Blur nareszcie w Polsce

15 listopada Mikołaj Ziółkowski ogłosił pierwszą gwiazdę przyszłorocznego Heineken Opener Festival. Po tygodniach spekulacji, zastanawiania się, wyrażania nieśmiałych nadziei (jak tutaj) i oczekiwania, marzenia się ziściły. Do Gdyni przyjeżdża Blur. Co to właściwie oznacza i co to za zespół wystąpi na początku lipca na lotnisku w Babich Dołach? Czym to Blur się je?

Zespół tworzą Damon Albarn, Graham Coxon, Alex James i Dave Rowntree. Skład od powstania pozostaje niezmienny co jest w świecie muzycznym dość rzadką sytuacją. Ale wszystko należy zacząć od początku. Cofnijmy się więc do 1988 roku, do Londynu. Przyjaciele z dzieciństwa Damon Albarn i Graham Coxon poznali wtedy na studiach Alexa Jamesa. Damon w tym czasie grał w zespole nazwanym Circus razem z perkusistą Davem Rowntreem. Graham został do niego przyjęty kilka dni później jako gitarzysta, a basista Alex zdobył w nim miejsce po wyrzuceniu jego dwóch dotychczasowych członków. Nowopowstały skład nadał sobie pod wpływem opowiadania Salingera nazwę Seymour w grudniu 1988 roku. Po jednym z koncertów wpadli w oko Andy’emu Rossowi z agencji Food Records. Jedyne co mu się w zespole nie podobało to nazwa. Zaproponował kilka innych z których chłopakom najbardziej do gustu przypadło Blur i już pod taką nazwą podpisali kontrakt w marcu 1990 roku.

Zespół rozpoczął pracę nad debiutanckim albumem. W październiku 1990 roku wydali pierwszy singiel zatytułowany „She’s so high”. Pozycja na liście sprzedaży tak wysoka jednak nie była (48.) i zespół, żeby to zmienić zatrudnił producenta Stephena Streeta. Efektem ich współpracy był singiel „There’s no other way”. On osiągnął już dużo większą popularność (miejsce 8. na UK Singles Chart) i zespół wkroczył na jedyną możliwą drogę do sławy. Ich debiutancki album „Leisure” ukazał się w 1991 roku i osiągnął siódmą pozycję na liście sprzedaży płyt w Wielkiej Brytanii. Duży wpływ na brzmienie zespołu na tej płycie miały bardzo popularne  w tym okresie nurty takie jak madchester i shoegaze. Słychać też fascynację zespołami takimi jak The Stone Roses czy The Smiths. Album spotkał się z mieszanym przyjęciem przez krytykę, ale na ogół doceniano to, że Blur nie kopiuje jedynie brzmienia zespołów z Manchesteru, a wykształca własny styl. Podkreślano jednocześnie, że zespół wiele obiecuje tą płytą i czekano na kolejne dokonania zespołu.

Rok 1992 był dla Blur jednak bardzo trudnym rokiem. Zaczęło się od problemów finansowych. Zespół, żeby wyrównać debet wydał singiel „Popscene”. Słychać na nim więcej inspiracji latami 60. niż w poprzednich nagraniach zespołu. Brzmienie jest również nieco cięższe. Utwór czerpiący z brytyjskiej tradycji pełnymi garściami całkowicie redefiniował brzmienie Blur. Po jego umiarkowanym sukcesie, panowie pojechali w trasę po USA. W jej czasie zespół przechodził kryzys. Członkowie grupy mieli wszystkiego dosyć, najbardziej siebie nawzajem i zaczęli tęsknić za Wielką Brytanią. To skłoniło Damona Albarna do napisania kilku bardzo brytyjskich piosenek, by przez chwilę poczuć się jak w domu. Po powrocie do kraju zmianie uległ wizerunek Blur. Na zdjęciach promocyjnych zespół starał się na każdym kroku podkreślać swoją Brytyjskość w kontraście do amerykańskiej Nirvany i jej popularności. Dotyczyło to również brzmienia. Gatunek powstały w tym momencie, czerpiący pełnymi garściami z tradycji muzyki brytyjskiej lat 60. i 70. i stojący w opozycji do amerykańskiego grunge’u nazwano Britpopem.

