35 lat z „Nevermind the Bollocks, here’s the Sex Pistols”

W dniu 27 października 2012 roku swoje 35. urodziny obchodzi jedna z najważniejszych płyt w historii muzyki. Album znajdujący się w każdym zestawieniu „100 płyt wszechczasów” niezależnie od tego który magazyn taką listę tworzy. Co spowodowało, że „Nevermind the Bollocks here’s The Sex Pistols”, bo o nim mowa, okazał się być tak ważny?

Przenieśmy się na chwilę do Londynu pierwszej połowy lat. 70. Gospodarka brytyjska nie wyszła jeszcze z kryzysu spowodowanego wojną Jom Kippur co spowodowało, że sytuacja na rynku pracy była postapokaliptyczna. Rosły ceny benzyny, żywności, papierosów, wszystkiego. Jakby tego było mało mieszkańcy Londynu stawali się co jakiś czas celem ataków terrorystycznych separatystów z IRA, co powodowało wzmożoną aktywność policji. Rozrywek jak na lekarstwo. W telewizji nudy. W radiu cały czas puszczali 17 minutowe piosenki długowłosych dinozaurów rocka progresywnego. Nic dziwnego, że część młodych ludzi zaczęła szukać miejsca ucieczki od tej beznadziejnej rzeczywistości ich otaczającej.

Na ich szczęście miejsce takie powstało przy King’s Road za sprawą niejakiego Malcolma McLarena i jego partnerki Vivienne Westwood. Sklep z ubraniami który prowadzili stał się punktem do którego kierowali się wszyscy niezadowoleni z życia nastolatkowie szukający czegoś innego do ubrania się niż hipisowskie dzwony i powłóczyste kwieciste koszule. Traf chciał, że pewnego razu trafiło tam dwóch znajomych ze szkoły Steve Jones i Paul Cook. Poznali tam Glena Matlocka i za namową McLarena postanowili założyć zespół. Steve grał na gitarze, Paul umiał coś niecoś na perkusji, Glenowi przypadła gitara basowa. Brakowało im jedynie wokalisty. Kolejnym szczęśliwym zbiegiem okoliczności Bernard Rhodes, ówczesny współpracownik Malcolma a późniejszy menadżer The Clash, zauważył na ulicy Johna Lydona. Trudno go było nie zauważyć skoro miał zielone postawione na sztorc włosy i koszulkę zespołu Pink Floyd z własnoręcznym dopiskiem „I hate”. Jego uzębienie przypominało Hiroszimę, więc szybko zyskał przezwisko Rotten (ang. Zgniły). W ten sposób w 1975 roku skompletowany został skład zespołu który do historii muzyki przeszedł jako Sex Pistols.

Kolejne dwa lata które minęły od powstania zespołu do wydania płyty w 1977 roku upłynęły na niekończących się skandalach. Już na pierwszym koncercie w Londynie odłączono im prąd. Potem w czasie ich kolejnych występów można było być świadkiem latających krzeseł czy bójek publiczności z zespołem w czasie których gitary używane były jak maczugi. To wszystko sprawiło, że o zespole stało się głośno. Aura skandalu towarzysząca zespołowi wzmagała zainteresowanie publiki, dodatkowo umiejętnie podsycane przez McLarena. Kolejne koncerty i udział w telewizyjnym show Tony’ego Wilsona sprawiły, że zespołem zainteresowało się EMI, której nakładem ukazał się pierwszy singiel zespołu, czyli „Anarchy in the U.K.” Problemy Sex Pistols zaczęły się od wywiadu wyemitowanego w programie „Today” lokalnej telewizji w którym Steve Jones obrzucił wyzwiskami dziennikarza Billa Gundy’ego, który w czasie przeprowadzania wywiadu był kompletnie nawalony i zaczął zalecać się do jednej z dziewcząt zaproszonych do studia. Reminiscencjami tego skandalu było odwołanie części trasy koncertowej, protest części rozgłośni radiowych i gazet oraz rozwiązanie kontraktu z EMI.

Kolejną dużą zmianą było odejście (wyrzucenie?) z zespołu na początku 1977 roku dotychczasowego basisty Glena Matlocka i zastąpienie go przez Johna Simona Ritchiego, bardziej znanego jako Sid Vicious. Sid był kolegą Rottena ze szkoły, wielkim fanem zespołu, „wynalazcą” tańca pogo (jako niski chłopak podskakiwał w rytm muzyki żeby widzieć co się dzieje na scenie, a inni uznali to za fantastyczny sposób na zabawę) i znanym skandalistą co idealnie pasowało do koncepcji McLarena na wizerunek zespołu. Problem stanowiło to, że nie miał pojęcia jak się gra na gitarze basowej. To sprawiło, że Sid co prawda występował z zespołem na scenie, ale w studiu jego instrument przejmował Steve Jones. Tak było w przypadku nagrywania singla „God save the Queen”, który miał być wydany nakładem wytwórni A&M. Nie został, ponieważ tydzień po hucznym podpisaniu kontraktu z zespołem przed Buckingham Palace, wytwórnia zakończyła współpracę z Sex Pistols z powodu gróźb pod adresem członka rady nadzorczej kogoś z osób bliskich zespołowi, a kilkadziesiąt tysięcy gotowych do opublikowania singli zniszczono.

