„Who The Fuck Are Arctic Monkeys?”

To zdecydowanie najlepsza okazja, jaką mógłbym sobie wymarzyć, by napisać arctikuł o Arctic Monkeys. Wszyscy zainteresowani już pewnie wiedzą jaka to okazja, ale tak dobrej nowiny nie zaszkodzi powtórzyć. Już za niecałe 8 miesięcy, bo 4 lipca 2013 roku, Arctic Monkeys wystąpią w Babich Dołach na festiwalu Opener.

1213305.3

Głęboko wątpiłem, że to właśnie oni zostaną ogłoszeni jako ostatni headliner festiwalu. Dlaczego? Ano dlatego, że od miesięcy bezowocnie przeglądałem zagraniczne portale muzyczne, oficjalne profile na facebooku i twitterze Arktycznych Małp w poszukiwaniu informacji o zapowiadanym piątym albumie i o koncertowych planach grupy. Niestety, nie znalazłem nic ciekawego, oprócz dość mało wiarygodnego wpisu na twitterze rzekomej mamy perkusisty zespołu – Matta Heldersa, w którym Pani Helders oznajmiła, że formacja wróciła do słynnego już, znajdującego się na samym środku pustyni studia Josha Homme z Queens of The Stoneage, w Joshua Tree i wraz z z nim (tak jak podczas prac nad przedostatnim, trzecim albumem „Humbug”) nagrywa piątego longpleja. Sam zespół nigdy jednak oficjalnie nie potwierdził tej plotki. Wydawało się więc, że nie ma żadnych przesłanek by sądzić, że Arctic Monkeys będą mieli po co planować trasę koncertową, a tym bardziej, że powrócą w najbliższym czasie do naszych błotnistych Babich Dołów. Szczególnie, że ostatniego występu w Polsce (na Openerze, w 2009 roku) Alex i spółka raczej nie wspominają najlepiej. Organizatorzy nie popisali się – dosłownie co chwilę szlag trafiał nagłośnienie, a koncert  przypominał bardziej próbę niż ziszczenie moich fluorescencyjnych adolescencyjnych marzeń. Oprócz tego, 3 lata temu zespół potraktował koncert w Gdyni jako szansę na przećwiczenie nowego, niewydanego jeszcze wtedy, materiału z Humbuga. Publika mogła więc poczuć się trochę skonsternowana, bo dla większości wielbicieli zespołu, Humbug nie jest albumem, który można polubić po pierwszym przesłuchaniu (ale o tym później). Na szczęście, św. Mikołaj istnieje, wbrew wszelkim doniesieniom, nie mieszka w Laponii, tylko w Polsce, a na nazwisko ma Ziółkowski. Zdołał przekonać światowego już dzisiaj formatu gwiazdy rocka i bardzo osładzając 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, na antenie radiowej „Trójki”, ogłosił, że chłopaki z Sheffield będą czwartym, po Blur (pisaliśmy o nich tutaj), Queens of The Stoneage i Kings of Leon, headlinerem najbliższego Openera. Facebooka momentalnie zasypała lawina krzykliwych wyrazów radości i podniecenia, która wielu niezaznajomionych z twórczością zespołu mogła skłonić do zadania pytania – „Kim kurwa są Arctic Monkeys?”

Ich muzyczna droga zaczęła się w 2002 roku, gdy na przedmieściach znajdującego się w północnej części Anglii miasta Sheffield, dokładnie w High Green, czterech kumpli z liceum, czyli Alex Turner (wokal i gitara), Jamie Cook (gitara), Matt Helders (perkusja) i Andy Nicholson (gitara basowa) po raz pierwszy spotkali się na próbie. W 2003 roku zaczęli grać pierwsze gigi w klubach i pubach w Sheffield i okolicach. (link: nagranie z jednego z pierwszych występów grupy)