Zespół wyszedł ze studia w grudniu 1992 z nagranym materiałem na kolejną płytę. Na prośbę wytwórni panowie musieli jeszcze do niego wrócić by dograć jakąś bardziej przebojową piosenkę, która wypromuje album. Piosenka „For Tomorrow” zaspokoiła oczekiwania labelu. Albarn napisał ją podobno na gigantycznym kacu podczas niedzielnego obiadu u rodziców. „Modern Life is Rubbish” ukazał się w 1993 roku i osiągnął 15. miejsce na listach sprzedaży. Jeszcze wyraźniej słychać na tym albumie zmianę brzmienia. Więcej jest inspiracji The Kinks, The Beatles czy The Who niż zespołami bardziej współczesnymi do Blur. Album miał również stanowić odpowiedź na rosnącą popularność zespołu Suede. Krytyka doceniła próbę zmiany brzmienia i rozwój tekstów pisanych przez Damona. Zespół wkroczył na nową ścieżkę.

Ścieżka ta doprowadziła ich do szczytowego osiągnięcia Britpopu. Wydany w 1994 roku album „Parklife” stanowił przełom. Nie tylko w karierze zespołu, ale również w muzyce brytyjskiej. Jeszcze więcej inspiracji latami 60., jeszcze więcej przebojowości i jeszcze więcej radości. Nie do pominięcia są teksty w których udało się Albarnowi bardzo trafnie oddać mentalność ówczesnej brytyjskiej młodzieży i bez nadęcia i niepotrzebnej pretensjonalności opowiedzieć o ich codziennych problemach. Wystarczy wspomnieć takie hity jak „Girls & Boys”, „Parklife”, „To the end” czy „This is a low” by  zaznaczyć znaczenie tej płyty dla całego brytyjskiego świata muzycznego. Zespół zyskał olbrzymią popularność i zebrał cztery statuetki Brit Awards za 1995 rok, w tym dla Najlepszego Zespołu i Najlepszego Albumu. Wydawało się, że czeka ich teraz tryumfalny marsz i niczym niezagrożone miano największego zespołu w Wielkiej Brytanii. Na ich i nasze szczęście tak się nie stało.

W roku ich największego sukcesu miejsce miał debiut pewnego zespołu z Manchesteru założonego przez braci Gallagher. Oasis bo o nich oczywiście mowa wydali w 1994 roku bardzo ciepło przyjęte debiutanckie „Definitely Maybe”. Rozpoczęła się Bitwa o Britpop (The Battle of Britpop). Zespoły zaczęły otwarcie rywalizować ze sobą. Singiel z nadchodzącego czwartego albumu Blur, czyli „Country House”, został wydany tego samego dnia co singiel Oasis („Roll with it”). Z nieskrywaną satysfakcją odnotuje, że osiągnął lepsze wyniki sprzedaży. NME i inne wpływowe media podniecone nadawały coraz to nowe tytuły tej rywalizacji (najbardziej do gustu przypadł mi „The British Heavyweight Championship” wymyślony przez NME). W mediach co i rusz pojawiały się pogardliwe wypowiedzi członków jednego zespołu o drugim. Albarn napisał nawet piosenkę nabijając się z uroku, a raczej jego braku, Noela Gallaghera („Charmless Man”). Oczekiwania i presja były olbrzymie. Można powiedzieć, że cała Wielka Brytania, a wraz z nią cały świat, czekał na premiery nowych albumów Blur i Oasis.

