Coldplay na Stadionie Narodowym 19.09.2012

(okładka najnowszej płyty Coldplay – Mylo Xyloto)

Koncert Colplay na Stadionie Narodowym. Wydarzenie oczekiwane przez wielu od wielu lat. AlterArt wreszcie zaprosił ich na koncert. Byli co prawda na Openerze w 2011 roku, ale osobny koncert to zupełnie inna historia. Tak jak za coroczne organizowanie Openera duże brawa dla pana Ziółkowskiego, tak za ten koncert należy mu się ode mnie karny kutas. Ale po kolei. Byłem na nim jako opiekun swojej czternastoletniej siostry, typowej słuchaczki tego zespołu. Nadwrażliwej nastolatki marzącej o tym, żeby kiedyś spotkać księcia z bajki i naiwnie wierzącej, że to jest pewne jak to, że dwa plus dwa to cztery. Ku jej uciesze bilety mieliśmy w Golden Circle. Nie mogło być gorzej. Z poczuciem wyższości i piwem w ręku mijałem grupę narwanych gówniar stojących pod barierkami od 15 i doznających spazmatycznego orgazmu na samą myśl o tym, że Chris Martin będzie dziś wył na Narodowym a one będą tego świadkami. Siostra też nalegała, żebyśmy byli 2 godziny przed rozpoczęciem koncertu, co skończyło się tym, że przez dwie godziny marznęliśmy słuchając supportów. Pierwszy z nich, Charlie XCX mnie nie zachwycił, natomiast Marina & The Diamonds byli lepsi wg mnie niż główna gwiazda wieczoru. Zwłaszcza Marina w swojej obcisłej sukience z dużym dekoltem.

Marina and the Diamonds

Punktualnie o 21:00 zgasły światła i puszczono motyw z filmu „Powrót do przyszłości” przy dźwiękach którego na scenie pojawił się zespół. „Is there anybody out there?” zapytał się wokalista, a tłum (ponoć większy niż na meczu otwarcia EURO 2012) odpowiedział piskiem tak charakterystycznym dla tych nastolatek i ćwierćmężczyzn tam zgromadzonych. Trzeba przyznać, że chłopcy umieją korzystać z konfetti i tych świecących gówien co rozdawali na wejściu i mrugały w rytm muzyki. Pojawiły się również gigantyczne różowe dmuchane motylki kwiatki i serduszka (WTF?), które wyrosły spośród publiczności i poleciały w świat oraz gigantyczne dmuchane piłki. Ale kurwa słodko. Martin hasał po scenie niczym motylek co sobie na łączce z kwiatka na kwiatek przefruwa. Używał brzydkich słów i udawał niegrzecznego, ale nikogo nie nabrał. No bo jaki to ma sens skoro najpierw krzyczy „Come on! This is fucking Warsaw! You’re fucking amazing! Let’s make it fucking awesome!” a potem siada przy pianinie i śpiewa głosem wyższym niż występująca przed nim Marina Lambrini Diamandis piosenkę „The Scientist”. Po tej piosence nadszedł czas na kolejny niezbyt żwawy utwór mówiąc oględnie, czyli „Yellow”. Publiczność w czasie jego trwania wyciągneła żółte baloniki i je nadmuchała co bardzo spodobało się Chrisowi. Uroczo, nieprawdaż?

Tytuł najbardziej pedalskiego momentu tego koncertu zdobywa jednak chwila kiedy Chris Martin w różowym T-shircie zaczął grać bisy na małej scenie pośrodku publiczności. Akustyczne „Us Against The World”, „Speed Of Sound”, „Clocks”  i „Fix You” to zabójcza sekwencja. Koncert zakończył się ich hitem „Every Teardrop is a Waterfall” i bieganiem po scenie Chrisa z flagą Polski. No cóż. Jak to zwykle bywa polska publiczność wygłodniała po tylu latach oczekiwania, przyjęła zespół z typową polską gościnnością, czyli wspaniale, co przyznał sam wokalista śpiewając „I don’t wanna leave Warsaw” w piosence „Paradise”. Zespół zagrał piosenki ze wszystkich płyt. W sumie w czasie tej męczarni 21, z czego najwięcej z najnowszego swojego krążka. Chłopcy skorzystali z instrumentów jak należy tylko raz, grając piosenkę „God put a smile upon your face” naprawdę (sam byłem zszokowany) robiąc hałas, a Chris Martin swoją gitarą nawet pacnął o ziemię. Czemu chłopacy skoro umiecie przypierdolić to tego nie robicie częściej?

Chris Martin wyje na Stadionie Narodowym

Stojąc, słysząc i widząc reakcję niemęskiej części publiczności na widok Chrisa Martina dotarło do mnie dlaczego ich tak bardzo nie lubię. Chłopcy z Coldplay są moim zdaniem egzemplifikacją dzisiejszego zniewieściałego wzorca męskości. Są delikatni, wrażliwi, czuli, zadbani, pewnie bez nałogów, uprawiają jogging albo yogę i generalnie są tacy wspaniali. Ale czegoś im brak. Testosteronu.

Lewandowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s