał materiał z nadchodzącej, czerpiącej inspiracje z muzyki country, epki „You Gotta Move„. Koncert był również transmitowany na antenie radiowej Trójki, w ramach „Listy Osobistej”  Piotra Metza. Wydarzenie to było częścią akcji Kup sobie teatr.

Kwartet wszedł na scenę po godzinie 21. Muzycy zajęli miejsca przy swoich instrumentach, lecz, ku mojemu zaskoczeniu, Łukasz Lach nie przyniósł ze sobą gitary akustycznej i zasiadł przy pianinie. Panowie zaczęli od, debiutującego niedawno na liście radiowej Trójki, utworu Come Away Melinda (o którym pisaliśmy tutaj). Zabrzmiała naprawdę niesamowicie, wprowadzając mnie w stan przyjemnego letargu i otępienia. Subtelne, klimatyczne pianino Lacha sprawiło, że moje, trochę twarde, TRowe siedzisko zamieniło się w wygodny fotel (i pozostało nim już do końca koncertu).

Kolejnym zagranym utworem, był pierwszy singiel z epki, opublikowany w czerwcu, czyli UFO. Utwór z solowego repertuaru Jima Sullivana – jednego z najlepszych i najbardziej zapracowanych brytyjskich gitarzystów sesyjnych (nagrywał gitarowe partie do ponad tysiąca kompozycji, które potem znalazły się na UK Singles Chart). Po raz kolejny miałem wrażenie, że wersja akustyczna, okraszona pianinem brzmi o wiele lepiej od tej studyjnej, ale zdaje sobie sprawę, że może być to zasługa mojego, wciąż postępującego, fetyszu pianistycznego.

Potem przyszedł czas na pierwszy, nieopublikowany oficjalnie utwór. Okazał się nim cover kawałka Take Care, pochodzącego z Memphis, zespołu Big Star, z którym, jak mówił podczas koncertu Łukasz Lach, L.Stadt miało koncertować. Niestety, niedługo przed rozpoczęciem trasy do muzyków dotarła bardzo smutna wiadomość o śmierci wokalisty i lidera Big Star – Alexa Chiltona. Dlatego, jak podkreślał Lach, jest to dla zespołu utwór niezwykle ważny. Tak też zabrzmiał. Ta spokojna, intymna w warstwie tekstowej piosenka, zagrana została przez muzyków w pełnym skupieniu. Drugą niespodzianką był utwór Waitin’ Around to Die z repertuaru zmarłego w 1997 roku, pochodzącego z Texasu, Townesa Van Zandta – grającego muzykę z pogranicza country i folku.  Zespół przed nagrywaniem tego kawałka w studio otrzymał błogosławieństwo syna Van Zandta, któremu bardzo przypadła do gustu wersja zagrana dla niego przez Łukasza Lacha. Sam Lach przyznał, że było to jedno z cięższych muzycznych wyzwań w jego karierze. Zrobił na mnie zdecydowanie największe wrażenie ze wszystkich zaprezentowanych na koncercie utworów z nowej epki. Bardzo emocjonalna gra na pianinie, świetnie zgrana z delikatną perkusją i basem sprawiły, że to mój cichy faworyt. Przekonajcie się, słuchając wersji nagranej w Purple Bee Studios w Texasie, gdzie zespół nagrywał minialbum „You Gotta Move”.

Następne dwa utwory to kompozycje znane z albumu EL.P, czyli, mniej broniąca się w wersji akustycznej, ale i tak kapitalna, Lola i jeden ze spokojniejszych kawałków z płyty – czyli melancholijne Sun. Na sam koniec, tego niestety, dość krótkiego koncertu, Łukasz Lach przygotował dla publiczności zgromadzonej w teatrze, jak i dla słuchaczy Trójki coś specjalnego. Ku zadowoleniu wszystkich fanów czwórki z Liverpoolu, wykonał cover piosenki A Day in The Life – finałowego utworu z albumu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band. Lider L.Stadt, grając tylko na jednym instrumencie, był w stanie oddać psychodeliczne zabarwienie utworu i przypieczętować swoją niewątpliwie bardzo dobrą grę na pianinie, które chyba już nie ma przed nim żadnych tajemnic.

Akustyczny, spokojniejszy w porównaniu do poprzednich wydawnictw, L.Stadt po raz kolejny potwierdził, że jest obecnie najciekawszym i najzdolniejszym młodym polskim zespołem – naszą największą muzyczną nadzieją. Z jeszcze większą niecierpliwością czekam na epkę, a jeśli będzie brzmieć  lepiej niż jej wersja akustyczna to szykuje nam się naprawdę bardzo, ale to bardzo ciekawe wydawnictwo.

Maciejeski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s