Pierwsi cios wyprowadzili muzycy Blur. 11 września 1995 roku ukazał się album „The Great Escape” będący zwieńczeniem trylogii zespołu o życiu współczesnych im młodych przedstawicieli klasy średniej. Brzmienie było bardziej orkiestrowe, monumentalne i wyszukane. Zawierał on takie hity jak wspomniane już „Country House” i „Charmless Man”, ale też „Universal” i „Stereotypes”. Krytycy byli zachwyceni. NME opisywało ten album jako „spektakularny, doskonały, okazały, chwytający za serce i inspirujący”. W dniu premiery krążek zdobył pierwsze miejsce na liście sprzedaży. Zanosiło się na knockout. 2 października 1995 ukazał się jednak drugi album Oasis zatytułowany „(What’s the Story) Morning Glory?”. Muzycy Blur na własnej skórze odczuli jak bardzo zmienne są sympatie krytyków i niemalże z dnia na dzień z bohaterów zmienili się dla prasy w niedojrzałych, sztucznych, śmiesznych i zapatrzonych w siebie przedstawicieli middle-class, podczas gdy Oasis przedstawiani byli jako autentyczni bohaterowie klasy pracującej.

Nie wpłynęło to pozytywnie na relacje wewnątrz zespołu. Graham Coxon zaczął popadać w konflikt z basistą Alexem Jamesem i Damonem Albarnem zarzucając im zbytnio wystawny i playboyowski styl życia oraz zbytnią kontrolę nad zespołem. Sam zaczął coraz więcej pić i, zmęczony Britpopem, słuchać amerykańskiej muzyki gitarowej. Zainspirowany muzyką undergroundową i lo-fi napisał kilka nowych piosenek i przyniósł ze sobą do studia. Kompozycje spodobały się zespołowi i muzycy zaczęli intensywne prace nad nowym albumem. Zapowiadali zerwanie z dotychczasowym brzmieniem i z Britpopem. Posunęli się nawet do tego, że by od tego uciec pojechali nagrywać płytę na Islandię.

Wśród wulkanów i gejzerów powstał album zatytułowany „Blur”, który światło dzienne ujrzał w lutym 1997 roku. Ponownie była to płyta brzmieniowo przełomowa. Zamiast kolejnych popowych piosenek zespół postawił na eksperymentalne i mocniejsze utwory. Najlepiej to widać na przykładzie jednej piosenki. Na każdej dotychczasowej płycie pojawiał się utwór w którym muzycy spuszczali ze smyczy swoje instrumenty. Coxon napieprza w struny ile wlezie, Albarn drze się do mikrofonu a Rowntree katuje bębny. Jeśli porównamy „Bank Holiday”, czy „Globe Alone” z „Song 2” znajdującą się na „Blur” to słychać wyraźną różnicę. Jest to utwór naprawdę bezkompromisowy, naprawdę agresywny i naprawdę słychać w nim poszukiwania zespołu. Zwiastunem zmian był utwór „Beetlebum”, który znalazł się na pierwszym miejscu UK Singles Chart. Przyjęcie całego albumu było nieco mniej entuzjastyczne jeśli chodzi o publiczność, natomiast bardzo jeśli chodzi o krytyków. Zwracano uwagę przede wszystkim na coraz lepsze teksty pisane przez Albarna. Doceniano też odwagę zespołu w zrezygnowaniu z części publiczności i tak ciężko wywalczonej popularności. Zespołowi udało się natomiast wreszcie zyskać popularność w Stanach Zjednoczonych a „Song 2” zaczęło być wykorzystywane w wielu reklamach, filmach i grach komputerowych.

Zespół, w przeciwieństwie do swoich rywali z Manchesteru, podjął udaną próbę zerwania z łatką zespołu Britpopowego i zaczął dalej poszukiwać inspiracji i dalej się rozwijać. Efektem tych poszukiwań był szósty album kwartetu, czyli „13”. Znalazły się na nim piosenki skomponowane przez Coxona z bardzo osobistymi tekstami Albarna. Słyszalne są daleko idące eksperymenty z użyciem elektroniki. Część utworów, jak „Battle”, „Caramel”, czy „1992” ma wręcz psychodeliczne brzmienie. Nieco odróżnia się hit „Coffee and TV”, między innymi tym, że śpiewa na nim Coxon. Inaczej brzmi również otwierający utwór. Gospelowe „Tender” z tekstem Albarna napisanym po jego rozstaniu z partnerką Justine Frischmann (wokalistką grupy Elastica) jest jedną z moich ulubionych kompozycji Blur i z pewnością jedną z najciekawszych. Płyta została doceniona przez krytyków i publiczność, ale entuzjazmu i zachwytu nie wzbudziła.

