I dzień 10. Festiwalu WUJek: Snow Crash Trio, UL/KR, Ścianka

9 listopada rozpoczął się w Warszawie dwudniowy festiwal muzyczny – Festiwal WUJek. Organizowana od 2001 roku przez Szymona Tarkowskiego impreza, zalicza się do najciekawszych jesiennych wydarzeń muzycznych w Warszawie. Przez kilka lat festiwal organizowany był w praskiej Fabryce Trzciny (pierwsza edycja miała miejsce w Jazzgocie), w tym roku odbywa się w Skwerze (będącym filią Fabryki Trzciny) i Sztukach&Sztuczkach. Impreza ma na celu pokazywanie najbardziej oryginalnych rodzimych twórców, niekoniecznie znanych szerszemu odbiorcy. Mocną stroną jest jej kameralność, niesilenie się na masowość i konsekwencja w formie. Sam Tarkowski podkreślił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, przed festiwalem, że jest to festiwal autorski i główne kryterium doboru artystów stanowi jego gust. Bez znaczenia są szufladki i style muzyczne (mimo, iż skrót WUJ oznacza Warszawski Underground Jazzowy). Nie inaczej było w tym roku, podczas pierwszego dnia festiwalu.

Pierwszego dnia imprezy koncerty odbywały się w Skwerze, na Krakowskim Przedmieściu. Kameralna atmosfera tego lokalu dobrze pasowała do muzyki granej przez tegorocznych artystów. Pierwszym zespołem, który zaprezentował się na scenie był warszawski Snow Crash Trio. Muzyka jaką tworzą, sami nazywają cyberpunkiem, cokolwiek to znaczy. Ich występ stanowił połączenie modulowanej na żywo elektroniki z brzmieniem gitary oraz akustycznej i elektronicznej perkusji. Koncertowi towarzyszyły wyświetlane za plecami zespołu animacje, które w ich twórczości stanowią nierozerwalną całość z muzyką. Mroczne brzmienie zespołu poparte było treścią animacji, co w efekcie przełożyło się na niepokojącą atmosferę. Niestety, oprócz zapadającego w pamięć utworu „Da5id” zespół nie pokazał ani jednej bardziej intrygującej kompozycji. Zespół wypadł przyzwoicie, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nie do końca wie jak chce grać i że ich utwory są jednostajne i monotonne. Plusem jest jednak to, że pojawiły się pewne interesujące pomysły, jeśli chodzi o łączenie elektroniki z brzmieniem gitary i jeśli zespół będzie potrafił je rozwinąć, to jeszcze o nich usłyszymy.

O kolejnym zespole mam nadzieję, że kiedyś usłyszą wszyscy. Zespołem tym był bowiem introwertyczny duet z Gorzowa, czyli UL/KR. Muszę przyznać, że dawno nie byłem tak pozytywnie zaskoczony i zachwycony zespołem po jednym koncercie, nie znając wcześniej jego twórczości. Błażej Król i Maurycy Kiebzak fantastycznie odnajdują się w mrocznych brzmieniach niemieckiego romantyzmu, new wave i dark wave, bo to inspiracje tymi gatunkami możemy znaleźć w ich twórczości. Ich występ był hipnotyzujący i urzekający. Minimalistyczne brzmienie klawiszy i gitary i zjawiskowy wokal Króla poruszały wszystkie bardziej wrażliwe strony mojego ja, dobijając się nawet do tych najgłębiej skrywanych. Niebagatelną rolę odegrały tu znakomite teksty zespołu. Wyziera z nich wewnętrzny niepokój, poczucie osamotnienia i ból po rozstaniu („Najpierw z rąk nam wyleciała zaraz potem z głowy/i jest tak że czujemy się lepiej ale nigdy nie czuliśmy się gorzej). Mało kto w Polsce potrafi pisać teksty zarazem tak liryczne i bezpretensjonalne. W pamięci na długo  pozostanie mi fantastyczne i przejmujące wykonanie utworu Brodzę na koniec ich występu. Jedyną złą stroną tego koncertu było to, że trwał za krótko, bo zespół śpieszył się na pociąg.

Ostatni na scenie pojawił się zespół o którym już dawno wszyscy powinni byli usłyszeć. Zespołem tym była oczywiście Ścianka. Jeden z najważniejszych zespołów dla polskiej sceny alternatywnej. Od zawsze wymykający się wszelkim klasyfikacjom. Tej również. W czasie koncertu zespół promował utwory z ich nadchodzącej płyty „Come November”. Album miał ukazać się już w zeszłym roku. Wszyscy fani czekają na niego z utęsknieniem, bo od ostatniego minęło już 6 lat („Pan Planeta” został wydany w 2006 roku). Mieliśmy nadzieje, że będzie on dostępny już w listopadzie ale w rozmowie z Maciejem Cieślakiem dowiedziałem się, że chciałby on by płyta była przed gwiazdką, ale nie ma pojęcia czy to się uda. To wielka szkoda, bo sądząc po tym jaki występ dał zespół, będzie to płyta genialna. Panowie Maciej Cieślak, Arkadiusz Kowalczyk i Michał Biela zaprezentowali nowy materiał z werwą i dużą ilością energii. Pojawiło się wszystko to za co kochamy Ściankę, czyli świetne riffy gitarowe grane przez Cieślaka, znakomicie nadawany przez żywiołowo grającego na swojej perkusji Kowalczyka rytm, surowe, głębokie brzmienie basu Bieli i umiejętne konstruowanie przez zespół ścian dźwięku oraz częste zmiany tempa. Temu wszystkiemu towarzyszył charakterystyczny wokal Cieślaka. Jak już wspomniałem na scenie było dużo energii co było widać zwłaszcza po bardzo ekspresyjnie grającym na basie Michale. W jednym z wywiadów kilkanaście lat temu Cieślak, charakteryzując ich pierwszą płytę powiedział, że ich piosenki „to takie mgiełki i napierdalatory”. W czasie ich występu usłyszeliśmy więcej tych drugich z niesamowitym i zapadającym w pamięć „Shifting the night for tomorrow” na czele. Nawet piosenka którą wokalista zadedykował swojej zmarłej niedawno babci mimo początkowej mgiełkowatości przerodziła się w rasowy napierdalator z krzykiem rozpaczy Cieślaka, zamiast wcześniejszego smutku w jego głosie.

Koncert stał na poziomie o którym zdecydowana większość rodzimych kapel może tylko pomarzyć. Zwłaszcza pod kątem warstwy muzycznej Ścianka była, jest i pozostanie (co udowodnili tym występem) grupą absolutnie wyróżniająca się na naszej scenie brzmieniem. Gitarowy noise przez nich grany zdecydowanie zasługuje na uwagę. Na naszym podwórku niepowtarzalny, a ich twórczość stanowi jedną z najambitniejszych. Żałuję tylko, że panowie zrezygnowali z pisania piosenek po polsku, bo przez lata Cieślak należał do najsprawniej posługujących się językiem polskim autorów (kto nie wierzy niech posłucha „Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu” lub „Harfy traw”). Po tym koncercie naprawdę nie rozumiem, dlaczego grupa nie wie jeszcze kiedy uda im się wydać „Come November”. Mogę tylko ubolewać, że zespół z takimi dokonaniami i umiejętnościami nie może znaleźć wydawcy w tym kraju. Mam nadzieję, że ta i kolejne edycje Festiwalu WUJek pomogą zmienić tę sytuację. Dziś odbędzie się jego drugi dzień, w ramach którego w Sztukach&Sztuczkach zagrają Tania Odzież, Asia i Koty i Nathalie and the Loners.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s