Do świadomości przeciętnego brytyjskiego słuchacza trafili jednak dopiero na przełomie 2004 i 2005 roku, kiedy to demówki rozdawane przez zespół na koncertach zostały zebrane przez grupę fanów i zamieszczone w internecie. Powstała nieoficjalna składanka Beneath the Boardwalk, która w błyskawicznym tempie zyskiwała wielbicieli w całej Wielkiej Brytanii i zapychała ich odtwarzacze mp3, których pojemność określały jeszcze wtedy raczej megabajty niż gigabajty. Bomba wybuchła. Wirus poszerzał obszar swojego oddziaływania. Piosenki takie jak A Certain Romance, When the Sun Goes Down, Mardy Bum czy I Bet You Look Good On The Dancefloor po prostu nie dawały (i wciąż nie dają) się nie nucić. Teksty, w których Alex Turner, umiejętnie bawiąc się angielskim slangiem, żonglując znaczeniami słów, z charakterystycznym północnym akcentem (na przykład nie „san gołs dałn”, tylko „sun gołs dałn”) opisywał nocne, pozornie beztroskie, imprezowe życie, błyskotliwie, ubierając przy tym w słowa swoje obserwacje,  sprawiły, że zespół zaczął stawać się głosem brytyjskich nastolatków. Głosem uzależniającym (jeśli chodzi o warstwę muzyczną) oraz bardzo przewrotnym i inteligentnym (w warstwie tekstowej). Stała się rzecz niesłychana jak na tamte czasy na rynku muzycznym. Okazało się, że, mającym wtedy po niespełna 20 lat muzykom, bez pomocy żadnej wytwórni, a nawet bez wydawania debiutanckiego albumu, udało się zdobyć naprawdę sporą grupę fanów w całej Wielkiej Brytanii. Wykorzystując (tak naprawdę nie z własnej inicjatywy) niedocenianą jeszcze siłę internetu, no i oczywiście swój niesamowity talent, zagrali na nosie muzycznym decydentom z wytwórni, grzejącym swoje zadki na skórzanych fotelach, z cygarami w ustach. Odwrócili sytuację o 180 stopni, bo teraz to oni mogli z pogardą wydmuchiwać w ich twarze papierosowy dym i to wytwórnie musiały starać się, by Arctic Monkeys łaskawie zechciało podpisać z nimi kontrakt.

Zespołowi nie spieszyło się jednak podpisywać żadnych głupich papierków. Własnym sumptem, pod szyldem wytwórni Bang Bang, którą sami założyli (i której nazwa miała stać się również nazwą zespołu, bo muzycy doszli podobno do wniosku, że „Arctic Monkeys” brzmi śmiesznie) wydali swój pierwszy, niskonakładowy singiel pt. Five Minutes with Arctic Monkeys zawierający piosenki Fake Tales of San Fransisco i b-side From The Ritz To The Rubble. Ta pierwsza doczekała się pierwszego w historii zespołu teledysku.

Małpy, idąc w ślady Franz Ferdinand, zespołu, którym muzycznie na pewno troszkę się inspirowały, podpisały w czerwcu 2005 roku, kontrakt z  wytwórnią Domino Recording Company. Formacji podobało się podejście jej szefa i założyciela, znane w branży jako DIY, czyli Do It Yourself  (Domino zostawiało muzykom absolutną swobodę ekspresji i 100% kontrolę nad produkcją). W październiku 2005 roku światło dzienne ujrzał pierwszy oficjalny singiel grupy.  Debiutancki  album – Whatever People Say I Am That’s What I’m Not promował utwór I Bet You Look Good On The Dancefloor, który bardzo szybko wskoczył na pierwsze miejsce UK Charts. Jego los na UK Charts podzielił również następny singiel, także znany wcześniej ze składanki Beneath the Boardwalk, czyli utwór When The Sun Goes Down. A tak zespół zaprezentował swój materiał w programie Later… with Jools Holland. Później… na brytyjskim rynku muzycznym nic już nie było takie samo.

