Wilk | Kim Nowak

Kim Nowak, czyli Bartosz Waglewski „Fisz” (bas, wokal), Piotr Waglewski „Emade” (perkusja) oraz Michał Sobolewski (gitara), po swoim debiutanckim krążku z 2010 roku (pt. Kim Nowak) od razu zyskało rzeszę fanów i  uznanie wielu recenzentów. Ich debiut wymieniany był jako najciekawsze polskie wydawnictwo roku. Trudno się temu dziwić. Rzadko spotykane w przebijającej się medialnie polskiej muzyce surowe, garażowe brzmienie, pierwszy raz, tak drapieżnie charyzmatyczny głos Fisza (który najwidoczniej w rockowej stylistyce również czuje się jak ryba w wodzie), niebanalne polskie teksty! (polskie, młode, rockowe zespoły śpiewające wyłącznie po angielsku to już jakaś plaga), zdumiewająco dobre partie gitarowe Sobolewskiego oraz świetna gra na perkusji Piotra Waglewskiego złożyły się na pierwszy od dawna po prostu fajny, energetyczny polski rockowy album. Mimo, że, jak wiadomo, bracia Waglewscy od początku swoich karier obrali  bardziej hiphopową muzyczną ścieżkę, na której osiągnęli już zresztą sporo (Fisz/Emade czy Tworzywo Sztuczne), nigdy nie  ukrywali swoich fascynacji cięższymi brzmieniami (głównie amerykańską muzyką rockową lat 60. i 70.). Jednak dopiero, gdy poznali odpowiedniego gitarzystę (Michała Sobolewskiego), ze świetnym warsztatem, który podzielał ich słabość do ostrzejszego, brudnego grania, ich dawne fascynacje mogły przeistoczyć się w inspiracje twórcze i do życia powołać mogli zespół Kim Nowak.

Duża dawka surowej energii i dobrze skondensowane kompozycje sprawiły, że przyjęcie albumu było bardzo entuzjastyczne. Mimo, że inspiracje na nim zawarte sięgały czasów, których nawet rodzice wielu obecnych fanów Kim Nowak mogą nie pamiętać, warszawskie trio swoim debiutem przewietrzyło trochę polską scenę rockową. Po trasie promującej ich debiut muzycy przyznawali w wywiadach, że byli bardzo zadowoleni z grania tej płyty na koncertach, z krążącej gdzieś między sceną a publicznością energii i, co uspokoiło słuchaczy, że nie chcą kończyć współpracy na jednym albumie i  przewidują nagrywanie kolejnego.

Po ponad 2 latach oczekiwań, okazało się, że dotrzymali słowa. 6 listopada wywołany z lasu został „Wilk” – drugi studyjny album warszawskiego tria. Nadzieje fanów były bardzo duże, poprzeczka postawiona wysoko, a apetyt wilczy. Jak zapewniał wydawca album miał być bardziej klimatyczny, mniej surowy, garażowy. Utwór promujący wydawnictwo, czyli „Krew” rzeczywiście zwiastował pewne zmiany w brzmieniu (notkę o nim możecie znaleźć tutaj) i szybko wpadał w ucho, ale irytowało echo w wokalu i, podświadomie porównując go do pierwszej płyty, trochę bałem się, że na Wilku nie będzie już tego pazura, który tak zachwycał na debiutanckim krążku. No i rzeczywiście, pazura może i nie ma, ale i tak jest zajebiście, bo są za to kły.

Wilka świetnie otwiera bardzo dynamiczny i króciutki (2:13), pachnący trochę rockabilly, utwór  „Lodowiec gigant”. Chyba najszybszy kawałek na płycie, który energią i brzmieniem przypomina trochę debiut. Jest tak szybki, że jestem ciekaw jak Kim Nowak poradzi sobie z nim na koncertach. Fani, chcący nadążyć pod sceną za rytmem też się pewnie trochę spocą. Numer 2 na albumie, to znany już wcześniej utwór „Krew„. Dobry riff i zapadające w pamięć „Gdy wszystko polityką jest, mam cienką skórę pod nią krew”  mogą się podobać, jednak mimo, że wybrany został na singiel promujący album to nie oddaje według mnie charakteru, ani poziomu całego Wilka. Potem, za sprawą „Mokrego psa” na chwilę robi się lżej, nawet trochę popowo, co potwierdzać może to, że piosenka ta trafiła już na listę przebojów „Trójki”. Znowu bardzo przyjemne rozwiązania gitarowe Sobolewskiego i interesujący tekst Fisza, sprawia, że brak obiecywanego mroku w brzmieniu, rekompensuje nam melodia i maniera w głosie Bartka Waglewskiego.