Chętnym na wydawanie muzyki zespołu i nie bojącym się skandali z tym związanych okazał się Richard Branson, szef wytwórni Virgin. Singiel został wydany w dzień Srebrnego Jubileuszu królowej Elżbiety II i rozszedł się w nakładzie ponad 150.000 egzemplarzy już w pierwszy weekend. Obrazoburczy tekst sprawił, iż BBC i część prywatnych rozgłośni odmówiło jego puszczania. Kolejnym skandalem była impreza zorganizowana przez członków zespołu na pływającym po Tamizie statku Queen Elisabeth II, której uczestnicy zostali aresztowani przez policję. Wszyscy czekali jednak na długogrające dzieło londyńczyków, które poprzedzone premierą singli „Pretty Vacant” i „Holidays in the sun” ukazało się 27 października 1977 roku.

Płyta „Nevermind the Bollocks, here’s the Sex Pistols” zawiera 12 utworów i trwa niecałe 40 minut. Te 40 minut wywróciło świat muzyki do góry nogami. Płyta stanowiła prawdziwy przełom w tworzeniu muzyki w latach 70. Jak już napisano wyżej, dekada lat 70., a już zwłaszcza jej druga połowa to okres dominacji rocka progresywnego. Kilkunastominutowe, ciągnące się w nieskończoność piosenki. Solówki gitarowe potrafiące trwać dłużej niż niejedna wydawana dziś płyta i długowłosi muzycy ubierający się w jeansowe kurty i skórzane spodnie. Koncerty przypominające bardziej muzyczne spektakle teatralne, niż granie muzyki na żywo. To wszystko zostało przez Sex Pistols zanegowane i wyśmiane. Po pierwsze w ubiorze. Członkowie zespołu zapoczątkowali modę na noszenie porwanych jeansów, nakłuwania swoich uszu agrafkami i noszenia postawionych na sztorc, pofarbowanych na domowy sposób włosów. Stąd wzięła się nazwa nurtu przez nich zapoczątkowanego, czyli Punk (po angielsku śmieć). Po drugie ich twórczość była buntem nie tylko przeciwko opresyjnemu państwu policyjnemu, czy tradycyjnemu i purytańskiemu społeczeństwu. Ta płyta to bardzo głośny i siarczysty policzek wymierzony takim zespołom jak Led Zeppelin, King Crimson, Deep Purple, czy Pink Floyd. Najdłuższy utwór trwa nieco ponad 4 minuty. John Rotten bardziej krzyczy przeciągając sylaby niż śpiewa. Basista nie potrafi grać na basie. Gitarzysta opiera się na pięciu akordach na krzyż, a perkusista zna 2 standardy. Zamiast solówek muzycy postawili na efekt zwany ścianą dźwięku. Zamiast melodii mamy hałas i zgiełk. Nie liczy się jednak piękno i harmonia powstającej muzyki. Liczą się chęci i potrzeba wykrzyczenia z siebie gniewu i nienawiści siedzącej gdzieś tam głęboko w środku. Najważniejsze są teksty, które bardzo silnie oddziaływały na wyobraźnię osób słuchających tej muzyki. Wiele spośród nich samemu chwytało za instrumenty i zakładało zespoły, ponieważ taki sposób wyrażenia samego siebie najbardziej im odpowiadał. W ten sposób powstali chociażby The Buzzcocks i Joy Division. Najbardziej stymulujące z pewnością były teksty pisane przez Rottena. Znajdziemy w nich krytykę wartości ówczesnego społeczeństwa brytyjskiego („God Save the Queen”), tęsknotę za niczym nie skrępowaną swobodą („Anarchy in the U.K.”), sprzeciw wobec kłamstw, egoizmowi i bezduszności ówczesnych ludzi i polityków („Liar”, „No Feelings”) i wreszcie zaprawdę piękny kop w dupę wytwórni która kiedyś z nich zrezygnowała („EMI Unlimited Edition”). Cała płyta niesie ze sobą naprawdę potężną ilość dzikiej i nieokiełznanej energii.

Dalsze koleje losu zespołu po wydaniu płyty były nie mniej burzliwe niż okres przed jej wydaniem. Zespół zakończył działalność podczas trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych w 1978. Niedługo po tym Sid Vicious wpadł w poważne kłopoty związane z nadużywaniem heroiny, które niestety zakończyły się jego śmiercią w 1979. John Rotten (już pod swoim prawdziwym nazwiskiem) założył zespół Public Image Limited, który z powodzeniem funkcjonuje do dziś. Sam zespół Sex Pistols również gra jeszcze koncerty, jednak na ten etap ich działalności wolałbym spuścić zasłonę milczenia. Wolę pamiętać Sex Pistols przede wszystkim jako zespół któremu zawdzięczamy punkową rewolucję. Nieistotne są w tym kontekście głosy, że cały zespół był tylko narzędziem w rękach Malcolma McLarena do zbicia fortuny i że mieli zbytnio komercyjny charakter. Nie interesują mnie w tym momencie opinie mówiące o tym, że Sex Pistols stali dużo niżej na stopniu rozwoju muzycznego niż The Clash. To oni zaczęli całą punkową imprezę w Europie i im dzisiaj, w dniu 35. rocznicy wydania tego ważnego albumu składam hołd.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s