Debiutancki album, wydany na początku 2006 roku, złoił skórę konkurencji. Na płycie znalazło się 14 kawałków i ani jednego słabego. Każdy z nich wpadał w ucho i skłaniał do nauki slangu, bez znajomości którego większość tekstów była niestety mało zrozumiała. Przelane na ten album inspiracje Małp takimi zespołami jak The Libertines, Franz Ferdinand czy The Clash, w połączeniu z niesamowitym lirycznym i melodycznym instynktem Turnera (jest on kompozytorem większości utworów grupy), kapitalną, szybką, miejscami wręcz zawrotnie, sekcją rytmiczną Matta Heldersa dały piorunujący efekt końcowy. Ludzie oszaleli na ich punkcie. Odzwierciedleniem tego może być fakt, że ich debiutancki album, pobijając rekord ustanowiony przez Oasis i ich krążek Definitely Maybe, stał się najszybciej sprzedającym się debiutanckim albumem w Wielkiej Brytanii (pierwszego dnia sprzedano prawie 120 tysięcy płyt i ponad 360 tysięcy tylko w pierwszym tygodniu sprzedaży!) Jasne było, że nadzieja brytyjskiej muzyki alternatywnej, volens nolens, staje się rozpoznawalna na całym świecie. Był to moment, w którym wielu utalentowanym, nastawionym na sukces zespołom może uderzyć sodówa. Na szczęście Arctic Monkeys byli ponad to.

Wyraz tej dojrzałości można usłyszeć na wydanej już 3 miesiące po premierze debiutu, epce Who The Fuck Are Arctic Monkeys?. Znalazło się na niej 5 utworów: 2 utwory znane już z opublikowanych wcześniej nagrań oraz 3 zupełnie nowiutkie. No Buses i Despair In The Departure Lounge to spokojne, bardzo dobrze skomponowane i napisane ballady. Największą uwagę przyciąga jednak ostatnia kompozycja na epce, czyli tytułowe Who The Fuck Are Arctic Monkeys?, w którym Alex z dystansem podchodzi do szybko zdobytej przez zespół sławy, deklarując, że grupa nigdy nie będzie poddawała się presji fanów i ich oczekiwań, że pozostanie wierna sobie i nigdy nie będzie uznawała żadnych kompromisów.

Poziom muzycznych plemników w zespole wcale nie spadał, a pomysły na utwory długo nie zagrzewały miejsca w głowach muzyków. Jeszcze w 2006 roku Małpy wydały kolejnego (znowu kapitalnego) singla – Leave Before The Lights Come On, opowiadającego o nieprzyjemnych aspektach jednonocnych, „przygodnych romansów”.

Ta niesamowita płodność zespołu w połączeniu z utrzymywaniem przy każdym wydawnictwie bardzo wysokiego poziomu do dziś jest znakiem rozpoznawczym Arctic Monkeys. Wiele zespołów, po tak świetnym debiucie jakim okazało się dla Małp Whatever People Say I Am That’s What I’m Not, zamknęłoby się w studio i przez 2 lata przygotowywało i dopieszczałoby materiał ze strachu przed złym przyjęciem najcięższego w egzystencji każdego zespołu – drugiego albumu. Arctic Monkeys jednak zdawali się nie mieć tego problemu. Większym problemem było natomiast odejście współzałożyciela i basisty zespołu – Andy’ego Nicholsona, który miał dość stresu, ciągłego bycia w trasie i całego tego gwiazdorskiego gówna. Zastąpił go Nick O’Malley, a zespół mógł przygotowywać materiał na swój drugi album.