Na kolejne wydawnictwo Blur czekać trzeba było aż cztery lata. W międzyczasie muzycy zaczęli poświęcać czas solowym projektom. Albarn założył Gorillaz i z konieczności mniej czasu poświęcał Blur. Muzycy weszli w końcu do studia w 2002 roku, ale szybko z niego wyszedł Coxon. Jak tłumaczył był już zmęczony, wypalony i czuł, że przerwa we wspólnym graniu wszystkim wyjdzie na zdrowie. Najbardziej jemu. Gitarzysta miał już wtedy poważne problemy z alkoholizmem. Pozostała trójka udała się nagrywać do Maroka. Efektem była ich ostatnia jak na razie płyta studyjna, czyli „Think Tank” wydana w maju 2003 roku. Partie gitary zastąpione zostały przez elektronikę, albo zostały bardzo uproszczone. Za sprawą fascynacji Albarna etniczną muzyką afrykańską w niektórych utworach słychać tradycyjne marokańskie instrumenty. Całość brzmi jak przyjemne i spokojne jam session z momentem szaleństwa w postaci „We’ve got a File on You”. W tekstach widoczna jest dezaprobata Albarna dla wojny w Iraku i Afganistanie, a okładkę zaprojektował słynny Banksy. Płyta osiągnęła sukces zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w USA, ale zespół po jej wydaniu się rozwiązał.

Na ich ponowne zjednoczenie trzeba było czekać do 2009 roku. Zespół był headlinerem festiwalu Glastonbury, zagrał dwa wspaniale przyjęte koncerty w Hyde Parku i potem pojawił się jeszcze na festiwalu w Irlandii i na szkockim T in the Park. Muzycy zarzekali się jednak, iż nie planują nowych nagrań ani kolejnych piosenek a ich wspólne występy miały na celu tylko i wyłącznie naprawienie relacji Albarna z Coxonem. Efekt był taki, że w kwietniu 2010 roku ukazał się ich nowy singiel „Fool’s Day”. W tym samym roku wydany został film dokumentalny o zespole „No distance left to run”. W lutym 2012 roku zespół otrzymał nagrodę Brit Award za Znaczny Wkład w Muzykę. Zbiegło się to w czasie z ogłoszeniem koncertu na zakończenie Igrzysk Olimpijskich w Londynie, którego gwiazdami byli New Order i właśnie Blur. Z tej okazji zespół nagrał dwie nowe piosenki („Under the Westway” i „The Puritan”), a także wydał box zatytułowany „21” zawierający wszystkie dotychczasowe wydawnictwa czwórki z Londynu. W październiku dowiedzieliśmy, się że Blur będzie grało na festiwalu Rockwerchter i Primavera Sound Festival. Najlepsza informacja dotarła do nas jednak 15 listopada, gdy ogłoszono, że Blur odwiedzi nasz kraj.

Podsumowując pragnę zwrócić uwagę na to, że w lipcu w Gdyni zagra nie tylko legenda Britpopu ale przede wszystkim wybitny zespół. Zespół nie bojący się eksperymentować i poszukiwać nowych inspiracji. Zespół szalenie wszechstronny  i odpowiedzialny za takie hity jak „Girls and Boys”, „Parklife”, „Universal” czy „Song 2”. Zespół którego cztery płyty z siedmiu mogą być uznane za jego opus magnum. Zespół znakomity koncertowo, potrafiący przekazywać publiczności swoją grą niesamowite dawki energii. Ostatni wielki zespół który jeszcze nigdy nad Wisłą nie był. Zespół, który może i nieznacznie przegrał z Oasis Bitwę o Britpop, ale zdecydowanie wygrał Wojnę o Muzykę. I wreszcie mój ukochany brytyjski zespół. Koniec i bomba. Kto nie będzie ten trąba.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s