Dobry kawałek, lecz na całej płycie wypada raczej przeciętnie – na przykład za sprawą kolejnej piosenki, czyli „Wczoraj„. Według mnie jednej z trzech najlepszych kompozycji na całym albumie. Jest tutaj bluesowy drapieżny rytm, ostry jak kieł riff oraz kapitalny tekst, w którym Fisz wraca do bardziej krnąbrnych lat  („Gorące lato, 16 lat, siedzę wpatrzony w nic. Mam gdzieś policję i dyktatorów, dmucham, pluję na wiatr”). Jest moc, brawo panowie. „Skrzydła” z kolei to utwór brzmieniowo najcięższy, hardrockowy, z trochę Black Sabbathowym riffem, szaloną miejscami perkusją Piotra Waglewskiego, który na tym albumie po raz kolejny udowadnia, że oprócz produkowania dobrych bitów, potrafi dawać czadu na bębnach i talerzach i to na bardzo wysokim poziomie.

Przy okazji ścieżki numer 6, czyli „Prosto w ogień”, z gościnnym udziałem wokalistki Tercetu Egzotycznego (Izabeli Skrybant-Dziewiątkowskiej), pojawia się zapowiadany przez wydawcę tarantinowski klimat. Muszę przyznać, że udało im się to całkiem zgrabnie. Utwór rzeczywiście brzmi trochę jak wyjęty ze ścieżki dźwiękowej Pulp Fiction, a część instrumentalna (bardzo transowo zabębniona), która następuje w 3 minucie, przypomina mi trochę Bullwinkle Part II zespołu The Centurians. Następny kawałek to najmroczniejsze z całego Wilka „Okno”. Riff przypomina te z płyt The White Stripes czy z solowej twórczości Jacka White’a. Czuć, że Wilk w tym kawałku w końcu staje się bardziej drapieżny. W zwrotce, gitara zaczyna dziko wyć, czemu towarzyszy zawodzący wokal Fisza. Mroczny, ciężki klimat podkreśla punktująca rytm stopa Emade, która sprawia, że naprawdę boję się, że Wilk zaraz zapuka do moich drzwi. Po ostatnim wersie Fisza, do bassowego rifu dołącza gitara Sobolewskiego, a Wilk staje się wilkołakiem. Trochę pozornego spokoju wnosi, bluesowa, swingująca trochę „Noc”. Diabelnie klimatyczna kompozycja z udziałem Tomasza Dudy na saksofonie (Pink Freud). Znowu wyróżniający się tekst  Fisza, z lekkim mrugnięciem oka w stronę twórczości Davida Lyncha oraz grany na saksofonie temat sprawiają, że obok „Prosto w ogień” to właśnie „Noc” wymieniłbym jako dwa najbardziej mroczne klimatycznie utwory na tej płycie. „Chmury” z ciekawym, trochę wibrującym riffem i znowu dobrym tekstem Fisza, który poniżej pewnego lirycznego poziomu nie zwykł schodzić, również jest utworem, do którego jeszcze nie raz z chęcią będę wracał.

Najgorszym kawałkiem na płycie jest moim zdaniem „Dwie kropki”, który przypomina bardziej dokonania zespołów indie rockowych. Nie mówię, że jest zły, ale po prostu najbardziej odstaje od reszty, bardziej zapadających w pamięć utworów. Album wieńczy tytułowy „Wilk”. Ostatnia z trzech według mnie najbardziej zasługujących na pochwałę kompozycji na krążku. Składa się jakby z dwóch symultanicznie rozwijających się, przeplatających utworów. Kompozycja może nie najbardziej energiczna, nie tak skondensowana jak „Okno”, bo „Wilk” trwa ponad 7 minut, ale  najbardziej przemyślana, już o nie tak prostej formie jak reszta. No i ten orientalny smaczek na koniec. Super.

„Wilk” na pewno nie zawiedzie fanów. Kim Nowak poszukało innych, mroczniejszych brzmień, ale umiejętnie się w nich odnalazło. Są perełki, są utwory bardzo dobre, jest parę przeciętnych, ale nawet w tych ostatnich, trio z Warszawy wciąż trzyma bardzo wysoki, jak na polski zespół rockowy, poziom. Już nie mogę się doczekać, by usłyszeć tę płytę na żywo, a po koncercie pewno będę się modlił, by panowie znów uspokoili swoich fanów informacją o kolejnych wydawnictwach.

Maciejeski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s