Od wydania ostatniego singla nie minął nawet rok, a już 23 kwietnia 2007 roku, po raz kolejny nakładem Domino Recording Company, grupa wydała album Favourite Worst Nightmare. Album promował utwór Brianstorm (często mylony z Brainstorm), który znowu wspiął się na sam szczyt UK Charts. Naprawdę diabelnie szybki kawałek (myślę, że granie go na koncertach było ważnym powodem zrzucenia zbędnych kilogramów przez perkusistę Małp – Matta Heldersa) przypominający troszkę wcześniejsze The View From The Afternoon czy From The Ritz To The Rubble. Pozostałe 11 piosenek utrzymanych było w nieco mroczniejszym od debiutu klimacie (najlepiej świadczy o tym utwór If You Were There, Beware). Współgrała z nim również dojrzalsza warstwa tekstowa, w której Turner trochę mniej miejsca poświęcał prostytutkom i nocnym klubom. Pojawiło się natomiast więcej niepretensjonalnie gorzkich piosenek o miłości takich jak, idealna do naładowania się odwagą, by z kimś zerwać, Do Me a Favour czy trochę bardziej subtelnych, jak Only Ones Who Know czy organowa 505 z gościnnym udziałem przyjaciela Alexa – Milesa Kane’a z zespołu The Rascals (przy okazji, polecam ich kawałek Out of Dreams). Kolejnym singlem był natomiast utwór Fluorescent Adolescent z charakterystycznym, przypominającym ska rytmem i z chyba najbardziej rozpoznawalnym teledyskiem zespołu.

Bez wątpienia z nawiązką spełnili tym albumem wygórowane oczekiwania fanów. Podobnie jak na debiucie, na Favourite Worst Nightmare nie było znacząco słabszych momentów. Po tym krążku zespół w końcu trochę się zmęczył. Małpom znudziło się granie w kółko tych samych kawałków. Wiedzieli, że następna płyta musi być zupełnie inna. W poszukiwaniu inspiracji wyruszyli na długie wakacje do Stanów Zjednoczonych. Tam wraz z Joshem Homme z QOTSA (w roli producenta) zaczęli pracować nad swoim 3. albumem, przekornie zatytułowanym Humbug. Słowo to istnieje również w języku polskim i oznacza „rozreklamowaną bzdurę, zorganizowaną bujdę, fikcję, lipę”. Wydaje się, więc, że muzycy w pełni zdawali sobie sprawę jakie reakcje może wzbudzić materiał, który zamierzali zawrzeć na nowej płycie. Materiał, na którym prócz oczywiście tego samego talentu Turnera, do pisania intrygujących, pełnych niecodziennych skojarzeń tekstów, nic nie miało być choć trochę podobne do tego, do czego zdążyli przyzwyczaić się fani zespołu. Zmienił się również wizerunek samych muzyków, którzy zrezygnowali z dresowych spodni, klasycznych reeboków i bluz z kapturem. Zapuścili dłuższe włosy, zaczęli ubierać się w dżinsowe bądź skórzane kurtki i nosić okulary przeciwsłoneczne.  Album nagrywano na przełomie 2008 i 2009 roku, a wydany został 19 sierpnia 2009 roku. Słychać na nim inspiracje amerykańską muzyką rockową lat 60. i 70. Alex Turner i Matt Helders sami przyznawali, że podczas komponowania utworów na Humbuga słuchali Hendrixa, Johna Cale’a, Nicka Cave’a czy zespołu Cream.  Singlem promującym wydawnictwo było złowieszcze Crying Lightning, z basowym riffem tak mrocznym, że aż strach się bać.

Humbug początkowo podzielił fanów. Dało się słyszeć opinie, że „to już nie Arctic Monkeys”, że powinni dalej grać tak samo jak na debiucie. Minęło jednak parę miesięcy i większość fanów, w tym ja,  którym na początku album nie do końca przypadł do gustu zalewali youtuby, last efemy i fejsbuki bardzo pozytywnymi komentarzami, w których podkreślali, że musieli się po prostu przyzwyczaić do tej zmiany w brzmieniu. Gdy już to zrobili Humbug stawał się dla niektórych (w tym dla mnie) nawet najlepszym albumem w dorobku grupy.

