Nieposkromiona dzikość- poznajcie Savages

Z czym kojarzy się wam najczęściej określenie „kobieca muzyka”? Mi na myśl od razu przychodzą rzewne ballady, wspaniałe soprany, wielkie diwy i suknie do ziemi. Na szczęście wyobrażenia nie zawsze są kompatybilne z rzeczywistością. Skutecznie udowadniają to Jehnny Betty, Gemma Thompson, Ayse Hassan i Fay Milton. Te cztery dziewczyny z Londynu tworzące zespół Savages zdążyły narobić już niemałego zamieszania, a grają wspólnie niewiele ponad rok. Przygotujcie się na zetknięcie z surową i nieokiełznaną dzikością.

Savages

Najpierw garść faktów. Savages istnieje od października 2011 roku. Pierwszy koncert zagrały w styczniu ubiegłego roku. Od tego czasu, wraz z kolejnymi granymi przez dziewczyny koncerami, stawało się o nich coraz głośniej i głośniej, czego zwieńczeniem było przyznanie im tytułu „Najlepszej Nowej Piosenki” od wpływowego portalu Pitchfork w maju. Tą „Najlepszą Nową Piosenką” uznana została „Husbands”. The Guardian porównywał ją z kolei z twórczością Public Image Ltd, Siouxsie and the Bansheens i Joy Division. Robi wrażenie, prawda? „Husbands” została wydana jako singiel wraz z utworem „Flying to Berlin” przez wytwórnię Pop Noire w czerwcu 2012. Po tym miesiącu Savages odwiedziły również Stany Zjednoczone, gdzie spotkały się z równie dobrym przyjęciem. Skąd te zachwyty i czy są one rzeczywiście zasłużone?

Tak. A nawet zdecydowanie tak. Z porównaniami do Joy Division bym się jeszcze wstrzymał, ale obydwa wspominane już tutaj utwory brzmią bardzo dobrze i świeżo. Słychać w nich wpływy post-punkiem i muzyką początku lat 80. Słuchając twórczości Savages odkrywamy w sobie atawistyczne odruchy. Wydobywa ona z nas siedzącego gdzieś głęboko w każdym jaskiniowca z maczugą. Ale to nie wszystko. Przy całym nadmiarze energii jaki tkwi w tych czterech dzikuskach nie zatraciły one w pełni swojego naturalnego wdzięku i wrażliwości. Tylko inaczej je okazują. Dobrym przykładem jest ich „najlepsza nowa piosenka”. Brutalna surowość i dzikość powyższego „Husbands” powoduje, że nasze serce intensywniej bije a oddech robi się szybszy. Duży współudział ma w tym niezwykle duża motoryka basu i perkusji połączona z pośpiesznym i paranoicznym wokalem Jehnny Betty. Całość jest mocno niepokojąca z powodu wybuchających pod koniec każdego z wersów instrumentalnych zgiełków i tego rozpaczliwie wykrzykiwanego „Husbands, husbands, husbands” w refrenie.

„Flying to Berlin” podoba mi się chyba jeszcze bardziej. Nie jest to tak żywiołowa piosenka jak „Husbands”, ale jej rytmiczność bardzo przypadła mi do gustu. Nie do wzgardzenia jest ta wspaniała linia basu i nieliczne fragmenty gdy gitara, zamiast stanowić tło, wybija się na pierwszy plan. Słychać w tym utworze też to, że nie jest to zespół potrafiący tylko krzyczeć i napieprzać w instrumenty ile wlezie, ale dziewczyny stać na dojrzałość i umiar. A to wcale nie jest taka częsta cecha u zespołu z tak krótkim stażem.

Bardzo dobrze zapowiada się przyszłość przed tymi dzikuskami. Z pewnością Savages jest to obok Palma Violets jeden z tych zespołów na które warto zwrócić uwagę w nadchodzącym roku. W niedługim czasie ma się ukazać ich koncertowa EP-ka „I am here”, a dziewczyny w planach mają też zapewne jakieś wydawnictwo długogrające. Póki co zetknięcie z tym tornadem prostoty, surowości, energii i naturalności będzie dla nas możliwe za pośrednictwem sieci. Niemniej jednak z całego serca polecam dać się wciągnąć w ten wir muzyczny, bo wychodzi się z niego bardzo orzeźwionym. I pamiętajcie komu będziecie zawdzięczać możliwość powiedzenia znajomym: „słuchałem/am ich zanim stali się sławni”.

PS. Recenzja albumu „Silence Yourself”

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s