3uro1500day2 : Twilite, Rebeka, Kamp!

9 i 10 listopada swoje 3. urodziny świętował jeden z najważniejszych lokali na imprezowej mapie Warszawy, czyli klub 1500m2. Zrobił to z animuszem i przytupem. Dwudniowe obchody ich urodzin zostaną z pewnością zaliczone do najlepszych imprez w tym roku.  Lokal znajdujący się na warszawskim Powiślu w postindustrialnych przestrzeniach dawnej drukarni kartograficznej wypełniony był po brzegi. Pierwszego dnia gwiazdą wieczoru była Niemka Ellen Allien, drugiego zagrały trzy polskie zespoły i kilku uznanych DJów.

Pierwszym zespołem który pojawił się na scenie był duet Twilite. Tworzą go Paweł Milewski, Rafał Bawrisz, ich dwie gitary akustyczne i ich dwa wysokie głosy. Nie mogę powiedzieć, żebym był zachwycony tym występem. Grupa zbiera przychylne głosy krytyków i recenzentów jednak nie jest to wrażliwość która do mnie przemawia. Muszę jednak przyznać, że panowie zbudowali nastrój grając utwory ze swoich dwóch płyt („Bits and Pieces” i „Quiet Giant”) i zdobywając uznanie głównie żeńskiej części publiczności. Jakoś mnie to szczerze mówiąc nie dziwi, że mężczyzn pod sceną zbyt wielu wtedy nie było. Ich występ nie pasował mi również do pozostałych artystów występujących tego dnia. Wprowadzanie nastrojowych ballad granych na akustykach w przestrzeń klubową było odważnym posunięciem, ale moim zdaniem egzaminu nie zdało.

Dużo lepiej w realiach klubowych odnajdywał się kolejny duet tego dnia, czyli Rebeka. Na scenie zobaczyliśmy Iwonę Skwarek i Bartosza Szczęsnego grających na klawiszach i syntezatorach. Wokalistka miała fantazyjnie pomalowaną twarz. Ich występ był dobry. Rozgrzali publiczność przed gwiazdą wieczoru dając jej możliwość do tańczenia. Widać było również że sami wykonawcy na scenie się doskonale bawią. Niestety efekt psuł trochę fakt, że z świetnie zmiksowanymi i zagranymi podkładami Szczęsnego nie idzie w parze świetny wokal. Zespół natomiast bardzo ciekawie eksperymentuje z łączeniem brzmienia syntezatorów i klawiszy z innymi instrumentami. Dobrze słychać to było w piosence „Stars„. Zespół brzmiał dla mnie jednak nieco zbyt podobnie do innego projektu wokalistki, czyli zespołu Hellow Dog. Niemniej jednak w ich twórczości tkwi duży potencjał, który mam nadzieję, zespołowi uda się wykorzystać i rozwinąć.

Publiczność rozgrzana poprzednimi występami z niecierpliwością czekała na występ głównej gwiazdy wieczoru czyli Kamp! Łódzko-wrocławskie trio tworzone przez Radka Krzyżanowskiego, Tomka Szpaderskiego i Michała Słodowego to na polskiej scenie ewenement. Muzyka jaką tworzą jest wyjątkowa i na światowym poziome. Ich dotychczasowe utwory, pokazywane światu od 4 lat, brzmią zupełnie inaczej niż cokolwiek dotychczas wydawanego w naszym kraju. Powiedzieć, że Kamp! gra muzykę elektroniczną to za mało. Ich twórczość bardzo trudno zaszufladkować i przypisać do konkretnego nurtu. Panowie tworzą muzykę na pograniczu synth-popu i dance. Udało im się jednak wytworzyć własny, charakterystyczny i niepowtarzalny styl. Świetne podkłady klawiszowe i zgrabne bity połączone z bardzo przyjemnym wokalem w sumie dają fantastyczny efekt. Trzy tygodnie temu miała miejsce premiera ich singla promującego ich debiutancką płytę. „Sulk” narobił fanom apetytu a zespół zapowiedział że w czasie warszawskiego koncertu premierowo zagrają utwory z nowego krążka.

Wspomniany singiel otworzył koncert i stanowił preludium do dzikiego szaleństwa które zaczęło się potem. Mimo, iż było już naprawdę późno (koncert trwał od 1:30 do 3) i publiczność miała prawo być zmęczona, nikt się nie oszczędzał. Duża ilość energii płynącej ze sceny udzieliła się widowni i wszyscy tańczyli w rytm ich utworów. Premierowe piosenki wypadły znakomicie, nie inaczej było z dobrze już znanymi „Distance of the modern hearts” czy „Heats„. Niesamowite jest to jak dużo energii zyskują ich kompozycje w wykonaniu na żywo. Wyróżnić muszę fantastyczne zagranie utworu „Zen Garden” i kosmiczne kilkunastominutowe „Breaking a ghost’s heart„.  Były to jedne ze zdecydowanie najlepszych utworów jakie usłyszałem w tym roku na żywo. Tłum reagował żywiołowo wynagradzając chłopaków jak najbardziej zasłużonymi brawami. Muszę powiedzieć, że nigdy nie byłem na koncercie polskiego wykonawcy, który zostałby tak entuzjastycznie przyjęty przez publiczność jak Kamp! Sami artyści wydawali się tym zaskoczeni i oszołomieni. Zaliczam ten koncert do trójki najlepszych na jakich byłem w tym roku. Mam nadzieję, że Tomek, Radek i Michał porządnie namieszają nie tylko na naszym (to już de facto zrobili), ale i na światowym rynku, bo absolutnie na to zasługują. Po koncercie jeszcze bardziej nie mogę się doczekać ich płyty, a klubowi 1500m2 życzę kolejnych lat na koncie i jeszcze częstszego organizowania tak udanych imprez.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s