Flirt z amerykańską muzyką rockową okazał się dla Arktycznych dłuższym romansem. Wydane w czerwcu 2011 roku, Suck it and See, bo tak nazwany został ostatni jak dotąd, czwarty album zespołu (tytuł płyty  zaczerpnięty został z jednej ze scen Mechanicznej Pomarańczy Stanleya Kubricka), w porównaniu do Humbuga, okazał się jednak tylko przyjemną schadzką na kalifornijskiej plaży (nie podważając oczywiście jej uroku),  a nie nocą testowania wytrzymałości łózka w hotelowym pokoju, wypełnionym powietrzem ciężkim od feromonów. Oczywiście to tylko głupawe uogólnienie, ale przyznać trzeba, że jest to album najlżejszy i najbardziej popowy ze wszystkich krążków Arctic Monkeys. Singlowe Don’t Sit Down Cause I’ve Moved Your Chair, Brick by Brick, Library Pictures czy All My Own Stunts są co prawda trochę agresywniejsze, co nie zmienia faktu, że reszta albumu jest dla tych fanów zespołu, którzy szukają w muzyce delikatniejszych, balladowo-popowych uniesień ( np. w utworach Suck it and See, Piledriver Waltz czy That’s Where You’re Wrong). Pragnienia mniej popowych brzmień gasić mógł również b-side singla Don’t Sit Down Cause I’ve Moved Your Chair – The Blond-O-Sonic Shimmer Trap.

Po raz kolejny, zespół po wydaniu albumu nie chciał robić sobie dłuższej przerwy od pracy nad nowym materiałem. Już w lutym 2012 roku youtubowe światło ujrzało „R U Mine?„, czyli już teraz obiektywnie najlepszy kawałek roku. Podobno piąta płyta zespołu utrzymana będzie w podobnym klimacie i brzmieniu. Oby tak się stało, bo „R U Mine?” to jedna z lepszych, jeśli dotychczas nie najlepsza, kompozycja zespołu, a na pewno z najbardziej lepkim riffem.

Podsumowując, do Polski przyjedzie niedługo zespół, który nie dość, że zaczął swoją karierę od nagłego sukcesu i od jednego z najszybszych w historii muzyki zdobycia rzeszy fanów na całym świecie, wciąż jest na fali i wcale nie zwalnia tempa. Swoją krnąbrną wobec fanów postawą, diametralną zmianą wizerunku i brzmienia nagrywanych albumów,  paradoksalnie zaskarbił sobie jeszcze więcej szacunku. Sam przyznaję, że bardzo doceniam zespoły, które nie stają się zakładnikami swoich słuchaczy, które nie zapominają o tym, czym muzyka była dla nich na samym początku – nie maszynką do trzepania kasy, ale czymś czego eksplorowanie sprawiało przyjemność i po prostu dawało frajdę. Takie podejście nie zapędzi Małpy w coś, na czym kariery kończyło wiele dobrze zaczynających zespołów, mianowicie w pogoń za własnym ogonem, nie za ciekawą zarówno dla fanów, jak i dla samych muzyków (starających się za wszelką cenę nagrać coś podobnego do debiutu, tylko, że lepszego). Nie tędy droga. Dobrze wiedzą o tym, cały czas poszukujący nowych inspiracji Alex i spółka i właśnie dlatego wcale nie martwię się o dalszą karierę Arctic Monkeys.

Zainteresowanym polecam również zapoznać się ze wszystkimi b-side’ami singli i niewydanymi utworami, których jest tak mnóstwo, że spokojnie można by było złożyć z nich jeden albo nawet dwa pełnoprawne longpleje. Kilka najciekawszych wg mojego słyszymisię:

You & I ,

Settle for a Draw,

The Afternoon’s Hat,

Don’t Forget Whose Legs You’re On

Evil Twin

+ kapitalny cover utworu Nicka Cave’a & The Bad Seeds – Red Right Hand

Maciejeski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s